• Wpisów:231
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin:36 525 / 2249 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znów siedzisz bezradnie przy jednym z kątów twojego pokoju i myślisz ile poświeciłeś osobą, które w tak banalny sposób zawiodły. Wspominasz przyjaciół, bliskich i wrogów. Ludzi, którzy byli… Tak wiele znaczyli. Wpisali się w twoje życie ale i równie szybko z niego zniknęli. Nagle przywracasz do życia wszystkie wspomnienie te odległe ale i te bliskie. Tęsknisz za wczorajszym dniem. Za minioną godziną. Chcesz wrócić to momentu, który gdzieś ci zbyt szybko umknął. Za bladym uśmiechem ukrywasz smutek i rozczarowanie. Tak naprawdę nic nie daje nam tyle radości co druga osoba. Przyjaciel, a może ktoś więcej. Niby takie to proste jednak czasem staramy się uchwycić szczęście trwoniąc pieniądze, słuchając głośnej muzyki lub beztrosko imprezując ale sami nie jesteśmy w stanie siebie oszukać. Może to i nie my tchórzymy, a może i dobrze jest liczyć na jakiekolwiek wyjaśnienie. Jeden powód dla którego kolejny raz policzek przecina łza.-m.
  • awatar † Rock †: Uwielbiam Evanescence, najbardziej wokalistkę Amy Lee <3
  • awatar Anissa: Poruszył mnie ten tekst.. jak dawno tu nie byłam
  • awatar Anissa: uwielbiałam ten zespół do póki nie znałam wszystkich piosenek na pamięć ! :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Rozdział 12
"Dogonić marzenia"

Czwartkowe lekcje trały całe wieki. Nudne wywody nauczycieli niemal uśpiły większą połowę klasy. Iza wsparta na chuderlawych rękach wpatrywała się za okno. Wiedziała, że Kamil ostatnio zbyt bacznie jej się przygląda. Z resztą nie tylko on. Dziewczyna była już niemal cieniem osoby. Większość przechodziła z obojętnością. Jej ojciec w ostatnim tygodniu rzucił pomysł o internacie. Może staruszek nie wytrzymywał już tego wszystkiego. Tak dobrze przecież dla niej chciał... Tak jest przecież zawsze. Każdy z nas chce być idealny w oczach bliskich nam osób, jednak to w ich oczach wypadamy najsłabiej. Cóż, że dostajemy miliony szans. Przecież i tak zawodzimy i ranimy. Lekcje dobiegły końca. Schodziła schodami prowadzącymi do wyjścia ze szkoły.
-Co ty robisz?- Kamil poprawił plecak i spojrzał w jej stronę.
-O co ci chodzi?
-Właściwie to o całość.
-To znaczy?
-Wyglądasz jak kościotrup! Nie widzisz tego?
Zamilkła.
-Myślałam, że to przejściowe... Nie chciałem ingerować w troją prywatność. Wiem kim jesteś i co stało się z twoją matką. Skrzypce, szkoła muzyczna, wypadek i wyprowadzka. Nie wiem może jest coś pomiędzy ale to co robisz teraz z sobą jest nie do pojęcia. Rozumie, że źle się działo. Sam przecież nie byłem dla ciebie zbytnio sympatyczny na początku ale to wszystko się zmieniło. Wiem ile przeszłaś i z czym musisz sobie nadal radzić ale czy to co robisz ma jakiś cel? Wiesz gdzie jest twój cel? Zapewne pomoc do niego leży teraz w zakurzonym futerale. Przecież nauczyciele pisali o tobie na stronach internetowych. Miałaś wywiad w gazecie. To już nic nie znaczy?- zatrzymał ją gestem ręki- Nie mam pojęcia po co ja ci to wszystko mówię skoro i tak mnie nie chcesz słuchać.
-Przecież cię słucham. Tylko... Dlaczego ty?
Chłopak spojrzał niepewnie jej w oczy i nachylił się w jej stronę. Pocałował ją niemal niewyczuwalnie jakby bał się, że zaraz ulegnie destrukcji. To wiele wyjaśniało, ale i zadawało równie dużo pytań. Odprowadził ją do samego domu opowiadając jak to dawniej postrzegany był jej ojciec. Wielki dziwak, jednak mający ogromne serce. Gdzie potrzebowano pomocy tam się pojawiał. Kamil mówił też o sobie i chyba z tysiąc razy przepraszał za początek. Prosił też by on nowa zaczęła normalnie funkcjonować, by nie porzucała pasji.
-Teraz idź i z nim porozmawiaj.- skwitował na koniec stojąc już pod jej domem.
-Mam przeprosić?
-Nie wiem. Porozmawiaj z nim. Na pewno się martwi.
-Dobrze.
Przytulił ją na pożegnania i zniknął za rogiem sąsiedniego domu.
Bała się tej rozmowy. Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć i czego się spodziewać. Ojciec siedział w kuchni nad kubkiem herbaty.
-Cześć tato.
-Usiądź. Widzisz...
-Przepraszam.- wyszeptała przerywając mężczyźnie- Nie wiem jak do tego doprowadziłam. Początkowo to przecież było takie niecodzienne ale z czasem zaczęło robić monotonne. Nie umiała sobie z tym wszystkim poradzić. Boje się, że nadal sobie nie poradzę.
-Poradzisz. Pomogę ci. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdyby nie on chyba nigdy bym się nie dowiedział. Wiedz jedno. Taki przyjaciel to skarb.
-Ale o kim mowa?
Przyjaciel? Kto? Był u jej ojca?
-Kamil.
-Kamil?
To dlatego chciał by porozmawiała z ojcem.
-Tak. Nie wiedziałem, że taki jest. Spójrzmy prawdzie w oczy nie wygląda na takiego.- uśmiechnął się blado- Dzwoniłem tam i pytałem. Byłaś świetna. Nie zdawałem sobie sprawy jak to dla ciebie jest ważne. Obdzwoniłem prawie cały Kraków. Udało się! Wracasz! Będziesz miała stypendium. Przynajmniej jakąś część resztą jakoś się pokryje. Tylko chyba nie zapomnisz o staruszku?
-Tato!- siedziała niemal jak wryta, miała świeczki w oczach- Oczywiście, że nie zapomnę.
Poderwała się ze stołka i rzuciła się ojcu na szyję. Ten przycisnął ją do siebie i powiedział:
-Skończ z tym głodzeniem! Masz misje do spełnienie i nie możesz nas zawieść!
-Kocham cię tato!
-Ja ciebie też.
Przez kolejne dwa dni był naprawdę ciężko przełamać plan dotychczasowego dnia ale jakoś dawała radę. Może nie jadła zbyt wielkich porcji ale był to już jakiś krok na przód. Kamil przyszedł w południe i pomógł spakować jej rzeczy. Dobrze wiedziała, że może na niego liczyć. Na nich. Pragnęła dogonić swoje marzenia i nie popełnić prostych błędów. Dostała drugą szansę której nigdy by nie przewidziała. Nigdy nie możemy wiedzieć co spotka nas kolejnego dnia. Nigdy nie zakładajmy, że nie damy razy przejść kolejnej przeszkody danej przez los. Walczmy o swoje marzenia do końca bo te rodzą się w naszych sercach. Nie patrzmy z pesymizmem na życie. Przestańmy bać się jutra...
Rano stała już na dworcu. Pożegnała się z tatą i Kamilem. Dobrze wiedziała, że to nie koniec. To był dopiero początek...
Nie przestajmy marzyć!
Nigdy się nie poddawajmy.


Koniec
  • awatar Your life my life .†.: Fajny wpis .. ! ;P Wbijaj..;)
  • awatar Gość: Naprawdę zaje wpis :) Zapraszam do mnie ♥ Zachęcam do komentowania ♥
  • awatar an!mek: @nathan: w najbliższym czasie raczej nie ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Rozdział 11
"Źle"

Następny tydzień... Plotki ucichły. Zawdzięczała to Kamilowi. Niby nie prosiła o pomoc, a jednak ją otrzymał. Szczerze to dziwnie się z tym czuła. Nie lubiła, gdy coś komuś zawdzięczała. W jakiś sposób stała się zależna. Choć było coś o wiele gorszego. Zaczynało jej się robić ciężko. Jeszcze większym ukrywaniem. Nie jadła. Nadal. Wciąż... Cały czas znikała do toalety. Poranki robiły się męczące. Otwieranie ciężkich powiek i branie oddechu, który sprawiał więcej wysiłku niż można by sobie wyobrażać. Podniesienie się z łóżka też wcale nie najeżało do prostych. Najdziwniejsze w tym wszystkim jednak było to, że od pewnego momentu przestała myśleć nie tyle o kimś kto tyle dla niej znaczył ale i o dawnej miłości, która z każdym kolejnym dniem wydawała się być coraz bardziej odległa. Granie już nie było jej równie bliskie co dawniej. Już nie gapiła się w nuty. Nawet nie próbowała pisać dalszego ciągu melodii. Niby szła do przodu jednak gdzieś po drodze zagubiła... Siebie. Nie było już dawnej Izy. Zmieniła się. Najgorsze było to, że zaczęła się przyzwyczajać do bólu który sama sobie zadawała, każdego dnia. Wszystko wydawało być się takie monotonne. Rano często nawet nie chciała wstawać no bo po co? Przeżyć kolejny taki dzień... Była bezradna na to co robiła. Z kolejnymi tygodniami zakładała coraz grubszy sweter. Wiosna rozkwitała, a jej było coraz zimniej. Czuła się tak słaba. Wyglądała bardzo niewyraźnie. Ciepły ubiór sprawiał, że nikt o nic się nie pytał. Przynajmniej jak na razie... Żywy kościotrup z wyczerpanym limitem energii dziennej. Duże, fioletowe podkowy pod oczami i problemy ze spaniem. Jeśli już udało jej się zasnąć to budził ją jakiś koszmar. Najwyraźniej nie widziała, że sobie nie radzi. Jej ojciec coraz częściej patrzył się na nią z troską. Nie pytał się więcej co się dzieje, gdyż jednaj nocy tak bardzo się pokłócili, że dziewczyna widziała napływające łzy w oczach starszego mężczyzny. Wypomniała mu mamę. Powiedziała, że gdyby nie on nic by jej się nie stało. Gdyby był i tamtego dnia odwiózł by ją do pracy ona by nie zginęła. Izabela stawała się coraz bardziej zagubiona. Tak to dobre słowo. Nie była potworem choć właściwie sama była sobie przecież winna ale jedyne czego potrzebowała to pomocnej dłoni. Pewne było jedno długo tak nie wytrzyma. Balansowała nad granicą samozniszczenia.

Ciąg dalszy nastąpi.
  • awatar simpledreeam: Fajny wpis ;3, zapraszam do siebie , jeśli spodoba Ci się mój blog , to dodaj do znajomych , i liczę na rewanż :p
  • awatar an!mek: @avril729: Pezet, Sidney Polak - otwieram wino :)
  • awatar avril729: Skąd motto bloga? Bo jakoś brzmi znajomo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Rozdział 10
"Zmiany"

Zaraz po przyjściu ze szkoły wparowała do swojego pokoju. Nie wiedziała, że ojciec siedzi już w domu.
-Możesz mi powiedzieć dlaczego nic nie jesz?!- drzwi gwałtownie się otworzyły i pojawił się w nich oburzony mężczyzna.
Dobrze, że nie wszedł kilka sekund później bo dziewczyna już wyciągała z kieszeni fajki.
-Chciałam się rozpakować...
Spojrzał badawczo. Usta ułożyły mu się w dziwaczny grymas po czym rzucił.
-Obiad czeka. Za 5 minut masz pojawić się w kuchni.
A tak właściwie... Czemu nic nie zjadła przez cały dzień. Nie była głodna, a może reagowała na to wszystko. Założyła na siebie stary rozciągnięty sweter i naciągnęła czarne zakolanówki.
Chwile później usiadła przy stole i chwyciła za łyżkę. Jakaś wodnista zupa z drobinami czegoś co była naprawdę dziwne. Mieszała chyba całą wieczność dziwaczną potrawą nie biorąc do ust ani kropli. Jej ojciec siedział w drugim pokoju. W końcu odważyła się na połknięcie kilku łyżek zupy. Z talerza ubyła zaledwie jedna czwarta zawartości. Resztę wylała do zlewu. Umyła naczynie i poszła do siebie. Była jej dziwnie niedobrze. Poszła do ubikacji. Siedziała wpatrując się w lustro. Zwymiotowała wszystko co przed chwilą zjadła. Kręciło jej się w głowie. Sama chyba jeszcze nie wiedziała co ze sobą robi.
Następne dni mijały dosłownie tak samo. Wszystko co jadła nie zostawało dłużej niż na 10 minut. Zmieniło się jedno już nie dokuczał jej Kamil. Z każdym kolejnym dniem zaczynała być obojętna na rzeczywistość. I tak może i wyglądała jak duch ale i tak też się czuła. Dokładnie trzy tygodnie po wyjeździe do Krakowa zaczął dzwonić Łukasz. Pisał jak bardzo mu przykro, że przeprasza, żałuj... W końcu napisał, że sama była sobie winna. No, a całość była zwykłą zabawą od samego początku. „Spierdoliłaś wszystko! Nie ja, a ty!”- to było na samym końcu jakże barwnego sms-a. Szkoda, że czasem mylimy się tak bardzo co do niektórych ludzi, a błędy tak bardzo nas bolą.
Z kolejnymi tygodniami było z nią źle. Często rano, gdy wstawała z łóżka miała przeraźliwe zawroty głowy. Łapały ją też nocne skurcze zazwyczaj ud. Nie raz omal nie zemdlała w toalecie ale powoli zaczęło się to dla niej stawać swojego rodzaju uzależnieniem. Z dumą stawała na wagę i nie żeby wcześniej miała choć trochę nadwagi. Zawsze przecież była chuda, a koleżanki zazdrościły jej figury. Ojciec widząc, że córka chyba zbyt mało je zaczął najpierw dawać jej pieniądze na jedzenie ale najwidoczniej nie widział skutków. Prawda taka, że owych po prostu nie było. Nic nie miało się ku lepszemu. Zaczął dawać jej własnoręcznie zrobione kanapki. Zawsze staranie wykonane, z niby dobrymi składnikami ale... No właśnie ale! Często nawet chciała je zjeść. Jadła, była zadowolona, że pochłonęła całą bułkę ale jej radość nie trwała długo bo zaledwie kilka minut później tkwiła w toalecie z głową przy muszli toaletowej. Zwracała dosłownie wszystko. W oczach dosłownie znikała z każdym dniem. Pewnego dnia, gdy przyszła do szkoły wszyscy dziwnie się na nią patrzyli. Nie wiedziała o co chodzi. Czyżby coś zrobiła. Narastał w niej niepokój, że wojna z Kamilem jednak od nowa się zaczęła. Przerażona stawiała kolejne niepewne kroki. Jedna z dziewczyn na jej widok zaśmiała się tak głośno, że omal nie ogłuchła. Iza nie musiała długo czekać. Kamil pojawił się przed nią dosłownie kilka sekund po tym jak pojawiła się pod salą. Złapał ją za ramię i niemiło szarpnął prowadząc ją na schody prowadzące do górnej części szkoły. To tam ich poznała. Jednak chłopak nie otwarł pomieszczenie. Była prawie pewna, że zaraz powie jej coś typu co musi zrobić żeby on czegoś nie powiedział albo nie zrobił. Wyrwała się z jego uścisku.
-Mogę wiedzieć co im powiedziałeś? Co do cholery znaczyły dla ciebie słowa „od nowa”? Serio chcesz wojny od nowa!- wybuchła.
-Co ja im powiedziałem? To ty masz sporo do wyjaśniania... Chciałem z tobą porozmawiać, ponieważ mam tylko jedno pytanie do ciebie. Z kim?
-Co?!
-No powiedz z kim?
-Nie rozumiem z czego mam się komuś tłumaczyć, a tym bardziej nie znam odpowiedzi na twoje pytanie! W ogóle o co chodzi?
-Jak o co... Przecież i tak wszyscy się dowiedzą. Myślałam, że nie stać cię na coś takiego... No trudno stało się. Jeśli będziesz miała jakieś problemy. Możesz na mnie liczyć. Tylko pytam z kim?
-Do cholery ale o co ci chodzi? Jakie problemy!
Jej przerażona mina chyba mówiła sama za siebie. Przecież ta rozmowa nie wiała najmniejszego sensu. Dziewczyna nie miała pojęcia o co chodzi Kamilowi. Dlaczego wszyscy się z niej śmiali i dlaczego chłopak chciał jej w czymś pomagać.
-Nie wiesz? No bo... No ten...
-No wyduś to w końcu!
-Sabina z trzeciej „f” powiedziała, że jesteś w ciąży. Dlatego pytałem z kim...
-O Boże!
Osunęła się o ścianę, czuła jak do oczu napływają jej łzy ale nic nie mogła na to poradzić. Nie rozumiała dlaczego wszyscy w tej szkole mówili coś na nią. Co ona im do cholery zrobiła!
-Dla...Dla...Dlaczego tak powiedziała? Co ja jej zrobiłam?- chlipała przez łzy.
Kamil usiadł koło niej.
-Słyszała ponoć jak wymiotujesz w toalecie i to nie pierwszy raz. W sumie to przecież straszna plotkara. Iza?- spojrzał w jej stronę- Wiem, że to nie moja sprawa ale to jest dziwne? Co ty robisz? Co się z tobą dzieje? Jaki inaczej to wytłumaczyć?
-Źle się czułam...
-Jeśli coś by się działo powiedziałabyś? Prawda?
-Tak.
Jasne, że nie!- pomyślała. Jak mogła zaufać komuś kogo prawie nie znała. Do tego miała dać szansę tak naprawdę swojemu „byłemu” wrogowi.
Bała się jak dalej będzie to wszystko wyglądać. Może rzeczywiście powinna z tym skończyć. Za kilka minut rozpoczęła się przerwa. A jak bardziej zadziwiający był fakt, że gdy schodziła z Kamilem po schodach ten poklepał ją po ramieniu i powiedział półgłosem:
-Teraz twoja „klasowa gwiazda” pomoże ci to wszystko odkręcić.
Zostawił ją w tyle, gdy ta miała zapytać „Dlaczego to wszystko robi? Przecież jej nienawidził. Przynajmniej przez początek.”
Nie wiedziała jak wyjaśnić coś z tego co ostatnio się dzieje. Jak poradzić sobie z nową, trudną i ciężką rzeczywistością.

Ciąg dalszy nastąpi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 9
"Nie mów nic"

Od razu rzuciła się na swoje łóżko. Leżała może kilka małych minut. Gdy do pokoju zajrzał jej ojciec.
-Jak było?
-Dobrze...
-Cóż za entuzjazm. Co u koleżanek?
-Będzie...
-Dobra nie musisz nic więcej mówić.
Zamknął za sobą drzwi. Widziała jakie byłoby podsumowanie większości społeczeństwa. Głupie szesnastoletnie dziecko nieumiejace poradzić sobie bez „chłopaka” równie a może nawet bardziej niedojrzałego. Ale tu wcale o to nie chodziło! Po prostu czasem jest tak, że jak coś tracimy to z bólem umiemy jednak się podnieść ale jeśli coś jeszcze się dzieje... Ból wraca, a później... Nie ma już nic. Zwykłe pogodzenie się z sytuacją. Akceptacja beznadziejnego scenariusza i podanie się bez walki.
Chyba sama w to nie wierząc się podawała.
Cały wieczór przesiedziała gapiąc się w nuty, które tyle dla niej znaczyły. Tylko kiedyś... Dzisiaj nie miały dla niej sensu.
Rano tato zrobił śniadanie, które mieli zjeść razem. Siedziała wpatrując się w pusty talerz i milcząc na pytania zadawane przez mężczyznę.
-Cos ci jest?
-Co?
-Dobrze się czujesz?
-Tak.
-Nic nie jesz?
-Nie jestem głodna. Wybacz muszę już iść. – poderwała się z krzesła i prawie wybiegła z jadalni.
Do szkoły doszła na piechotę. Fakt za wcześnie wyszła z domu ale nie chciała narażać się na kolejne pytania ojca. Jeszcze pomyślałaby, że naprawdę coś jest nie tak i co wtedy.
-Uwaga idzie mistrz bmx-sa!- zaraz za drzwiami szkoły dobiegły ją odgłosy braw i pisków dziewczyn.
Stanęła na skrajach tłumu.
-Kamil! Rozniosłeś ich wczoraj! To było piękne.- wrzeszczał Wojtek.
Dlaczego jej to nie dziwiło, że całym tym przedstawieniem dyrygował Kamil... Oh bo to kretyn. Zaśmiała się z jego głupiego wyglądu na ławce. Wyglądał jak jakiś pajac. Z tą całą czapką, bejsbolówką i vansami w innym kolorze niż zwykle.
-O pojawiła się nasza gwiazda!
Spojrzenia Kamila padło na nią.
-Witamy! Śmieszy cię coś?
Miała się nie odzywać i odejść jak zwykle ale czy miała coś do stracenia. Nienawidziła tego całego ich lidera. Idola idiotyzmu.
-Co mnie śmieszy? Serio chcesz wiedzieć? Nie chcę narobić ci wstydu przed fanami.
-Taka jesteś cwana?- podszedł do niej prawie tak blisko, że robiło jej się niedobrze od jego perfum.
-Myślałam, że jak tutaj się przeniosę to będzie inaczej. Nie spotkam Krzysia. Ale wiesz nie spotkałam go. Dziwi mnie fakt, że istnieje ktoś tak cyniczny. Zadziwiasz mnie swoim skretyniałym umysłem.
-Myślałam przez chwilę, że mowa o tobie.
-To nie ja popisuje się na karłowatym rowerku.
-To nie ja muszę zmieniać szkołę. No powiedz nam za co się przenieśli? Chętnie wszyscy się dowiedzą.
-Kamil przecież i tak wszyscy wiedzą.- skwitowała jakaś dziewczyna z tyłu.
-No tak zapomniałem. No pochwal się jak to jest sprzedawać dragi w szkole? Jeszcze jedno słowo na mnie, a dojdzie to do dyrektorki. Nie będzie już tak fanie. Twój tatuś raczej nie przeniesie cię do innej szkoły.
-Narkotyki?! Zjebany jesteś ale to żadna nowość.
Odwróciła się i chciała przejść przez otaczający ją tłum.
-Patrzcie małolat się boji!- zawołał Wojtek.
-Dobra wypuście ją.
Śmiech niektórych był dobijający. Nie rozumiała dlaczego wszystko tutaj jej się nie układało. Nienawidziła tej szkoły. Narkotyki?! To chyba jakaś kpina. Rozległ się dźwięk dzwonka. Przesiedziała całą lekcje czując na sobie jego spojrzenie. Zaraz po zakończeniu fizyki zbiegła do szatni i wyciągnęła papierosa z paczki.
Pociągnęła głęboki wdech i wypuściła stróżkę dymu.
-Witamy. Nowe uzależnienie?
Odwróciła się gwałtownie.
-Nie prosisz mnie?- spytał podchodząc bliżej.
-Niby o co mam cię prosić?
-To szkoła. Może o to żebym się nie wygadał...
-Szczerze... Mam to daleko.
-To o dilerce też?- Kamil zaśmiał się kpiąco.
-Też bo to nieprawda. Z resztą mów co chcesz może ci ulży.
-Niby nie jesteś taka jak my? Nie palisz i w ogóle jesteś taka idealna. Coś tego nie widzę.
-Gdzie twoja elita? Sam już nie jesteś taki kozak?
-Boisz się odpowiedzieć?
-Powiedzmy, że ludzie się zmieniają.
-A ja nie potrzebuję swojej elity jak to ujęłaś.
-Doprawdy? Przy mnie nie jesteś już gwiazdą.
-Nie muszę nią być.
Usiadł koło niej.
-Co się stało?
-Po co ci to wiedzieć? Będziesz miał powody do docinek?
-Przecież czasami trzeba się popisać.
-Ale może nie czyimś kosztem?
-Może i racja... Wiesz może... Nie muszę nic wiedzieć. Wybacz, że tak cię traktowałem. Głupio pytać i pewnie się nie zgodzisz ale... Może zaczniemy od nowa?
Popatrzyła na niego podejrzanie. Czy nic się za tym nie kryło. Chłopak trzymał przed nią swoją dłoń czekając na rozejm.
-Dobrze. Zacznijmy od nowa.
Uśmiechnął się do niej i zadowolony przysunął bliżej. Gadali całą długą przerwę. I nie, nie powiedziała dlaczego się przeniosła i czemu się ów zmieniła. Rozmawiali o tym ile prawdy jest we wszystkich obraźliwych słowach skierowanych przeciwko sobie.
Właściwie to można było powiedzieć, że Kamil bez kolegów był całkiem normalny. Ale czy pozory oby nie mylą...


Ciąg dalszy nastąpi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Rozdział 8
"Dalej"

Usiadła w pobliskim paku tuż obok jej starego domu. Chciała jak najszybciej wrócić do swojego pokoju ale co powiewie ojcu. Jak wyjaśni to, że wraca po kilku godzinach i fakt, że wygląda jakby zawalił jej się cały świat. Właściwie to czy tak właśnie nie było? Mama, szkoła, chłopak, przyjaciółka w miesiąc straciła wszystko co coś dla niej znaczyło. Siedziała na ławce i przez zamglone oczy zmuszała się by nie rozwalić telefonu o chodnik. W sumie co jeszcze miała do stracenia. Mżawka jaka rano otulała miasto zaczęła się nasilać. Zastanawiała się gdzie może pójść. Nie chciała z nikim rozmawiać, więc odpadali koledzy i koleżanki. Nawet nie chciała słuchać pocieszeń, a jeszcze bardziej nie chciała łudzić się, że kogoś z nich to obchodzi. Taka prawda każdy boryka się z jakimiś problemami i czy naprawdę musimy udawać, że umiemy pomóc innym. Choć może umiemy pomóc innym, a dla nas samych nie wystarcza sił, chęci i krzty starań. Pomóc innym jest łatwo, prosto, a widok ich uśmiechy sprawia, że nabiegamy ochoty na szczęście. Co z tego jak tak cholernie trudno jest je zdobyć. Dlatego podajemy się. Zostajemy gdzieś w tyle i ze spuszczonym wzrokiem stwierdzamy, że przecież nie ma sensu. I później znowu pojawia się nadzieje. Znowu myślimy, że będzie dobrze. Przez mały moment nawet myślimy, że to właśnie jest ta chwila, że właśnie jesteśmy szczęśliwi jednak nie zatrzymujemy się i chcemy czegoś więcej. Pojawia się problem, za nim kolejny i zaczynamy walczy aż coś na nowo podcina nam skrzydła i cała historia powtarza się na nowo. Z czasem nawet się do tego przyzwyczajamy ale gdy tracimy coś naprawdę dla nas wartościowego zaczynamy wariować. Tak trudno jest nam wtedy odejść. A jeszcze trudniej jest starać się przynajmniej udawać, że chcemy tu dalej być.
Tak właśnie się czuła. Nie była pewna czy najmniejszy sens ma siedzenia na tej ławce. Czy cokolwiek teraz ma sens. Było jej niedobrze. Nie jadła nic od wczorajszej kolacji ale nie była głodna. Napiła się trochę wody. Padał już gęsty deszcz. Park w mgnieniu oka opustoszał. Wiedziała, że nie może tu zostać. Zabrała torebkę i udała się na dworzec. Tam zakupiła bilet na pociąg, który miał odjechać za dwie godziny. Usiadła na ławce przy torach. Już nawet nie miała siły by płakać. Z resztą co by to dało. Wyjęła jednego papierosa. Nie mogła się powstrzymać od zakupienia ich w drodze na dworzec. Właściwie mało było takich chwil, gdy nie radząc sobie sięgała po papierosy. Zastanawiała się jak będzie wyglądać teraz to wszystko. Wypuściła dym z płuc. Szkoła pomijając już tego kretyna na karłowatym rowerku i jego kumpli, obiad w domu i odrabianie lekcji. Może grywanie na skrzypcach w wolny czasie. Staranie się układanie nut. Przecież to nie miało najmniejszego sensy. Sama nigdy nie miała szans na szlifowanie pasji. Przecież 3 godziny drogi to wcale nie było tak dużo. Były internaty... Niestety jej ojciec wolał ją uziemić w tej wiosce gdzie nie miała szans na poznanie kogoś normalnego.
Pociąg oczywiście przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem. Dziewczyna wepchała się do środka by zająć miejsce w jakimś przedziale. Uff... otworzyła drzwi. Na siedzeniach po prawej stronie siedziała starsza kobieta i najprawdopodobniej jej nastoletni wnuczek. Po lewej stronie miejsca były wolne. Iza usiadła na pierwszym miejscu od drzwi. Słuchając muzyki i głośnych odgłosów pociągu sama nie wie w którym momencie zasnęła.
Gdy otworzyła oczy starszej pani oraz chłopca już tam nie było. Naprzeciwko niej siedziała za to jakiś mężczyzna ubrany w pobrudzoną bluzkę i bluzę o okropnym kolorze pomarańczu.
Zdjęła słuchawki.
-No witaj!- wrzasnął nieznajomy zbliżając do niej twarz.
Dziewczyna spytała go jedynie o miejsce w jakim się aktualnie znajdują, tan zaś zaczął jej opowiadać skąd i gdzie jedzie. Później przeszedł na tematy jego rodziny i przyjaciół. Zanudziłby ją na śmierć ale tak szczerze mówiąc nawet go nie słuchała.
-Wyglądasz na zdołowaną...- stwierdził.
-Ja? Wcale nie.
-Widać to po twoich ustach. Co się stało?
Gapił się na jej usta. Nagle poczuła się zażenowana.
-Długa historia...
-Mamy czas. Opowiadaj.
-Wolałabym nie.
-Jak wolisz.
Nie odzywał się przez góra dziesięć minut, a później dalej ciągnął temat o sobie. Koszmar...
Na szczęście wysiadała dwie stacje dalej.
Gdy prawie wyskoczyła z pociągu. Mężczyzna wychylił się przez okno i z głupim uśmiechem machał jej i życzył powodzenia, ona zaś była szczęśliwa, że nareszcie opuściła ten przedział. Przeszła kilkanaście kroków i gdy stanęła przy schodach nagle znowu to wszystko wróciło.
Nigdy jeszcze tak wolno nie wracała do domu ale po co miała się śpieszyć.


Ciąg dalszy nastąpi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Rozdział 7
"Tak łatwo stracić WSZYSTKO"

Jeden i pół tygodnia. Tyle dokładnie upłynęło od tamtej środy. Był piątek, godzina popołudniowa. Siedziała z ojcem w salonie przed telewizorem. Już od kilku dni starała się powiedzieć mu o planie jaki miała na sobotę. Czas naglił więc musiała to kiedyś zrobić.
-Tato?
-Tak?
-Słuchaj bo jutro jest sobota, a ja już odrobiłam pracę domową.
-Co w związku z tym?
-Czy mogłabym odwiedzić moich starych przyjaciół? Wrócę jeszcze w ten sama dzień.
-No sam nie wiem...
-Proszę to dla mnie bardzo ważne.
-Czym zamierzasz się tam dostać?
-Pociągiem.
-Skoro to tak ważne.- uśmiechnął się- O której masz pociąg?
-O 6;00.
-To obudź mnie rano to cię podwiozę.
-Dzięki tato!
Co chciała zrobić? Wiedziała, że jeśli będzie siedzieć bezczynnie to wszystko zawali się jak domek z kart. Potrzebowała spotkać się nie tylko z Łukaszem co i z Zośką. Niestety kontakt z chłopakiem pomimo faktu zakończenia prób nad występem to nic się nie polepszyło. Musiała z nim jak najszybciej porozmawiać w cztery oczy. By naprawdę dowiedzieć się co się dzieje.
Wieczorem spakowała do torby butelkę wody, portfel, słuchawki i telefon. Przygotowała sukienkę w kratkę, czarne zakolanówki i martensy. Rano pomalowała starannie oczy, nałożyła na chudawy nadgarstek pudrową bransoletkę, która idealnie współgrała z kolorem swetra i czarno pudrowej kratki w jaką była sukienka, ubrała na głowę melonik i wyszła.
-Masz wszystko?- spytał zaspany mężczyzna.
-Tak.
-Czekaj tylko zabiorę kluczyki i portfel.
-Dobrze czekam przy samochodzie.
Już po kilkunastu minutach stała trzymając w ręku bilet. Pomachała jeszcze na pożegnanie ojcu, a chwilę później siedziała już w zatłoczonym przedziale. Pociąg zatrzymywała się co 20 minut. Z każdym postojem robiło się coraz tłoczniej. Dziewczyna nie mogła się już doczekać. Wyobrażała sobie jak to miło będzie się rzucić ukochanej osobie na szyję i uściskać przyjaciółkę. Spotkać się ze znajomymi i oczywiście odwiedzić ... szkołę. W końcu doczekała się właściwego przystanku. Wprost wybiegła z pociągu. Dobrze znała miasto więc bez problemu wiedziała gdzie ma wyjść. Nikt nie wiedział o jej przybyciu. To miała być niespodzianka. Najpierw postanowiła pójść do domu Łukasza. Podekscytowana maszerowała wąskim chodnikiem. Minęła bloki i mały rynek na przedmieściach. Stała właśnie przy skrzyżowaniu, a naprzeciwko niej była kawiarenka do której często chodzili z Łukaszem. Uwielbiała tamtejszą kawę. Kilka przecznic dalej w mniej ruchliwej części miasta był dom chłopaka. Za rogu wyłoniła się postać ubrana w niebieską bluzę. Tak to chyba on! Miła kaptur na głowie, ponieważ lekko mżyło. Z niecierpliwością czekała na zielone. Chciała już się do niego przytulić. Dobrze znała nawet zapach tej bluzy, gdyż często jej ją pożyczał. Osoba zdjęła kaptur i... Pojawiły się długie blond włosy?! Jej serce biło dużo głośniej. Co jakaś blond lala robiła w bluzie jej chłopaka. Zielone. Przeszła pospiesznie na druga stronę. Niczego nie świadoma dziewczyna weszła właśnie do kawiarenki. Iza była niesamowicie ciekawa kto to jest. Podeszła do okna. Przy ladzie siedział Łukasz. Jego włosy były niesfornie zmierzwione tak jak zawsze. Miał na sobie granatowo białą bluzę. Blondynka rzuciła mu się na szyje i dała mu słodkiego buziaka w usta. Chłopak uśmiechnął się do niej i podał jej kubeczek kawy na wynos. Dziewczyna odwróciła się bokiem i odgarnęła włosy za ucho. Iza zamarła. Wiedziała kto to jest. Niemal zmuszała się do oddechów, które stawały coraz płytsze. Łukasz i Zośka?! Nie to nie mogło być prawdą. Miała wejść do środka ale... No co niby miała zrobić. Nie mogła też nic nie zrobić. Udała się pod jego dom. Siedziała przy blokowej klatce. Ciekawa była jakie będę jego wyjaśnienia. Jak wytłumaczy jej tą chorą sytuację do jakiej doprowadził on bo przecież nikt inny. Ale w sumie to ona wyjechała to ona zostawiła to wszystko. Może to była jej wina. Sama już nie była tego pewna. Otarła krople spływającą po jej policzku. Czekała tam jakieś 20 minut aż zobaczyła zbliżającego się Łukasza. Niestety nie samego... Chłopak trzymał za rękę kogoś kto miał czelność być jej przyjaciółką. Dziewczyna w jednej ręce nadal trzymała kawę. Tuliła się bezwstydnie do chłopaka śmiejąc się głośno. Nawet nie miała siły by wstać, by krzyczeć. Łukasz ją zauważył i odruchowo odsunął się od Zośki. Ta zrobiła jeszcze kilka niepewnych kroków i została w tyle może bojąc się tego co się stanie. Miała usta pomalowane ciemno różową szminką. Dłonie ukryła w bluzie i czekała niepewnie na o co się wydarzy. Chłopak udał się w stronę Izy. Obserwował ją badawczym wzrokiem.
-Cześć kochanie.- schylił się by ją pocałować jednak ta odsunęła się- Co się stało?
Wstała. Teraz była od niego wyższa.
-Co się stało? Nie no nie wiem. Może ty mi powiesz co się stało?
-O czym ty mówisz?
-Chciałam zrobić ci niespodziankę! Przyjechałam nie mówiąc ci o tym. Byłam pewna, że będziesz się cieszył. Myślałam, że to moja wina, że to ja wszystko spieszyłam. Musiałam się wyprowadzić i zostawić to wszystko ale prawda jest taka, że to nie była moja decyzja. Starałam się jak mogłam by wszystko było dobrze. Ufałam ci i łudziłam się aż do dzisiaj, że to przez szkołę. Myślałam, że masz za dużo na głowie. Przestałeś dzwonić. Wiedziałam, że coś jest nie tak ale, gdy pytałam mówiłeś, że tylko mi się wydaje! A tobie? No podejdź! Powiedziałaś mu o mnie? O moich przypuszczeniach. Dobrze grałaś dobrą przyjaciółkę. A, przecież zapomniałam ty też starałaś mi wmówić, że nic się nie dzieje. Liczyłam, że choć trochę wam na mnie zależy. Myliłam się!
-Przestań! Nic się nie dzieje! Byłem z nią w kawiarence na kawie. Czy to coś znaczy?
-Tak się składa, że widziałam was. Miałam tam iść. Dałeś jej swoją bluzę. Nieźle jeśli dla ciebie to nic nie znaczy. Pocałowałeś ją! To niby nic nie znaczy?
Chłopak zamilkł. Zapewne był pewny, że dziewczyna nic nie widziała. Brakowało mu już pomysłów na kolejne kłamstwa.
-Nie chcę mi się na was patrzyć!
Minęła ich oboje i poszła prosto przed siebie.
-Ej zaczekaj! To nie tak.- krzyczał chłopak.
Nawet się nie odwróciła. Już nie mogła. Kolejne łzy napłynęły jej do oczu. Otarła je rękawem swetra nie dając po sobie poznać jak trudno jest jej odejść.
To właśnie jest najtrudniejsze nie powroty lecz bezlitosne zostawienie za sobą osób, które kiedyś były dla nas wszystkim.

Ciąg dalszy nastąpi...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Rozdział 6
"Myśli"

Kolejne dni mijały całkiem nieźle. W szkole szło jej bardzo dobrze. Co do Kamila... Można było się przyzwyczaić. Po lekcjach wracała do domu i gotowała proste przepisy, które nauczyła jej mama. Łukasz zadzwonił do niej ostatnio trzy dni temu. Nawet nie pisał. To ona musiała pytać się jak tam u niego. Była przekonana, że zbliżające się przesłuchanie pochłania go w tak dużym stopniu. Na pewno za kilka tygodni wszystko się zmieni- pomyślała.
Właściwie to kolejny tydzień też nie miał w sobie nic nadzwyczajnego. Chłopak zadzwonił do nie do niej zaledwie raz. Rozmowa była zupełnie inna niż poprzednie. Przerywana milczeniem. Gdy Iza usiłowała mu coś tłumaczyć chłopak najwyraźniej się szybko dekoncentrował.
-Co się dzieje? Chodzi o przesłuchanie? Coś się stało?
-Nie...- wymamrotał po dłuższej chwili- Wszystko w porządku. To już za cztery dni. W sumie trochę się stresuje.
-Więc pewnie dlatego. Zadzwonię jeszcze tego samego dnia. Na pewno pójdzie ci dobrze.
-Cieszę się, że tek myślisz. Będę kończył bo muszę iść pomóc mamie. Pa.
-Pa.
Ile rozmawiali. Może kwadrans. Wiedziała, że wszystko będzie trudniejsze, gdy opuści dom ale czy rzeczywiście to było przyczyną. Przez kolejne cztery dni snuła się po domu kompletnie bez celu. Przechodziła z pokoju do pokoju nie mogąc sobie znaleźć miejsca. W szkole było nie lepiej. Podświadomie wiedziała, że coś się dzieje. Coś się zmienia, a ona nie może nic zrobić.
W środę zaraz po szkole zadzwoniła do Łukasza. Spytała jak mu poszło. Choć chłopak miał chyba dość dobry humor to wydusił z siebie tylko, że było dobrze i dostał pochwałę. Nie czekał na kolejne pytanie czy gratulacje z jej trony jakie chciała mu złożyć tylko powiedział, że musi kończyć bo idzie z kumplami to uczcić. Ze smutkiem pożegnała się i odłożyła telefon. Usiadła tempo przy stole i nie mogła znaleźć sił nawet do zjedzenia obiadu. Popołudniu zadziwiła do niej Zośka i zdała relacje, że będzie ją stać na stypendium bo wypadła rewelacyjnie. Oczywiście jej pogratulowała.
-Coś się stało Izz?
-W sumie... Sama nie wiem. Chodzi o Łukasza. Coś się dzieje.
Zośka ucichła.
-Nie zamartwiaj się pewnie znowu za dużo myślisz.
-Ale...
-No co? Nie spotykacie się już tak jak dawniej. Nie widzicie się codziennie to i rozmowy będą trudniejsze.
-Wiedziałam to od samego początku... Nic już nie będzie jak dawniej ale jeśli nic nie będę robić to będzie coraz gorzej. To przecież nie moja wina, że musiałam wyjechać.
-Będzie dobrze. Jak chcesz mogę z nim porozmawiać.
-Nie, nie trzeba. To może przez projekty. Może masz racje. Może trzeba teraz tylko poczekać...
-No widzisz. A tak w ogóle to jak tam? Dawno nie gadałyśmy więc opowiadaj? Fajna ta szkoła? A ojciec? Dom?
Dziewczyna choć na chwilę mogła zapomnieć o Łukaszu. Opowiedziała przyjaciółce o wszystkim. Rozmawiały dobrą godzinę. Śmiały się i obgadywały stare koleżanki ze szkoły i nowe znajomości ze strony Izy. Później wrócił jej tato. Dziewczyna odrobiła pracę domową i stwierdziła, że skoro tak strasznie jej się nudzi to może powinna wyjść na spacer. Wyszła do kuchni, a koło jej nogi pojawił się Freddie. To jest myśl! Ubrała pasiastą bluzę, wzięła smycz i wyszła na zewnątrz. Oddychając rześkim powietrzem odłożyła na bok wszystkie gdybania i zastanowienia jakie zapewne miały wrócić nocą.

Ciąg dalszy nastąpi...
  • awatar Zuzka<3: Świetne ; P
  • awatar I ♥ Holigans: Coo dalej ?! nie mogę się doczekać :)
  • awatar inxnormal: masz talent ! ♥ ogólnie mega opowiadanie ,zaraz jeszcze lukne na wcześniejszee . zaj3bistyy blog ♥ :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Rozdział 5
"Istny fart."

Minął weekend. Dwa zbyt krótkie dni. Właściwe to chyba nie dziwne, że nie chciała tam wracać. Ale jednak rano trzeba było zczołgać się z łóżka i iść do tej „szkoły”. Zaczęła doceniać swoje stare muzy, na które tak narzekała ale przecież każdy docenia coś dopiero wtedy, gdy to straci. Ona straciła nie tylko mamę, przyjaciół i szkołę ale i nadzieje, że może być lepiej. Tkwiła dosłownie w bagnie.
Rano ojca już nie było w domu nawet jej nie powiedziała na którą chodzi do pracy ale to szczegół. Zalała trochę kawy i cukru mlekiem i wypiła na szybko. Spakowała nowe książki i zeszyty do torebki w czarno białą kratkę zapinaną na dużą klamrę, zgarnęła jeszcze rozciągnięty sweter koloru lawendowego i wybiegła na przystanek. Autobus przyjechała o czasie aż co dziwne. Siedziała na samym tyle, przyparta do szyby właśnie napotkała na piosenkę Ostera „nie lubię poniedziałków”. Ona ich nienawidziła! Pogłośniła by wsłuchać się w intro. Nie było zbytniego tłoku i bez trudu dostała się na miejsce. Przekroczyła próg szkoły i już poczuła, że to był błąd.
-Witamy!- powitał ją ten sam szpanerski ton Kamila. – Dobrze się spało?
Liczne grono stojące przed wejściem. Już nie wliczajmy pozostałej piątki jaki ostatni raz widziała w piątek, policzmy pozostałą 30 gapiów, którzy krzątali się smętnie po korytarzach.
Przeszła ze spuszczoną głową przez cały korytarz. Czuła, że spojrzenie chłopaka i wielu innych nastolatków dosłownie ją przeszywa. Wyszła na górę i usiadła pod salą. Chwilę później zabrzmiał dzwonek i pod salą zgromadziła się chmara uczniów, która najwyraźniej była jej nową klasą. Wchodziła jako ostania i ktoś trącił ja nagle ramieniem. Oboje się odwrócili. No nie! Ironia będzie jeszcze z nim chodzić do klasy?! Kamil stał koło nie z równie zniesmaczoną miną.
-Możesz bardziej uważać?- spytał podirytowany.
-Ja? To ty nie patrzysz jak chodzisz!
-Jasne.
Poprawił daszek czapki i sprostował grymas na swojej twarzy. Wszedł do sali jako pierwszy zostawiając w tyle wkurzoną dziewczynę.
Na każdej z przerw znikał najprawdopodobniej do swoich kumpli. Szczerze zastanawiała się jak taki pajac mógł ich mieć. Szkoła nie była aż tak zła nie licząc faktu, że materiał był o wiele skąpszy niż w jej szkole. Na matematyce rozwiązywali banalne przykłady, a na polskim czytali wiersze jakie ona brała w pierwszym miesiącu. Po ośmiu lekcjach w końcu mogła udać się do domu. Oczywiście nie obeszło się bez pożerających spojrzeń całej kompani Kamila. Autobus chyba na złość wlekł się niemiłosiernie. Gdy już prawie była pod domem poczuła, że ktoś do niej dzwoni. Wyjęła telefon z ulgą.
-Cześć kochanie.
-Cześć Iz. Jak tam u ciebie. Ja mam teraz przerwę. Dobrze w szkole?
-Ujdzie.- otworzyła drzwi- Wiesz...
-Co?
-Ja chcę do domu! Chce wrócić do starej szkoły.
-Uwierz ja również wolałabym żebyś wróciła z resztą nie tylko ja. Ale coś się musiało stać skoro aż tak bardzo chcesz wrócić.
-Ludzie... Bardzo, bardzo denerwujący.
-Jacyś konkretnie czy ogólnie?
-I tak i nie.- zgarnęła z blatu wodę i nalała odrobinę do szklanki- Jest taki chłopak najchętniej bym go rozdarła! Ale spokojnie jeszcze tego nie zrobię.
-Jakbyś sobie nie radziła to dzwoń i zabiorę jeszcze Zośkę i jakiś kumpli. Coś się na pewno wymyśli.
Zaśmiała się i wychylił kilka łyków wody.
-A jak u ciebie?
-Raczej nic nowego, pracuje nad projektem do przesłuchania. To już niebawem. A poza tym no raczej po staremu.
-No to dobrze. Będę kończyć bo głodna jestem.
-Ano, to do później. Pa.
-Pa.
Odłożyła na blat telefon i rozglądnęła się po szafkach. Kompletne pustki. Zaglądnęła do lodówki. Nic... Chwyciła za telefon.
-Cześć tato.- nadal trudno jej było przyzwyczaić się do słowa „tato”- Co będzie na obiad? Co zazwyczaj jesz? Tutaj nic nie ma.
-Pizza. Ja będę za chwilę to zamówimy.
-I tak codziennie?
-Masz lepszy pomysł? Są jeszcze bary.
-Porozmawiamy w domu.
Już wolała by można było cokolwiek ugotować niż stołować się w barach.
Pół godziny później długo nad tym debatowali i jej ojciec stwierdził, że jeśli ma taką ochotę to zakupi jakieś produkty. Jak mówił sam do gotowania nie miał kompletnie talentu a z czasem nawet chęci. Nie pytał nawet o szkołę poszedł się jedynie położyć do salonu przed telewizor. Iza zaś udała się do swojego pokoju i siedząc przy książce on biologii czekała na zamówioną pizze. Gdy tylko powracała do niej myśl, że już jutro znowu idzie do tej świetnej szkoły to niedobrze jej się robiło. Ci ludzie, ta atmosfera. Coś pięknego. Przycisnęła głowę do książki i chciała po prostu uciec gdzieś daleko. Jak można mieć takie szczęście! Ten fart losu to chyba żart od życia!

Ciąg dalszy nastąpi...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Rozdział 4
"Tak trzeba."

Nie mogła spać. Całą noc siedziała przy biurku wpatrując się w niedokończony zapis jej projektu. Choć zawsze wymagały poświęcenia, wysiłku i nieprzespanych nocy... Czasami nawet zniechęcenia. Teraz żałowała, że nie będzie dane jej go dokończyć. Będzie brakować jej tego stresu jaki czuła przed wyjściem na scenę przesłuchań. Z resztą czy tylko o to chodziło. Będzie brakować jej najdrobniejszych szczegółów. Każdych błędów. Wszystkich chwil, które były tak krótkie i niedocenione. Ostatniego pocałunku w czoło jaki dostała nocą od mamy. Zamknęła zeszyt i przetarła ręką po załzawionym oku.
Do godziny siódmej siedziała skulona na łóżku. Za drzwiami słychać już było jak jej ojciec krząta się gdzieś między salonem, a kuchnią. Wstała i otworzyła szafę. Założyła na siebie rozciągnięty pasiasty sweter w kolorze beżu i brązy, czarne rurki i brązowe baleriny z czarnymi kokardkami. Pomalowała rzęsy niewielką warstwą tuszu, rozczesała rude pasma długich włosów i nałożyła czarny melonik przepasany błyszczącą wstążką, która na prawym boku układała się w skromną kokardkę. Spojrzała w lustro umocowane na drzwiach szafy i podniosła sztucznie kąciki ust. Zamknęła drzwi szafy i wyszła z pokoju.
-Witamy.
-Cześć.
-Co powiesz na jajecznicę? Chyba, że wolisz tosty?
-Tosty. Nie lubię jajecznicy.
-Wedle życzenia. Wyjmiesz ser z lodówki.
-Ehem.
Podała plastikowe opakowanie.
Niebawem zajadali się gorącymi tostami z ciągnącym serem. Do kuchni wbiegł Freddie.
-Już obaliłeś całą miskę. Nie ma Freddie, nie.
-Właściwie to dlaczego Freddie?
-Od Mercurego.
-Słuchałeś Queen?
-To był mój ulubiony zespół. No i ulubiony wokalista.
Uśmiechnęła się.
-No co? Nie wyglądam?
-Szczerze to niezbyt.
Zaśmiał się.
-Zaraz jedziemy.
-Dobrze.
Liceum nie było jakoś strasznie daleko. Licząc przystanki to w ok. 15 minut będzie na miejscu. Tutejsze „autostrady” nie były zbyt ruchliwe.
Budynek koloru szarego, a do głównego wejścia prowadziły schody. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała to zachwycająco. Była przerwa. Większość uczniów siedziała na korytarzu i gdy Iza szła za ojcem mierzyło ją wzrokiem. Spojrzenia niektórych nie tyle przenikliwe co aż bezczelne peszyły w stawianiu kolejnych kroków coraz to bardziej chwiejnych i niepewnych.
W końcu weszli do sekretariatu.
-Dzień dobry.
-Witam.- powitał ich ochrypnięty głos starej kobiety z wielkim kokiem na głowie- Izabela?
Dziewczyna kiwnęła tylko głową.
-Proszę za mną.
Kobieta wyszła na korytarz. Rozglądnęła się.
-Katarzyno! Zaczekaj.- machnęła ręką na jedną z uczennic- Proszę oprowadź nowa uczennicę po szkole. Możesz zwolnić się z kawałka lekcji.
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i uśmiechnęła się nadto słodko.
-Część. Chodź ze mną. Jestem Kaśka.
-Cześć. Klasa?
-Druga. Jak tu trafiłaś. Znam tego gościa z widzenia. To twój ojciec?
-Tak.
-Nie wiedziałam, że ma córkę. Nie mieszkałaś tutaj? Przynajmniej nie z tego co kojarzę... Skąd jesteś? Tu na prawo jest zejście do sali gimnastycznej.
-Miasteczko niedaleko Krakowa. A tu znalazłaś się...?
-Moja mama... Zginęła w wypadku.
-Przykro mi. Tam jest sala od fizyki i chemii a tam dalej geografia. Idziemy wyżej.
Co jak co ale schody były w opłakanym stanie. Całe panele były wyżarte przez korniki. Czarne poręcze aż błagały o przetarcie.
-A więc tutaj jest sala od religii i polskiego. Trochę dalej są dwie sale od angielskiego i niemieckiego. Nadążasz?
-Tak, jasne.
-Tam informatyka. Tu biologia i matematyka. A tu...
Wyszły po schodach na górę. Dziewczyna wyjęła z torebki niewielki kluczyk. Otwarła ciemne drzwi.
-A tu jest dach. Znaczy wyjście. Nie pytaj skąd mam ten klucz. Nie pytaj też co tu będziemy robić zaraz sama zobaczysz tyko jeszcze na kogoś zaczekamy.
Nie czekały długo. Do zacienionego pomieszczenia wpadła tzw. elitka.
-Poznaj oto Wojtek, Kamil, Mateusz, Baśka i Julka.
Wojtek to kolosalny chłopak wyglądający jak wieszak, ubrany w szare dresowe spodnie i granatową bluzkę, włosy koloru brązowego ścięte na krótko. Kamil i Mateusz to coś na styl skatów z jej okolic. Tylko w porównaniu z tamtymi chłopakami oni nie prezentowali się nawet nieźle. Kamil miał fioletowo czarną koszulę w kratkę, czarne rurki i czerwonego full capa z fioletowym logo. Mateusz miał czarną bluzę, przetarte rurki i szaro granatową czapkę, na ramieniu duży plecak. Z którego zaczął coś wyjmować. Dziewczyny no cóż Julka cały czas zerkała na Kamila, a Baśka dziewczyna z lekką nadwagą była zajęta czekaniem na... Papierowy jakie Mateusz wyjął z plecaka.
-Tak w ogóle to kim ona jest Kaśka?
-To nowa uczennica. Miałam ją oprowadzić ale to krótka przerwa i nie byłoby czasu.
-Mam na imię Iza.
-No dobra kończmy to kółko zapoznawcze. Dawaj.- Kamil wyrwał Mateuszowi papierosa z paczki.
Kolejka i do niej zawędrowała. Nie, że nigdy nie paliła bo Łukasz nie był też z Zośką święty. Gimnazjum też uczy różnych takich rzeczy ale nie paliła bo tak wybrała.
-Nie dzięki.
-Serio?- Kamil zaciągnął się i wypuścił obłok dymu wprost na nią, szydząc z niej – Kaśka przyprowadziłaś tu świętoszkę.
Mateusz z Baśka prychnęli głośno.
-Po prostu ich nie lubię...
-On tak czasem ma Izka. Nie przejmuj się.- powiedziała Kaśka.
Chwilę później temat przeniósł się na kartkówkę z matmy i na to jak to pan Zawada jest do dupy. Szczerze myślała, że jest coś do dupy ale nie pan od matematyki tylko cała ta pierdolona szkoła. Jak to jedna osoba może nam spierdolić wszystko! Wszystko na co tak długo pracowaliśmy. To prawdziwa tragedia jeśli nie możesz się obudzić z koszmaru, a jeszcze gorsza, gdy okazuje się, że owy koszmar jest rzeczywistością.
-Dobra spadamy.
-Ja pierdole mam teraz matmę!- jęknął Wojtek.
-A ty już wiesz co, gdzie i jak bo lepiej żebyś nas nie podkablowała sekretarce?- spytał szpanerskim tonem Kamil.
-Spokojnie wszystko już wiem. Nic nie powiem.
-No wiadome...
-No to spadamy.
Grupa poderwała się do góry, wyszła z pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Rozeszli się bez słowa. Szóstka przyjaciół zbiegła po schodach na parter, a Iza udała się prosto przed siebie. Zeszła drugimi schodami. Było już grubo po dzwonku. Weszła do sekretariatu, gdzie sekretarka debatowała na jakiś temat z jej ojcem.
-Wiesz gdzie są jakie sale?- spytała.
-Tak.
-No to zaczynasz od poniedziałku, a tu twój plan lekcji. Zakup książki. Tu masz rabat. Twój tato wie, gdzie jest ta księgarnia. To co zostaje mi powiedzieć „witamy w szkole Izabelo”.
Tymi słowami dobiła ją definitywnie. Nie było już odwrotu. Siedząc w samochodzie zastanawiała się ile czasu zajęło jej tak piękne zepsucie życia. Samochód ojca głośno warknął. No racja przecież to też był jakiś trup. Pomijając już fakt, że jej ojciec zachowuje się najbardziej dyplomatycznie jak można by było sobie to wyobrażać. Nic nie powiedział od śniadania. Mama by gadała jak najęta. Nie posłałaby jej do tej szkoły. Do ojca. Mama by... No właśnie i tu wszystko się kończy. Zmiany nastały i czy chcesz czy nie musisz się do nic przyzwyczaić. Jesteś wyjątkiem jednym na sto ale musisz iść dalej!

Ciąg dalszy nastąpi...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Rozdział 3
"Może..."

W pokoju nie było nawet radia. Włączyła muzykę na telefonie i zaczęła od wpakowania ubrań do szafy. Otwarła drzwi i odskoczyła wystraszona ponieważ w jej ciemnym wnętrzu kryło się coś dużego. Po chwili dopiero wychyliła się kudłata głowa kundla. Pies miał długą, sianowatą sierść szaroczarnej maści. Lewe ucho miał oklapnięte, a język przez cały czas wywalony na wierzch. Nie wyglądał na dość młodego. Więc od razy odrzuciła myśl o zakupieniu go z myślą o niej.
-Cześć.- wyszeptała głaszcząc go po pysku.
Pies zrobił kółko wokół niej merdając przy tym radośnie ogonem. Dziewczyna pogłaskała go jeszcze raz i wzięła się do roboty. Rzeczy same się nie poukładają.
Wieszaków było zaledwie kilka. Więc była zmuszona do władowania na nie po kilkanaście koszul, które w inny sposób byłyby fatalnie wymięte. Wyjęła z torby swój notes i zaczęła zapisywać rzeczy, które potrzeba było zakupić. Wiedziała też, że kolor tego pokoju niebawem będzie musiał zostać zmieniony. Minęła niecała godzina jak rozpakowała prawie wszystkie walizki. Wyjęła niewielki, puszysty, szary koc ozdobiony wielkimi, miętowymi kropkami. Dostała go od mamy kilka dni po jej pierwszym przesłuchaniu. Właściwie to jej i Łukasza.
Przytuliła się do niego i nadal nie mogła uwierzyć jak niewiele czasu minęło od tamtego wydarzenia. Położyła go na łóżku tuż obok poduszki w różowym kolorze. Znowu zapisała coś na liście. I wypakowywała się dalej. Dobiegł ją dźwięk wiadomości. Podeszła szybko do telefonu i odczytała „numer ... próbował się skontaktować o godzinie 21;02.” Spojrzała na zasięg. No pięknie nawet tego tutaj nie było. Z uniesioną ręką szukała choć jednaj kreski.
Obeszła prawie cały pokój. W końcu otworzyła okno i wychyliła się delikatnie. Jest! Puściła sygnałka i nie musiała czekać długo na telefon.
-Cześć kochanie nareszcie można się dodzwonić. Jak tam jest? Cały czas jesteś poza zasięgiem.
Jak miło było usłyszeć znów jego głos. Zacisnęła mocno oczy.
-Cześć. Wiem, wiem ale już znalazłam miejsce gdzie jest zasięg. Jak jest? Emm... Szczerze to źle to nawet marne określenie. Zaraz idę na jakąś kolacje i będę miała rozmowę z ojcem. W moim pokoju brakuje wielu rzeczy, a to dopiero początek bo widok za oknem mnie jeszcze bardziej przeraża.
-Ojć... To słabo. Dasz sobie radę mała wierzę w ciebie. Czeka cię pewnie rozmowa o szkole. Wszyscy później się mnie pytali co się stało. Mało osób wie o tym, że już nie jesteś uczennicą naszej szkoły. Przepraszam do mnie to dalej nie dociera.- słychać było jak przejechał dłonią po twarzy- Grunt żeby ci się tam jakoś ułożyło. Już za tobą tęsknię!
-Ja za tobą też.
-Iza skończyłaś już?- jej ojciec chyba zbliżał się do jej pokoju.
-Wybacz, muszę kończyć. Napiszę później.
-Dobrze. Znikaj.
Zamknęła okno. I podniosła w pośpiechu jakąś chustkę, którą zapomniała jeszcze schować.
Drzwi otworzyły się.
-Zjedzmy coś. Widzę, że jeszcze trochę ci zostało. Dokończysz to za chwilę. Dobrze?
-Tak, już idę.
Odłożyła kawałek materiału w pastelowych kolorach na biurko i udała się za ojcem.
Kuchnia była urządzona w ciepłych barwach. Białe i pudrowe kafelki pod szafkami. Pastelowy odcień żółtych ścian. Srebrny sprzęt kuchenny i niewielki stół w kolorze jasnego dębowego drewna z dużymi słojami. Na nim ustawione były dwa małe talerzyki, na środku chleb, pomidory, ser biały i poplasterkowana wędlina. Usiedli naprzeciwko siebie. Iza położyła na stole listę.
-Będzie możliwość, zakupienia tych rzeczy?
Mężczyzna przeczytał zapisany przez nią kawałek papieru.
-Radio? Coś się wykombinuje.
-A internet?
-Masz swój komputer?
-No tak.
-Coś się wymyśli... Odnośnie szkoły...
-No właśnie. Kiedy i gdzie? Trzeba będzie zgłosić instrument by można było wykupić szkolny.
-Co? Jaki instrument? Co wykupić?
-No... Skrzypce. Nie wiesz, że gram na skrzypcach?
-Nie wiedziałam. Przykro mi nic nie będziemy kupować.
-Jak to?
-Tutaj jest tylko jedno liceum.
-Jaki ma profil?
-Ogólny. A ty możesz jedynie wybrać jaki dział chcesz. Jest miejsce na humanistycznym i ogólnym. Zaczynasz od pojutrza ale jutro musimy iść tam razem. Tak dla sprostowania pracuję na parkingu jakieś trzy kilometry od liceum. Przy markecie.
-Nie ma tu gdzieś dalej szkoły muzycznej? Czegokolwiek? Mogę dojeżdżać codziennie.
-Niestety nie.
-To tyle? Czy coś jeszcze?
-Pies ma na imię Freddie.
Wstała od stołu i zrobiła dwa kroki.
-Nie będziesz jeść?
-Nie jestem głodna.
Zamknęła drzwi swojego pokoju. Opadła na łóżko i przycisnęła twarz najsilniej jak mogła do poduszki. Nie ma szkoły!!! Skrzypce były dla niej wszystkim. Jeśli nie będzie dalej się szkolić to może zapomnieć o przyszłości związanej z instrumentem. Dlaczego tak się stało?! Trafiła do jakiejś przeklętej wioski zabitej dechami i... Ehh!
Gdy już w miarę się uspokoiła napisała do Łukasza.
„Beznadzieje! Nie będę chodzić do szkoły muzycznej.”
Kilka minut później dostała wiadomość.
„Jak to dlaczego? Zosia kazała cię pozdrowić i przekazać, że napisze jak doładuje konto.”
Napisała „Normalnie!”. Była wściekła. Skasowała to jednak.
„Nie ma tu szkoły muzycznej. Pozdrów ją też.”
„Oj biedaku! Nie martw się. Napiszę jutro bo muszę jeszcze napisać zadanie. Śpij dobrze misiu.”
Już nie odpisała. Usłyszała jakiś huk za drzwiami. Podeszła i otworzyła je. Do pokoju wdepnął Freddie. Zamknęła za nim drzwi. Psiak siedział już na jej łóżku.
Usiadła koło niego.
-Oj Freddie... Widzisz jak jest.
Pogłaskała jego grzbiet, ten zaś polizał ją po policzku, dając najwyraźniej sygnał by nie płakała.

Ciąg dalszy nastąpi
  • awatar Gutta: Świetne :D
  • awatar Gość: jakos mi się nie podoba. . . .
  • awatar Kremoweczka1200: Nic dodać nic ująć motto super ) zapraszam do mnie (jak masz ochotę oczywiście )).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Rozdział 2
"Czy może być gorzej?"

Jechali już od 3 godzin. Nie mogła ani zasnąć ani skupić się na jakiejkolwiek sensownej wiadomości podawanej w radio. Ponownie założyła słuchawki na uszy i włączyła na fula piosenkę Pezeta i Małolata. Przypomniało jej się jak wyglądała pierwsza mina Łukasza, gdy mówiła o muzyce. Taki stereotyp jak ktoś chodzi do szkoły muzycznej i gra na takich instrumentach jak fortepian, skrzypce, wiolonczela to niby słucha muzyki klasycznej na okrągło. Pamięta słowa „to, że się tym interesujesz nie oznacza, że musisz pasjonować się wyłącznie tym”. To właśnie tymi słowami zyskał pierwszy uśmiech i pierwsze plusy u niej.
Później niby kumple nie za często rozmawiali ze sobą w czasie wolnym, aż do czasu jej pierwszego przesłuchania. Decyzja pani Renaty, nauczycielki muzyki sprawiła, że widzieli się prawie cały czas. Otóż mieli zagrać razem. Repertuar dowolny. Wszystko zależało od ich inwencji twórczej. Przez całe dwa tygodnie chodzili po szkole do parku i ustalali jak zagrać coś by wyszło dobrze. Uwierzcie dwa tak różne instrumentu nie brzmią dobrze w czymkolwiek. Gdy byli już tym znudzeni rozmawiali o swoich rodzicach, o tym jak trafili do szkoły, jak zaczęła się ich pasja i o wieli innych rzeczach, które w żaden sposób nie związane były z tematem ich pracy. W końcu wybrali utwór i gdy któregoś dnia w sali muzycznej po lekcjach Iza pracowała nad brzmieniem skrzypiec do sali wparował Łukasz z wielkim obwieszczeniem, że za 3 godziny dziewczyna idzie z nim na koncert. Jej początkowa niewzruszona mina.
-No to miło. Udanej zabawy.- dodała i znów zaczęła kreślić nuty.
-Ale...
-No dobrze. Powiedz mi jak ma na imię. W sumie mogę posłuchać co to za jedna.
Odwróciła krzesło i usiadła kierując na niego przenikliwe spojrzenie. Policzki chłopaka zrobiły się bladoróżowe, a jego wzrok skierowany był na puste okno. Podrapał się po głowie.
-Iza. Chodzi tu do szkoły. Jest na pierwszym roku. Nie zbyt wysoka. Ma niebieskie oczy i długie rude włosy, które niesfornie się falują. Ma jasną cerę i ciemno różowe usta. Fajna jest. Gra na skrzypcach i wiesz powiem ci tak między nami z deka się chyba przepracowuje ostatnio bo pracuje nad projektem z takim jednym typem. Ale może to tylko pozory może on jest po prostu obibokiem.
Dziewczyna lekko zawstydzona patrzyła mu prosto w oczy i gdy kąciki jej ust zaczęły unosić się ku górze twarz chłopaka uspokoiła się jednoznacznie. Po chwili obije zaczęli rechotać.
-Jaki to koncert?
-O.S.T.R. Myślisz, że nadal jest zainteresowana?
-Zainteresowana! Ona go uwielbia.
-To w takim razie przyjdę po nią o 19;40.
-Będzie gotowa.
Na koncercie bawili się wspaniale. Nie zapomni tego nigdy. Późnym wieczorem wrócili pieszo choć droga była długa, a było to zimą. Pod jej domem Łukasz zatrzymał się i spytał czy jej się podobało. Oczywiście wiadome jaka była odpowiedź.
-Myślę, że to nie ostatni nasz koncert.
Iza popatrzyła na niego badawczo. „Nasz”?
Chłopak otulił jej twarz dłońmi i delikatnie się przysunął. Pierwszy pocałunek daje tyle niepewności ale i tyle zadowolenia. Następnego dnia nie dali po sobie nic poznać. Żadne z nich nie podjęło tematu o tamtej nocy. Dopiero w trzy dni po koncercie Łukasz oświadczył jej, że nie może przestać o tym myśleć. Chciał by byli razem i tak też się stało. Dopracowali później projekt do perfekcji i dostali najwyższą notę na przesłuchaniu, a to nie lada wyczyn.
Zosia dopiero po pół roku wygadała się, że to ona podsunęła pani Renacie pomysł na połączenie ich sił. No, a później minął rok. Wszystko dziwnie straciło ostatnio barwę. Nikt z nas w takich momentach nie ma plakatówek. Nic nie możemy zrobić. Po prostu spadamy wraz z ciężkim problemem, który został nam doczepiony do nogi.
-Izabelo.
Usłyszała stanowczy głos kobiety. Zdjęła słuchawki.
-Już prawie jesteśmy. Jeszcze jakieś 10 minut drogi.
Dziewczyna była przerażona widokiem jaki rozpościerał się za szybą. Doliny i nizinne tereny nawet niezagospodarowane. Kilka domów. Jakieś stajnie, lasy. Co o miało być?! A gdzie szkoła, sklepy i ruchliwe ulice przez które czasem trudno przejść. Jej serce waliło jak młot. Czuła jak drgają jej wargi, a obraz robi się zamazany. Wzięła kilka głębokich wdechów. Myślała tylko ile by dała by znów zobaczyć mamę. Tak bardzo niedoceniała tego co ma.
-Jesteśmy na miejscu.
To tu! Wyjrzała z pogardą. Mały domek z jakimś budynkiem gospodarczym, przy którym pałętał się ubrany jak wieśniak mężczyzna. Miał na sobie kraciastą koszulę, gruby, zielony pulower, płócienne spodnie i wysoki, czarne buty przypominające glany. Spojrzał w ich stronę.
-Wysiadaj pomogę ci wypakować walizki.
Otworzyła niepewnie drzwi. Wzięła ze sobą walizkę ze skrzypcami i swoją „szkolną” torebkę.
Mężczyzna udał się ich stronę. Otworzył bramkę, rozłożył ręce.
-Witaj w moim domu córeczko. Ile to już lat cię nie widziałem? 13 prawda?
-16...- skwitowała.
To nie mogło być rzeczywistości wmawiała sobie. Była pewna, że ten facet tu tylko pracuje, może pomaga. Łudziła się, że w domu czeka na nią ktoś ciut lepszy. Nie, żeby oceniała ludzi po wyglądzie ale tego każdy by się przestraszył. Ale może jej reakcja była taka bo nie widziała go aż tyle lat. Dobrze radziła sobie bez ojca, a teraz narzucało się pytanie czyi tak dobrze poradzi sobie bez mamy.
Ojciec pomógł jej wnieść walizki do środka. Pokazał jej skromny pokoik, w którym miała zamieszkać. Ściany były pomalowane na łososiowy kolor. W oknie wisiały zżółknięte firanki. W lewym rogu pokoju stało rozkładane łóżko, a po drugiej stronie stało biurko, szafa i mała toaletka.
-Możesz go urządzić jak chcesz. Od dziś jest do twojej dyspozycji.- powiedział cichym głosem, wycofując się do tyłu- Tu jest łazienka. Tu mój pokój. Tam kuchnia i jeszcze tam salon. To tyle. Aaa tu jest wejście na strych, a w kuchni są drzwi do spiżarni. Wypakuj się spokojnie, a później zjemy kolację kolacje i porozmawiamy.
Zniknął za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz.
Iza opadła ciężko na łóżko i kompletnie przerażona była tym co się właśnie działo z jej całym życiem. Czy kolejne dni miały wyglądać tak jak te, czy może jeszcze bardziej tragicznie.
Przecież zawsze może być gorzej...

Ciąg dalszy nastąpi ;]
  • awatar Kremoweczka1200: :o a z mi dech zabralo .. normalnie arcy dzieło!!! Powinnas isc do mam tlent! albo byc pisarką :) Zapraszam do mnie... dodaje do obserwowanych .. :D CUDOO
  • awatar (nie)dostępna ♥: bardzo długie opowiadania :D gratuluję wytrzymałości i głowy do tego ;p wymaga to wysiłku umysłowego :* :*
  • awatar -strawberry-: Świetne!! :-D Jak zwykle czekam na kolejne części ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Rozdział 1
"180 stopni w jeden dnień"

Może nie zdajmy sobie z tego sprawy, a może tak naprawdę wiemy... Tak cholernie zależni jesteśmy od siebie samych. Marni, zakłamani, słabi, a każdy jeden z wyrokiem śmierci. Wszyscy walczymy o to by było dobrze. Nie każda decyzja prowadzi do celu i do ludzi, których kochamy ale walczymy każdego dnia... Taka jak Ona. Mowa o dziewczynie o imieniu Izabela. Mieszkającej niedaleko Krakowa. Mającej od marca 16 lat.
Wychowywała ją mama, która pracowała jako pielęgniarka w miejskim szpitalu. Jej ojciec rozstał się z nimi jak była niemowlakiem. Płacił alimenty ale co z tego... Tak naprawdę nic o nim nie wiedziała i szczerze nie chciała wiedzieć. Dziewczyna chodziła do liceum o profilu muzyczny. Kochała grać na skrzypcach. Ponoć talent i zapał zawdzięczała dziadkowi ze strony matki. Ów samouka ale za to z jakim oddaniem grywał. Niestety poczciwy dziadek zmarł jak miała 5 lat. Matka wysłała ją do nie byle jakiej szkoły, ponieważ płaciła za nią niezłe pieniądze. Żyć nie umierać! Tamtego dnia wybrała się do szkoły o tej samej godzinie co zawsze. Wsiadła do tego zaparowanego autobusu. Oczywiście nie liczyła na jakiekolwiek miejsce siedzące. Już po 20 minutach była prawie na miejscu. Jeszcze tylko przeszła przez skrzyżowanie i była u celu. Zaraz za drzwiami rzuciła się na nią jej przyjaciółka Zosia. Chaotycznie przekazała jej informacje, że kompletnie nic nie umie na nadchodzące przesłuchanie, które odbywało się u nich pod koniec każdego semestru. Dziewczyna nieco zdezorientowana położyła rękę na jej ramieniu i odchodząc pod salę tłumaczyła jej, że ma jeszcze masę czasu na przygotowanie swojego pokazu. Za ściany, za którą znajdowały się schody do dolnej części szkoły czyli szatni wyszedł wysoki chłopak. Dość sporej budowy. Ubrany w ciemno zielony mundurek z pasiastym krawatem w kolorach kakchi i zgniłej zieleni. Jego dłuższe włosy w kolorze ciemnego karmelu były niesfornie roztrzepane jak zawsze. Chłopak pocałował ją w policzek i powitał słodkim „cześć misiu”. Miał na imię Łukasz i od półtora roku był chłopakiem Izy. Trójka przyjaciół oddaliła się pod salę lekcyjną. Chłopak został tam do dzwonka. Zaraz po nim zniknął za rogiem udając się pod sale muzyczną. Grał na fortepianie i był w tej szkole o rok wcześniej niż ona. Po chwili i do jej klasy przyszła nauczycielka. Wszyscy weszli do sali i tak zaczęła się lekcja niby pozbawiona jakiejkolwiek różnicy od innych.
Dzień już prawie dobiegał końca. Szybko minęły kolejne lekcje. Siedziała właśnie w sali muzycznej, a nauczycielka poprosiła ją o zaprezentowanie utworu jaki przygotowywała na przesłuchanie. Dziewczyna chwyciła instrument, wyszła na środek sali i zaczęła grać fragment nocturnu Chopina. Gdy skończyła nauczycielka pogratulowała jej dobrego wyboru i jeszcze lepszego wykonania. Iza usiadła koło przyjaciółki. Ktoś zapukał do drzwi i wszyscy byli zapewne pewni, że to tylko któryś uczeń... Może czegoś zapomniał, może potrzebuje jakiegoś instrumentu na lekcje. Pomyłka. Do sali weszło dwóch policjantów, a za drzwiami stała jakaś kobieta w okularach z wielkimi czerwonymi oprawkami, usta miała pomalowane krwistoczerwoną szminką, a jej brązowe włosy były upięte w wielki, wysoki kok.
-Przepraszam za zakłócenie lekcji. Musimy zwolnić z lekcji uczennice. Izabele Michałko.
Dziewczyna czuła na sobie spojrzenia każdej osoby. Sparaliżowana całą sytuacją i przerażona myślą co może stać się za drzwiami. Wstała.
-Weź proszę swoje rzeczy.- nakazał mężczyzna.
Iza wzięła torbę i rzuciła ostatnie spojrzenie Zosi. Łudziła się, że to tylko jakaś pomyłka. Drzwi do sali zostały zamknięte. Kobieta nakazała Izie usiąść na ławce przy oknie.
-Zapewne nie masz pojęcia po co tu jesteśmy. Musimy powiadomić cię o nie miłej sprawie. Dzisiaj ok. godziny 10 twoja matka Urszula Michałko miała poważny wypadek. Jej samochód kilka razy dachował. Jakiś człowiek widział to z pobliskiego przystanku i szybko zadzwonił po pomoc. Karetka przewiozła ją do szpitala jednak kobieta na skutek poważnych obrażeń zmarła w szpitalu. Ponieważ nie masz tu innej rodziny prawa do opieki spadają na twojego ojca Roberta Michałko, który mieszka w miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów dalej od twojego owego zamieszkania.
Dziewczyna czuła jak robi jej się niedobrze. Nie mogła powstrzymać napływających łez.
-Kiedy? Co ze szkołą?
-Już dzisiaj będziesz musiała się spakować. Jestem odpowiedzialna za takie przypadki dlatego pomogę ci ze wszystkim. Do tej szkoły już nie wrócisz. Byłą płatna. Twój ojciec mieszka gdzie indziej i nie możesz zostać tutaj sama.
-A czy mogę... Mogę pożegnać się z przyjaciółmi?
-Tak. Zostaniemy tu do końca przerwy. Muszę załatwić wszystkie formalności. Wybacz na chwilę idę do sekretariatu.
Kobieta na niewielkich obcasach stukała o parkiet. Iza ukryła twarz w dłoniach. Nie wiedziała co dalej będzie. Szkoła była dla niej całym życiem. Jak miała po tylu latach zamieszkać z ojcem. Nie umiała sobie nawet odpowiedzieć na pytanie czy jest tam chciana.
Chwilę później korytarz ogarnął głośny dźwięk dzwonka. Z sali wybiegła jako pierwsza Zosia. Usiadła na ławce i spytała co się dzieje. Dziewczyna opowiedziała jej wszystko po kolei. Przez zatłoczony korytarz przebijał się Łukasz. Na jego twarzy malował się niepokój.
Zosia opowiedziała mu w skrócie co się wydarzyło. Chłopak przytulił Izę do siebie.
Pożegnała się jeszcze z kilkoma innymi osobami. Wzięła z sali muzycznej swoje szkolne skrzypce. Pożegnała panią od muzyki i podziękowała za cierpliwość do jej pierwszych nieudolnych kroków. Kobieta przytuliła ją mocno, a Iza dobrze wiedziała, że już ostatni raz widzi te osoby. Już nigdy nie pojawi się w murach tej wspaniałej szkoły.
Piętnaście minut później już siedziała w aucie na tylnym siedzeniu, obok kobiety, która w zaledwie 10 minut zburzyła jej jakże idealny świat.
W domu zdjęła ze strychu kilka dużych waliz. Zapakowała do nich ubrania, książki z nutami, zdjęcia, dwie ulubione książki i inne rzeczy. Wieczorem, gdy wszystko było już popakowane. Przeszła jeszcze raz po domu. Otwarła z zaciskającym się gardłem drzwi do sypialni mamy. Ostatni raz czuła zapach jej mdlących perfum. Podeszła do szafy i wyciągnęła jej ulubiony sweter, czerwoną obcisłą sukienkę i wysokie szpilki, które mama miała jeszcze od babci. Z szafki stojącej przy łóżku wyciągnęła jej szkatułkę z biżuterią i kuferek kosmetyków, których ciągle używała. Spakowała to do swojej szkolnej torebki, którą opróżniła z książek. Przejechała ostatni raz po blacie toaletki i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
-Musimy już jechać Izabelo.
Dziewczyna przeszła przez kuchnię, salon i przedpokój. Wiedział jedno już nigdy tu nie przyjedzie. Zabiera ze sobą wszystkie dobre i złe wspomnienia ale nic więcej. Nie może wziąć ani mamy ani przyjaciół. Bagaże zostały już zniesione. Poprawiła torebkę na prawym ramieniu i wzięła do ręki walizkę ze skrzypcami.
Na podwórku w ciemności zauważyła dwie sylwetki. Łukasza i Zosie. Podbiegła do nich i przytuliła się do każdego z nich. Po jej policzkach znowu płynęły łzy.
-Hej mała będziemy cię odwiedzać. Spokojnie.
-Nie zapomnimy o tak wspaniałej osobie!
-Dziękuje wam. Cieszę się, że mogłam poznać takich ludzi.
Na jej ramieniu pojawiła się dłoń kobiety.
-Już czas.- ponagliła.
-Do zobaczenia jak najszybciej.
Pocałowała Łukasza i objęła jeszcze raz przyjaciółkę.
Oto ironia! Nie ważne jak długo trwać będzie pożegnanie i tak zawsze będzie ono zbyt krótkie, zbyt nagłe i nigdy nas nie zaspokoi. Tak już jest, że zaczynany nowe rozdziały od słów „będzie lepiej”. Nie możemy martwić się o kolejny dzień ale co jeśli jest ona aż tak niepewny.
Jedyne dobrze znane nam osoby zostają z tyłu za szybą, a ich twarze rozmywają się z każdym kolejnym dniem. Zostawmy te bezsensowne słowa „będzie dobrze” dla innego głupca, który kończy mniej problematyczny rozdział życia i jest jeszcze w stanie w to uwierzyć.
  • awatar No cry...: rewelacja.! będę tu zaglądać częściej ;)
  • awatar Nu Tella: super, naprawdę świetnie. powinnaś wydac książkę!! :D sama kiedys pisałam opowiadania i musze przyznac że bardzo dobrze się to czyta pozdrawiam :*
  • awatar NIEZŁY TUPET: mega jest! dodaje do obserwowanych ;* wbij do mnie ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Rozdział 20
"Trzymaj mnie w sercu"

Niedziela godzina 13;20.
-Alek proszę cię. Możesz już wyjść z tej łazienki!
-Zaraz. Spokojnie zdążymy.
-Jak będziesz się tak guzdrał to nie będziemy na czas.
Coś upadło na podłogę i w korytarzu było słuchać stłumiony huk.
-Alek?
Drzwi łazienki otwarły się, a zza nich wyszedł zupełnie spokojnym chłopak ubrany w brązowe spodnie z czarnym paskiem i koszulą w kolorze butelkowej zieleni z podwiniętymi rękawami przed łokieć.
-Kochanie spokojnie. Mamy jeszcze czas.
Przeczesał włosy grzebieniem, a Wiola przekrzywiła twarz na bok. Zdziwił ją fakt układania włosów przez chłopaka. Od kiedy poprawiał włosy w taki sposób. Zazwyczaj mierzwił je by wyglądały na jeszcze bardziej niesforne.
-A gdzie twój kontrolowany nieład?- spytała ukrywając uśmiech za dłonią.
-Nieład będzie później. Chyba, że twoim zdaniem nie wyglądam normalnie.
Podeszła do niego.
-Czym ty się tak przejmujesz? To tylko obiad.
-Ostatni raz widziałam się z nimi... Widzisz nawet nie pamiętam kiedy. Twój tato na pewno rzuci jakieś hasło i ... Ehh... No wiesz o co mi chodzi. Już nie jest tak jak dawniej. Nie będzie już niezapowiedzianych wyjazdów i innych takich. Dobre wrażenie to podstawa.
Dziewczyna poprawiła mu grzywkę, która zakrywała jego prawe oko. Pocałowała go w policzek.
-No choć już. Uwierz będzie dobrze.
Pociągnęła go za rękę i chwilę później już byli na zewnątrz. Powietrze miało już ten zapach przeniknięty chłodem i wilgocią częstych deszczy. Wiola zapięła swój śliwkowy płaszcz i poprawiła piaskową chustkę na szyj. Oboje wsiedli do samochodu i odjechali.
Pod domem rodziców zerknęła badawczo w jego stronę. Chłopak miał tajemniczy wyraz twarzy, a ręce trzymał silnie zaciśnięte na kierownicy. Zagasił silnik. Wyjął kluczyki ze stacyjki.
-No to idziemy.- powiedział i otworzył niepewnym ruchem drzwi auta.
W oknie było widać postać jej mamy krzątającej się w kuchni. Alek wyciągnął rękę do dzwonka jednak Wiola popatrzyła się na niego z ukosa i popchnęła drzwi.
-Cześć mamo, cześć tato!
-O cześć. Witaj Alek.- powiedział jej ojciec, który wyszedł właśnie z salony.
Mężczyzna poprosił chłopaka gestem ręki do siebie.
-Słyszałam, że sprzedał pan ostatnio samochód.
-Ah tak. Trzeba było się już go pozbyć. Ile można nim jeździć.
Obaj znikli za ścianą pokoju, a Wiola stała bezruchu ze zdziwienia. Poszła do kuchni, usiadła przy stole. Jej mama przykryła garnek przykrywką i odwróciła się w jej stronę.
-Mamo... Ja wiem, że głupio jest się tak pytać ale muszę nie wytrzymam jak się nie upewnię.- popatrzyła się znacząco- Czy tato sprzedał samochód by zapłacić... Za leki?
Kobieta poprawiła długie włosy. Jej twarz nie przejawiała jakichkolwiek emocji. W końcu wydusiła z siebie słowo.
-Tak.
Wiola zamarła. W ostatnim czasie o tak wiele ich obwiniała. To jej nie rozumieli, to nie rozmawiali. Nie było ich. Nie miała wsparcie. Na twarzy jej matki pojawił się blady uśmiech.
-Wiemy ile to dla ciebie znaczyło. I co stałoby się, gdybyśmy ci nie pomogli.
-Ale... Nie rozumiem dlaczego „anonimowy” przecież i tak się dowiedziałam.
-To był akurat warunek twojego ojca.
-No tak, mogłam się domyślić.
Wstała i objęła mamę.
-Nawet nie wiesz jak was kocham. Dziękuje. To wspaniałe.
W kuchni pojawili się panowie. Alek posłał dziewczynie śmieszną minę. Ale było widać, że jest zaskoczony postawa jej ojca.
-Chodźcie czas coś zjeść.- stwierdziła mama.
-Jeszcze nie.- zawołał Alek oddalając się od zdziwionego starszego mężczyzny.
Wiola spojrzała na niego z zaskoczoną miną. Czy chłopakowi aż tak dobrze rozmawiało się z jej ojcem, że aż nie chciał jeść obiadu. To było aż straszne. Alek jednak zbliżył się do niej i w odpowiedniej odległości przyklęk i wyjął z kieszeni małe pudełko obite ciemno czerwoną tkaniną. Wiola zakryła twarz dłońmi, a z jej oczu mimowolnie zaczęły wypadać łzy szczęścia.
Wstał i czując się jak w bajce chłonęła słowa wypowiadane przez chłopaka.
-Droga Wiolu. Zbyt długo na ciebie czekałam. Pokonałem nie jedną przeszkodę stojącą na drodze do twojego serca i jeśli będzie trzeba pokonam jeszcze nie jedną. Nie mam najmniejszego zamiaru cię kiedykolwiek stracić. Kocham cię i dobrze wiesz, że tak było zawsze. Czy zechcesz zostać moją żoną?
Jej ojciec stał blisko jej mamy, która teraz starała się ukrywać zaszklone oczy. Wiola odgarnęła włosy za ucho i delikatnie dotknęła rumianego policzka Alka.
-Tak! Oczywiście, że tak.
Chłopak poderwał się do góry i nałożył pierścionek z niewielkim granatowym oczkiem na palec serdeczny jej lewej dłoni. Następnie objął ją mocno i oderwał na moment od ziemi. Chwilę później dziewczyna tkwiła w objęciach matki. A ojciec stojąc obok Alka poklepał go z szacunkiem po prawym ramieniu.
Te bajkowe momenty, na które czekamy całe życie. Cieszą nieraz bardziej niż reszta naszego życia. Ile tak naprawdę trzeba pokonać by poczuć szczęście. Jak bardzo ludzie się zmieniają i ile w stanie są dla nas zrobić. Popełniając błędy i wybierając nieodpowiednie osoby nie bójmy się niepewnej przyszłości, gdyż ta będzie dla nas bardziej sprawiedliwa niż na to liczymy. Nie róbmy głupst i dajmy odejść tym, którzy tak bardzo tego chcą. Widocznie nie są oni wpisani w nasze życie tak jakbyśmy tego chcieli. Ci, na których czekamy wrócą do nas w odpowiednim momencie.


Koniec.



Dziękuje wszystkim tym którzy byli do końca ;*. Dziękuje za wasze uwagi i komentarze ;*. Cieszy mnie fakt, że chwialiście to czytać. Następne opowiadanie... Cóż może już niebawem. Pomysł jak najbardziej jest i to nie jeden ale chęci jakby brak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

Rozdział 19
"Ukryty uśmiech"

Oboje starali aby życie było takie jak przedtem. Jednego dnia wychodziło to lepiej drugiego gorzej. Wiola mało czasu przebywała w domu. Na dworze zaczęło robić się coraz zimniej. Powoli nadchodziła zima. W środę rano była opłacić wszystkie rachunki i zrobić zakupy.
Gdy stała w kolejce do kasy zadzwonił do niej Alek. Była pewna, że zmuszona będzie się wrócić bo coś mu się właśnie przypomniało.
-Wracaj do domu. Mam da ciebie wiadomość. Gdzie właściwie jesteś?
-Przy kasie. Co takiego? Mów!
-To nie na telefon. Czekam.
Rozłączył się nim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Schowała telefon do torebki i zadręczała się myślami co takiego mogło się stać. Uderzała nerwowo palcami w wózek. Nagle pomyślała o rodzicach... Skoro oni nie lubili Alka... Nie to niedorzeczne! A może... Jeśli go nie lubili to mogło nie podobać im się to, że za dużo czasu spędza z Nim. Zabiera jej jakże cenny czas jaki powinna poświęcać na studia, na pracę. Na cokolwiek innego. Przynajmniej względem jej ojca choć matka też często zgadzała się z jego zdaniem. Niestety z tym o Alku w stu procentach. Co jeśli jej ojciec przeprowadził jakąś rozmowę z Alkiem. Choć nie bardziej to jej mama załatwiała takie sprawy. „Marnujesz jej przyszłość”- to mogła powiedzieć nie panując nad uniesieniem niesmaku. Czy to jedna jest tak ważne. Zawsze jest tak, że pojawia się taki moment, w którym mamy jeszcze wybór. Widzimy dwie różne drogi. Możemy spokojnie wybrać ale już nie zawrócić. Nie wiemy co stanie się z nami na nich za kilka lat. Jedna lepsza od drugiej. Tak bardzo wahamy się nad tym wyborem. Nie dlatego, że boimy się tego co tam jest lecz tego czy sobie tam poradzimy. Ale to nie wszystko... Jest jeszcze strach przed utratą bliskich, kłótnie, porażki, stary. Ważne jest to czy w siebie wierzymy. To czy chcemy iść tam z myślą, że dam sobie radę. Nie ważne jest to, którą z nich wybierzemy lecz to czy wierzymy. Nie ważne jest to co tracimy jeśli i tak wiemy, że to dostaniemy. Jeśli Wiola wiedziała, że da sobie radę na studiach to dlaczego nie mogła być z Alkiem. Nie rozumiała logiki jej rodziców w szczególności do jego osoby.
Zapłaciła za zakupy, wpakowała je do bagażnika i szybko wyjechała z parkingu. Cała A4 była prawie pusta dlatego jazda była dość przyjemna. Spokojnie przycisnęła pedał gazu i w mgnieniu oka była już na miejscu. Nie wzięła wszystkich siatek do domu. Wpadła do kuchni i odłożyła dwie reklamówki na ziemię. Alek podbiegł do niej i objął ją w pasie. W jego uśmiechu było coś niesamowitego. Od dawna nie widziała by ktoś tak się cieszył. Nie wiedziała co się stało ale już wiedziała, że jej obawy na pewno się nie potwierdzą.
-Zgłosił się ktoś... Znaczy zgłosił się jakiś ochotnik do zapłaty za leki dla mnie! Rozumiesz dostanę je. Szanse rosną!
-Boże to cudownie.
Przytulił ją mocno.
-Musimy się tam pojawić za 2 godziny.- oznajmił.
-A więc się pojawimy.- uśmiechnęła się i z wielką ulgą i rozkoszą patrzyła w jego płonące blaskiem oczy.
Na oddziale pojawili się jakiś kwadrans przed wyznaczoną porą.
-Jak myślisz kto to może być?- spytał.
-Nie mam pojęcia. Może twoi rodzice?
-Nie mają tyle pieniędzy. To stanowczo za dużo.
-Czemu on nie chce ujawnić swojej tożsamości. Przecież łatwiej byłoby mu podziękować.
-No właśnie.
Chwilę później byli w gabinecie i ustalali wszystkie szczegóły leczenia. Prosili też o jakąkolwiek wskazówkę co do osoby, która zobowiązała się za to wszystko zapłacić, jednak lekarz nie udzielił jej na to pytanie żadnej odpowiedzi.
W drodze do domu Wiola postanowiła jeszcze na moment zatrzymać się u jej rodziców. Musiała zabrać kilka rzeczy. Alek zaparkował na chodniku.
-Zaczekam.- powiedział.
-No dobrze. Zaraz wracam.
Otworzyła drzwi. Jej mama gotowała obiad. W całym domu czuć było aromatyczny zapach jakiejś pieczeni.
-Cześć mamo. Cześć tato.- rzuciła i wbiegła po schodach na górę.
Zabrała z szafy do dużej torebki kilka bluz, spodni, fioletową czapkę i skórzaną kurtkę. Wychodząc niechcący wpadła na ojca.
-Oj przepraszam. Wiesz tato co się stało.
-Nie mam pojęcia. Co takiego?
-Alek będzie miał wszystkie potrzebne leki. Zgłosiła się osoba, która nam pomoże. Wpłaciła całą kwotę.
-To wspaniale. Cieszę się. Odwiedzicie na w niedzielę? Przyjdzie na obiad.
„Odwiedzicie”?! Początkowo pomyślała, że jej tato po prostu się przejęzyczył ale on spojrzał na nią całkiem poważnie.
-Tak... Dobrze... Jasne.
-No to dobrze. Cieszę się. Muszę iść bo spóźnię się do pracy. Trzymaj się.
Wiola była bardzo zaskoczona jego zachowaniem. Jej ojciec nawet, gdy miał dobry humor nie zachowywał się w taki sposób. Cóż... była pozytywnie zaskoczona. Zeszła do kuchni i usiadła przy stole.
-Przyjdziemy w niedziele na obiad mamo.
-O dobrze. Ugotuję coś dobrego.
-Czemu tato tak wcześnie wyszedł do pracy?- nagle zorientowała się, która jest godzina
-Ostatnio przerzucił się na autobusy.
-Tato?- parsknęła śmiechem- Popsuł się prawda?
-Nie.
Wiola wyjrzała przez okno.
-Właściwie to dlaczego jest w garażu?
-Nie ma go w garażu. Sprzedany.
-Co? Dlaczego?
-Twój ojciec już od dawna chciał kupić coś lepszego. Musieliśmy się najpierw pozbyć tego. Jakiś czas będziemy bez ale ponoć już mamy coś na oku.
-No chyba, że tak. Dobra mama ja idę bo Alek na mnie czeka. Wpadnę jeszcze pewnie jutro albo pojutrze. No i co... Oby do niedzieli.
-No tak do niedzieli. Odwiedź nas koniecznie.
Żwawym krokiem ruszyła w stronę samochodu. Usiadła i spojrzała z dziwnym wyrazem twarzy na Alka.
-Coś się stało?
-Nie wiem.
-Ale jak?
-Nie ważne. Jedź. Muszę się nad tym zastanowić.
Chłopak odpalił silnik i wjechali w wąską ulicę.
-Moi rodzice sprzedali samochód.
-Możesz jeździć moim.
-Ale nie o to chodzi. Nie uważasz, że to dość dziwne podjąć taką decyzję z dnia na dzień?
-Trochę... Ale jeśli jest się zdecydowanym to czemu nie.
-Do tego zostaliśmy zaproszeni na niedzielny obiad i uwaga... przez mojego ojca.
-Ooo no to... Cóż to jest dziwne.
Byli już na miejscu. Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i oboje wysiedli z auta.
-Jak myślisz ile mógł za niego wziąć?
-25-20 tysięcy. Tak mi się wydaje. To był dobry model i całkiem dobrze zadbany.
Dziewczyna spojrzała na niego znacząco.
-Nie. Myślisz. Nie to niemożliwe.- skwitował.
-Ale wszystko by się zgadzało Alek.
-On mnie nie lubi. Wątpię by zrobił coś takiego w szczególności dla mnie.
-Czekamy do niedzieli. Sam zobaczysz.

Ciąg dalszy nastąpi
  • awatar Juulka.: Dzięki wielkie i ja również obserwuję. Moja ulubiona pioseneczka. DEFTO.<3 Interesujący rozdział, zaczynam od pierwszego. Pewnie szybko pochłonę, więc czekam na następne rozdziały! ;3
  • awatar ω ρσgσиι zα ѕz¢zęś¢ι: Świetn! Dawno mnie nie było srka ♥ Ps. kocham tą piosenke ♥ ;p
  • awatar Angela.anioł123: Świetne opowiadanie :D Gratuluję talentu <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Rozdział 18
"Lepiej się nie przyzwyczajaj."

Nie do końca rozumiała swobodę z jaką Alek to wszystko mówił. Czy rzeczywiście przychodziło mu to aż tak łatwo. Gdzieś w jego głosie słychać było strach ale czy to strach może nad nami zawładnąć. Czy to właśnie uczucie jest w stanie sterować naszymi gestami. Chłopak odprowadził ją wieczorem do domu było już grubo po północy. Niby rozsądna dziewczynka... Teraz sama zrozumiała czego brakowało w jej życiu. Tego właśnie stylu - jego stylu bycia. Krążenia blisko krawędzi i braku zasad. Tej dziwnej niepewności, która napędzała dzień. Pocałował ją na pożegnanie, a ona obiecała, że jutro go odwiedzi. Zamykając za sobą drzwi poczuła jaka jest zmęczona i jak bardzo ostanie dni odwróciły jej życie. Weszła do kuchni i usiadła ze szklanką soku pomarańczowego. Zalawszy paczkę papierosów schowanych w jednej z szafek przez ojca, który od czasu do czasu lubił sobie zapalić. Wzięła do płuc odpowiednią ilość. Odchylając głowę w tył wypuściła dym. Zastanawiała się kiedy ostatni raz to robiła. To z pewnością było dawno temu. Może nawet w tedy, gdy była z Alkiem. Nagle do kuchni wszedł jej ojciec.
-Nie za późno?
Nie odpowiedziała.
-Palisz? Coś się musiało stać...- wyjął butelkę wody na nalewając ją do szklanki patrzył podejrzanie w jej stronę- Co się stało?
-Nic.
Usiadł naprzeciwko niej.
-Przecież widzę. Daniel? Chcę wrócić? A może na odwrót?
-Daniel?! Nie tato nie o niego chodzi.
-A więc o Alka...- choć próbował to ukryć jego usta przybrały wyraźny grymas- Co on znowu nawymyślał?
-Nie ważne. Z resztą on nie wymyślał. Nigdy...
-Taa ja już znam jego gierki.
-Tato przestań! Nic nie rozumiesz. Boże jak ja tego nienawidzę. Nie oceniaj tak ludzi. Myślisz, że znasz, że wiesz... Prawda jest taka, że za mało wiesz. Nigdy nie znałeś Alka. Zawsze go za takiego miałeś. Powiedz mi dlaczego?! Chłopak się starał.
-Szczególnie wtedy gdy cię zostawił.
-Do było dawno.
-Za szybko wybaczasz.
-A jeśli byłby to Daniel? Sprawa była by zupełnie inna tak?!
-Bo Daniel jest po prostu ułożony.
-Ułożony? Bo jest starszy i umiała przed wami dobrze udawać. Alek był po prostu sobą... zawsze.
-Alek nie jest ciebie wart.
-Może i nie jest ale pozwól, że to ja o tym zadecyduję! Szczególnie teraz, gdy zostało nam nie wiele czasu.
Zagasiła papierosa i uświadomiła sobie co właśnie powiedziała w złości. Ukryła twarz w dłoniach, a jej długie włosy opadły po obu stronach.
-Wyjeżdża? Coś mu jest? Powiedz to chyba nie tajemnica.
-Białaczka. – wydusiła przez zęby.
-A leki? Nie ma żadnej pomocy?
-Nie ma na to funduszy... Po prostu.
-Aha.
Co to w ogóle miało być. „Aha”?! mógł odejść nic nie mówiąc. Dałby przecież jej do zrozumienia, że zrozumiał. Wyszedł zabierając ze sobą szklankę z wodą. Nie rzucił nawet jakiegoś marnego pocieszenia, na które teraz tak bardzo liczyła.
Poszła do swojego pokoju. Przebrała się w piżamy i położyła się do łóżka. Przykryta kocem i tak wątpiła w to, że zaśnie. Zastanawiała się jak może znaleźć jakieś pieniądze. Jak może pomóc osobie, która w tak szybki sposób znikała z każdym kolejnym dniem.
Następnego dnia zaraz z rana nawet nie żegnając się z rodzicami wyszła z domu. Alek w starej koszulce z zespołem „nirvana” i w ciemnych spodniach właśnie stał przy lodówce szukając najprawdopodobniej czegoś do zjedzenia.
-Witaj. Pozwolisz...- odruchowo odwrócił się i pocałował ją w usta- Pozwolisz, że ja to zrobię.
-A pozwolę, pozwolę. Głodny jestem. Barrrdzo.- usiadł przy stole- Nie za wcześnie dzisiaj?
Odwróciła się i z łobuzerskim uśmiechem powiedziała;
-Źle ci?
-Nie wręcz przeciwnie aż za dobrze. Nie pozwól mi się przyzwyczaić. Ale wydaje mi się, że pewnie się nie wyspałaś. O ile w ogóle spałaś...
-Spałam.- odpowiedziała szybko.
-No właśnie.- podszedł i objął ją w pasie- Za bardzo się przejmujesz.
-Nie mogę inaczej. Za dużo mam do stracenia.
-Nie wydali na mnie ostatecznego wyroku. Spokojnie. Powinniśmy starać się nic nie stracić.
-Powinniśmy zawalczyć.
-Cały czas to robię. Choć nie miałam nadziej na taką nagrodę to dostałem ją szybciej niż myślałam ale teraz biję się po prostu ją stracić. Boje się ja zostawić i choć nie będę miał wyboru to boję się...
Przytuliła jego twarz.
Ona też bała się tej cholernej straty. Przecież tak bardzo będzie to boleć. Bała się czy w ogóle będzie umiała sobie z nią poradzić. Choć życie cały czas nam coś odbiera i każdego dnia stara się nas do tego przygotowywać. Uczy nas podnosić się z każdego upadku to i tak to nie pomaga bo z niektórych upadków tak trudno jest się pozbierać.
Po śniadaniu oglądali jakieś filmy i opowiadali sobie jakieś zbereźne historie. Śmiejąc się głośno oboje udawali, że o tym nie myślą...
-Jutro powtórka?
-Tak koniecznie. – odpowiedziała nadal się śmiejąc.
Czas do południa minął w tak zawrotnym tempie. Nawet nie zdążyła się obejrzeć, a już musiała wracać do domu. Przecież i tam czekały n a nią obowiązki. Zaparkowała samochód w ojca garażu i cicho poszła od razu do siebie. Po drodze w wąskim korytarzu w którym były drzwi do jej pokoju, sypialni rodziców i łazienki stała jej mama.
-Co u Alka?
Czyżby ojciec opowiedział jej o ich ostatniej rozmowie. Cóż przecież dowiedziałaby się prędzej czy później.
-Ujdzie.
-Będzie dobrze.
Czyli jednak wiedziała... Dziewczyna ukryła się za drzwiami swojego pokoju. Oparta o nie siedziała skulona ukrywając głowę w kolanach. W ostatnim czasie rodzice jej nie pomagali, a może nic się nie zmieniło ale to już po prostu nie wystarczało.
Przez ostanie kilka dni miała dość ponury humor ale starała się to ukrywać. Szczególnie przy nim. Dobrze jednak wiedziała, że on wie co jest grane jednak nie dostała od niego żadnej mowy pouczającej. Zupełnie nic. Może to jednak ta cisza mówi nam co mamy robić. Może to ona daje nam wskazówki, których słowa nie potrafią nam dać.


Ciąg dalszy nastąpi

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 17
"Never forget"

Nie trudno było zauważyć tak głębokie zmiany, które pozostawiały ślady w jego życiu. Gdy Alek poszedł oglądać mecz zasnął na kanapie. Dziewczyna najpierw przyglądała mu się zastanawiając się czy rzeczywiście tak miało być, czy naprawdę powinno być tak jak teraz jest. W życiu nic nie dzieje się przez przypadek ale czy to oznacza, że jest ono ułożone. Czy coś albo ktoś ma wgląd na jego przebieg. Kto układa te tandetne scenariusze, którym barak sensu. Przepchane tandetą i obojętnością. Czy to nasze decyzje, a jeśli nie to, któż inny za nas decyduje. Komu powinniśmy ufać?!
Siedziała przy stole w kuchni. Bawiąc się swoim telefonem wpadła na pomysł poszukania pomocy. Dzwoniła do klinik, przychodni, gabinetów, szpitali. Oburzyły ją obojętne tony tych wszystkich ludzi. Beznamiętne głosy pozbawione jakichkolwiek uczuć.
-Ale nic? Na pewno? Może pani jeszcze raz sprawdzić?
Na jej ramieniu pojawiła się dłoń Alka.
-Co ty robisz?- wyszeptał siadając na krześle koło niej.
-Dobrze, rozumiem. Dziękuje.
Dziewczyna rozłoszczona rzuciła telefon na stół.
-Kto to był?
-Jakaś lekarka.
Patrzyła na nią z dziwną miną. Przepełnioną zupełnie różnymi uczuciami. Widać było jak piętrzy się w nim złość jednak gdzieś też kryło się współczucie i zrozumienie. Może zastanawiał się co on zrobiłby w takim momencie, a z pewnością zrobił by dużo.
-Po tym wszystkim chcesz to dla mnie zrobić? Chcesz udzielić pomocy?
-Wiesz... Każdy popełnia błędy. Ja też. Wiesz kiedy to zrobiłam? Wtedy, gdy odeszłam.
-To ja żałuję, że tak szybko się podałem.
Pocałował ją w czoło odgarniając jej włosy za ucho.
Siedzieli przy stole ponad godzinę. W tym czasie dowiedziała się o tyj chorobie chyba więcej niż z jakiejkolwiek książki. Alek mógł o tym opowiadać o wiele dłużej ale Wiola dobrze wiedziała jak ciężko jest mu mówić na ten temat.
-A to?- wskazała bliznę na jego ręce- Kroplówka?
-Nie, to po cewce głównej. To taka rurka, którą można wprowadzać leki albo pobierać krew do badań. Właściwie nic ciekawego ale nie musze być kłuty przy każdym zabiegu.
-Czyli są jakieś leki.
-No tak ale te ważniejsze kosztują o wiele za dużo. Cytostatyki to spory wydatek. Innymi słowy chemioterapia.
-A rodzice?
-To nadal za mało.
-A lekarze wspominali... No wiesz. Mówili coś...
-Dwa miesiące. Skończmy proszę już z tym pochmurnym tematem. Spokojnie mała mamy jeszcze czas. Jeszcze zdążę ci się uprzykrzyć.
-Wątpię.
-Chodź. Mam pomysł. No wstawaj!
-No już, już. Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Alek założył czerwone conversy i wziął do ręki czarną czapkę, a Wiola zastanawiała się gdzie położyła swoje buty. Gdy w końcu je znalazła wiążąc sznurówki zobaczyła w kącie przedpokoju znajomą rzecz, która w ułamki sekundy przypomniała dawne chwile spędzane z chłopakiem. Znacząco wyobijana, pełna zadrapań z wieloma naklejkami on spodu. Jej pierwotny kolor to chyba był zielony ale nie była pewna bo nie widziała jej w takim stanie. Alek uczynił z niej coś zupełnie innego. Coś co było zupełnie takie jak on. Ten kawałek drewna z kółkami miał wypisane na sobie jego życie. Deska opisywała więcej niż jakikolwiek inny przedmiot w jego domu.
-No proszę. To ona. Pamiętam ją.
-Tak? Nie jeździłam już długo. Skończyłem z tym.
Jego twarz posmutniała. Było widać, że odpowiedź zawierała coś co miała znaczenie.
-Skończyłeś? Byłeś z nią nierozłączny. Szczególnie jak się poznaliśmy.
Wyszli na zewnątrz. Chłopak zamknął za nią drzwi.
-Jak nasze drogi się rozeszły. Wybrałaś Daniela, a ja któregoś dnia jak rozwaliłam sobie rękę na skoczni. Wróciłam zły do domu. Cuchnący papierosami. Cóż no tak prawda przez jakiś czas tak właśnie żyłam. Wmawiałam sobie, że to jest właśnie sens mojego życia. Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami więc trochę mi się dostało jak przyjechałam w takim stanie. Następnego dnia wyniosłam ją z garaży tylko po to by ją złamać i wyrzucić ale stojąc tak na chodniku zadawałam sobie pytanie jaki to ma sens. Nie chodzi o to, że chciałam zostawić sobie pamiątkę lecz o to by po prostu nie palić za sobą tej przeszłości bo choć zamykamy jakiś rozdział to jest on nieodłączną częścią książki. Postawiłem ją na swoje miejsce i tam leżała aż do czasu, gdy się przeprowadziłam. Od tego czasu jest tu.
-Byłeś w tym dobry. Naprawdę dobry.- uśmiechnęła się- Nie zapomnę jak wyobrażałam sobie ciebie na desce. Myślałam kolejny skejt z majtkami wystającymi o pół metra ze spodni, czapką i wystającymi włosami i grzywą odstająca na bok. Jednak się pomyliłam choć tak bardzo bałam się tej drugiej odsłony to nie była ona ani trochę inna. Była tak samo dobra jak pierwsza. Nie byłeś taki jak wszyscy i miałeś daleko to jacy są inni. Byłeś sobą od początku do końca. Wiesz tak szczerze to nadal jesteś taki mimo że nie jeździsz już na desce.
-Hahaha pamiętam twoją minę jak pokazywałam ci triki wtedy. Nie w sumie lepsze było to jak próbowałaś później pokazać co ty potrafisz.
-Hahaha. Ale byłam zaskoczona tym co potrafisz. Mówiłam tylko uwierzyć nie chciałaś.
-Oj tam, oj tam.
-To już zaraz.
-Co?
-To.
-No i już.
-Emm... Plac zabaw no świetnie.
-No proszę cię. O tam widzisz?- wskazał palcem na coś w prawej stronie to była karuzela.
-Pamiętasz? No chodź!
-Jak mogłabym zapomnieć. To tutaj. To była wieczorem.
-No tak to był wieczór coś chyba grubo po północy. Środek lata. Kilka miesięcy przed wyjazdem.
-Siedziałam ci wtedy na kolanach.
-Tak to były czasy.
Chłopak naciągnął na głowę czapkę.
-Siadamy?
-Ale?
Jakieś starsze kobiety patrzyły się nich podejrzanie z dość sporej odległości.
Usiadła tak jak kiedyś, a Alek zakręcił karuzelą. Było o wiele szybciej niż tamtej nocy. Widziała już tylko jego twarz. Nic poza nią nie istniało. Świat nabrał jednolitych barw, a zszarzała niebo zlało się ze zgnite zielenią drzew. Znowu zatracili się w pocałunku, który w tym miejscu nabierał smaku przeszłość. Już nie miał tej nuty szaleństwa jak kiedyś. Był jedynie odtworzeniem i łudząco podobną kopią ale już nie tym samym. Cóż kto by pomyślał, że będzie mogła jeszcze raz być w tym miejscu z tą osobą. Niestety jednak nie w tak beztroskim stanie jak w tamta noc. Nie zawsze jest tak. Nie zawsze nie musimy się o coś martwić. Jeśli nie mamy problemu z samym sobą to z pewnością znajdzie się ktoś, kto dostarczy nam tych jakże niezapomnianych doznań.

Ciąg dalszy nastąpi

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 

Rozdział 16
"Prawda"

Obudziła się wcześnie rano. Była wtulona w jego klatkę piersiową. Chłopak miał na sobie biały podkoszulek, w którym był wczoraj. Po wczorajszym dniu nie wyobrażała sobie powrotu do domu i zostawienia go tutaj. Nie wiedziała która godzina ale pewna była, że już nie zaśnie. Zdjęła z tali jego rękę i na palcach wyszła do łazienki. Swoje (już) długie włosy związała w luźny koczek. Zmyła wczorajszy makijaż. Poprawiła swoją beżową sukienkę z brązowym paskiem i wyszła do kuchni. Szukając patelni i jajek natrafiła na szafkę pełną papierów. Początkowo myślała, że to rachunki ale jeden z listów dość niestarannie otwarty tak jakby w pośpiechu albo w nerwach. Kartka nie była włożona do środka tylko leżała obok niego. Dziewczyna wyciągnęła zmiętą kartkę, która była pofalowana tak jak od deszczu a może i łez. Zaintrygowana odkryciem rozłożyła ją i zaczęła czytać nie zdając sobie sprawy z tego, że to co się tam kryje zmieni jej życie nieodwracalnie.
„Szanowny Panie Aleksy,
Badania nie wyszło pozytywnie. Wykryto białaczkę. Choroba nowotworowa układy krwiotwórczego. Białaczka charakteryzuje się ilościowymi i jakościowymi zmianami leukocytów we krwi, szpiku i narządach wewnętrznych. Zmienione leukocyty powstają z komórek macierzystych w wyniku tzw. transformacji białaczkowej. Dochodzi do trwałych zmian cytokinetycznych, metabolicznych i antygenowych. Ich przyczyną może być kilka współdziałających ze sobą czynników, np. retro wirusy, predyspozycje osobnicze, czynniki zewnętrzne. Leczenie białaczki zależy w dużym stopniu od jej rodzaju, zaawansowania oraz stanu ogólnego osoby chorej. Ogólnie można je podzielić na leczenie radykalne, dążące do wyleczenia czyli wyeliminowania patologicznej populacji komórek z organizmu oraz leczenie paliatywne, mające opanować postęp choroby. Ważną metodą leczenia przyczynowego białaczek jest przeszczepienie szpiku kostnego. Musimy jak najszybciej przeprowadzić niezbędne do leczenia badania. Prosimy szybkie skontaktowanie się z lekarzem którego imię i nazwisko podaliśmy poniżej. Resztę dowie się Pan na miejscu.”
Siedziała na krześle ze łzami w oczach. Nie miała pojęcia dlaczego jeszcze o tym nie wie. Spojrzała na datę nadania. Wszystko stało się jasne. Zdarzenia połączyły się w całość. Data 23 kwietnia 2010 roku. To było dokładnie kilka dni przed tym jak pokłóciła się z Danielem. Wiosna... A później Alek wmawiał jej, że musi się pogodzić z Danielem bo do siebie pasują. No i po tym straciła z nim kontakt, aż do teraz gdy nie miał już od niej drogi ucieczki. Położyła list na stole i ukryła twarz w dłoniach. Poszła do pokoju stanęła w drzwiach i patrzyła na jego postać. Tak spokojną, gdy spał. Chłopak przekręcił się na drugi bok i chwilę później otworzył oczy. Popatrzył na nią lekko je mrużąc.
-Już wstałaś?
Pokiwała głową. Była za bardzo przestraszona całą sytuacją. Czy to oznaczało, że Alek zerwał z nią kontakt tylko dlatego bo było z nim aż tak źle. I to najgorsze pytanie czy było aż tak źle.
Chłopak wstał podrapała się po głowie, przeciągnął się i poszedł do łazienki. Chwilę później wyszedł już całkiem w innej formie. Miał na sobie czarne spodnie i szaro, zieloną koszulę. Podszedł do niej i pocałował ją w czoło.
-Przepraszam to ja miałam zrobić śniadanie ale zaspałam. Musiałaś wstać mi tak szybko.- uśmiechnął się trochę strapiony.
Minął ją i wszedł do kuchni, gdzie doznał szoku, gdy zobaczył list na stole. Odwrócił się gwałtownie. Wiola opuściła wzrok.
-Kiedy chciałaś mi powiedzieć?
Nie odpowiadał. Ruszył list dłonią. Przejechał palcem po jego wierzchu, aż w końcu uderzył w niego z całej siły strącając go z blatu.
-Kiedy miałem ci powiedzieć, że co?! Że naprawdę umieram? To chciałaś usłyszeć?
-Dlatego chciałeś bym z nim została? Powiedziałeś wczoraj, że nie na mnie nie zasłużyłeś.
Nie zasłużyłeś bo jesteś chory? Przecież to nie logiczne.
-Nie chciałam być oglądała mnie w takim stanie i byś była ze mną tylko z tego powodu. Wolałam usunąć się w cień i nie sprawiać ci niepotrzebnego bólu.
Podeszła do niego i objęła go najmocniej jak mogła. Po jej policzkach leciały łzy, których nawet nie starała się ukrywać.

Ciąg dalszy nastąpi

  • awatar wuwuzellaa ♥: jaaaaaaaaaaa. pisz żesz.... jak już zaczełaś to skończ ;]
  • awatar die bitch, die ! ♥: Płakam :(
  • awatar Gość: Masakra. Dlaczego w takich momentach dopiero dowiadujemy się jak bardzo zależy nam na tej drugiej osobie, wtedy kiedy jest już za późno? :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Rozdział 15
"Panuj nad przyszłością"

Tydzień minął w zawrotnie szybkim tempie. Wiola była pewna, że w niedziele nie wiele może zdziałać. Postanowiła, że w poniedziałek napisze do Daniele. Alek odezwał się tylko dwa razy od ich spotkania. Rozmowy nie były jakoś nadzwyczajnie rozbudowane zaś przeciwnie były urzekająco banalne. Opierały się tylko na tym jak się czuje i pocieszeniu, że już niedługo będzie tak jak dawniej. Zaraz przed południem napisała do Daniela i poprosiła o spotkanie. Umówili się nad promenadą. Nie miała siły układania starannej fryzury, czy robienia oszałamiającego makijażu. Ubrała na siebie ulubioną bluzę z kapturem w granatowy kolorze. Włosy rozczesała jedynie szczotką i wyszła z domu. Na miejscu była jako pierwsza. Czekała na jednej z ławek zastanawiając się czy chłopak może być aż na tyle okrutny by ją wystawić. Nagle poczuła ciepło czyjejś dłoni na swoim barku. Dotyk ten był jej dobrze znany. Daniel usiadł koło niej na ławce. Nie zaczął rozmowy czekał tylko na jej pierwsze słowa z badawczą miną.
-Czy naprawdę chcesz, żeby teraz to tak wyglądało?
-A jak myślisz? Oczywiście, że nie chcę. Jeśli prosisz mnie to rozmowę musisz mieć co do tego jakieś podstawy. Ja proszę o tak niewiele.
-Muszę mieć pewność Daniel... Ja muszę być pewna do tego, że ci choć trochę zależy.
-Zależy, gdyby tak nie było to bym się tu nie pojawił. Wiola jesteś dla mnie ważna. Nie rozumiesz tego. Nie chcę byś była tak ważna dla kogoś innego i nie chcę by był miedzy nami ktoś trzeci.
-Dobrze wiesz, że nic złego nie zrobiłam.
-Ale zawiodłam się to nie miało tak wyglądać.- odwrócił twarz w przeciwną stronę.
-Nie mam pojęcia jak mam ci to inaczej wytłumaczyć. Skoro cię aż tak zawiodłam, a nadal nie możemy odejść to spróbujmy dać sobie drugą szansę.
-Zacznijmy od początku?
-Tak o to mi chodzi.
-Ale zrobisz to dla mnie?
-Nie zerwę z nim kontaktów.
-Ale ograniczyć je chyba możesz.
-No dobrze. Ograniczę je choć i tak to jest mój przyjaciel.
Objął ją ręką i pocałował w czoło.
-Tęskniłem i właściwie to co zrobiłem ostatnio głupie było ale chyba dobrze na nas podziałało.
-Tak dużo przemyśleliśmy.
-Dokładnie.
Daniel odprowadził ją do domu. Przez całą drogę śmiali się z tego co działo się na wyjeździe.
Wiola nie wspomniała nic o spotkaniach z Alkiem i o tym co jej powiedział i dlaczego podjęła taką, a nie inną decyzje. To tylko mogłoby oziębić to co teraz na nowo w nich było. W myślach czuła, że podjęła dobrą decyzję. Cieszyła się faktem, że jest teraz właśnie tu... właśnie z nim.
Późnym wieczorem gdy skończyła przeglądać notatki sprawdziła jeszcze pocztę i nie zapomniała wysłać Alkowi wiadomości z podziękowaniem i powiadomieniem co stało się w ten jakże nijaki dzień.
Następne miesiące miały być równie dobre co te należące już do przeszłości.
Rzeczywiście tak było. Daniel i Wiola zaczęli na nowo tak dobrze się dogadywać. Alek dziwnie stopniowo przestawał się odzywać. Wiola nie chcąc ograniczać jego życia nie robiła gwałtownych ruchów czasami się odzywała jako pierwsza ale z czasem Alek przestał jej odpisywać. Może miał żal co do jej wyboru, a może po prostu chciał zacząć zupełnie od nowa. Może tak właśnie miało postąpić każde z nich.

***
Kolejne miesiące były całkiem przyjemne. Daniel starał się otaczać Wiolę opieką i ciepłem. Tak było oboje się starali ale gdzieś po drodze zagubili samych siebie. Nie mogli narzekać bo łączyło ich coś dziwnego ale czy to była prawdziwa miłość. Oboje starali być dla siebie kimś idealnym. Grali przed sobą rolę znane już na pamięć. Monotonia i rutyna zawładnęła ich codziennością. Każdy kolejny dzień oddalał ich od siebie coraz bardziej i choć żadne z nich nie chciało się do tego przyznać kryjąc świadomość całej sytuacji nie mogli tak dłużej żyć. Tak naprawdę byli dla siebie jedynie kulą u nogi nie niepotrzebnym bagażem. Wiola obroniła pracę licencjacką w zeszłym miesiącu. Daniel cały wolny czas poświęcał na treningi. Oboje czuli, że niebawem czeka ich nieunikniona rozmowa.
Stała przy zlewie dotykając dużych kropli wody znajdującej się na krawędzi blatu. Od rana zdążyła sprzątnąć już wszystko w ich mieszkaniu. Już nie takim nowym mieszkaniu. Zaraz po powrocie Daniela miała miejsce jego dziwna propozycja o przeprowadzce. Wieść o małym domku jako rodziców na obrzeżach miasta, który miał zostać sprzedany ale jednak został podarowany Danielowi wywołała u jej ojca i matki dziwną reakcję jaka nie miała by miejsca gdyby na miejscu Daniela pojawił się inny chłopak. Pochwalili jego pomysł i po dłużej debacie zgodzili się.
Do przedpokoju wszedł Daniel. Dziewczyna nie musiała się odwracać dobrze wiedziała co następnie zrobi. Zrzuci na ziemię torbę z którą chodził na treningi. Zdejmie kurtę. Podejdzie do niej i pocałuje ją w policzek mówiąc „witaj kochanie”. Zapyta co jest na obiad i pójdzie wziąć zimny prysznic... Cały ten plan znała tak dobrze jak reżyser scenariusz.
-Wita..
Odwróciła się gwałtownie zatykając jego usta swoją dłonią. Spojrzała mu prosto w oczy ukazując spojrzenie, którym kryło się tyle łez i zmęczenia.
-Widzisz.- wyszeptała.
Stał oniemiały. Uwolnił swoje usta od jej ręki jednak nie wydusił z siebie żadnego słowa.
-Widzisz co to z nami robi! To wszystko. Ani ja, ani ty nie czujemy się dobrze. Przyznaj się. Oboje jesteśmy już znużeni tą codziennością. Tym udawaniem. Oszukujemy samych siebie, że to właśnie znaczy być szczęśliwym. Że to właśnie potrzebne jest do szczęścia. Brakuje nam... życia. Takiego jakie powinno dla nas być.
-Chcesz zrezygnować?
-Tak chyba nie jestem na tyle silna by dalej w to grać.
-Przecież miało być dobrze...
-Miało ale odpowiedz na pytanie czy tak jest?
Cisza... Daniel przytulił ją do siebie, ta jednak odsunęła się i ruszyła do ich pokoju. Wyciągnęła z szafy dużą torbę i zaczęła napełniać ją stertą swoich ubrań.
Chwile później stanęła z nią w drzwiach. Chłopak nadal w tym samym miejscu. Wpatrywał się w nią tempo zbierając setki myśli. Nie odezwał się ani jednym słowem. Wyszła zostawiając za sobą coś co miało być dla niej cała przyszłością. Miała zamiar wrócić jak najszybciej do domu rodziców. Tam gdzie jednak czuła się najlepiej. Nie chciała zaczynać nowej historii miłosnej. Nie teraz. Nie w tym czasie.


Ciąg dalszy nastąpi

  • awatar Gość: Takie jest życie. Nic nie jest idealne i prędzej czy później wszystko musi się spieprzyć. :(
  • awatar -strawberry-: A mogło być tak pięknie... :-( Rzeczywiście smutne... ;(
  • awatar Mrs. writer: jeju, jakie to smutne ;(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 14
"Przemyśl..."

Obudziła się już o 5 rano. Przetarła oczy. Zupełnie zapomniała, że zapomniała zmyć wczoraj tusz do rzęs. Podniosła się chwiejnie i ruszyła wolno do łazienki. Wymyła twarz i rozczesała krótkie włosy. Wieczorem nie przebrała się w piżamę. Miała na sobie fioletową bluzkę z nadrukami i czarne rurki. Wróciła do pokoju i położyła się na łóżku. Wszystko nagle wróciło... Wczoraj, przedwczoraj... Cała przeszłość choć tak bliska uderzyła jak fala i rozbiła jej dziwnie dobry humor. Nie wiedziała co przyniesie jej dzisiaj ale coś czuła, że nie będzie to nic dobrego... Leżała jeszcze dobre kilka godzin zastanawiać się, czy rzeczywiście tak powinna się teraz czuć.
Gdy usłyszała, że jej mama krząta się w kuchni postanowiła zejść na dół. Nałożyła na siebie koszulę w kartę w kolorze fioletu i czerni oraz różowe kapcie i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
-Cześć.
-O cześć kochanie. Wyspałaś się?
-Tak.
-To dobrze. Zrobić ci herbatę?
-Tak. Idziesz dzisiaj do pracy?
-Tak ale mam na 9;00. Zdążę jeszcze przygotować jakiś obiat. Co powiesz na makaron z sosem pomidorowym?
-Może być.
Kobieta podeszła do stołu podając gorąca herbatę z cytryną.
-Proszę.
-Dzięki mamo.
Było już po 8 i jej mama kończyła już gotować obiat. Odstawiła garnek do piekarnika i poszła do łazienki by przygotować się do pracy. Była na stanowisku w dziale spraw konsumenta. Musiała mieć zawsze stosowne ubrania i nienaganny wygląd. Swoje długie włosy zazwyczaj spinała w starannego koka bądź długi warkocz.
Jakieś dziesięć minut przed godziną 9 jej mama wyszła z domu i powiadomiła ją, że wróci przed 17. Jej tato był na nogach już o godzinie 6. Wiola słyszała jak schodzi po schodach ze swoją czarną teczką, która u niejednego ucznia budziła postrach. Choć może to nie o nią chodziło lecz o jej ojca. Gdyby go tak dobrze nie znała to być może i ona czułaby do niego respekt, a może nawet strach. Zawsze był skryty i nigdy nie wybuchał złością ale wymagał. Nie był właściwie taki zły. Jeśli byłeś w stosunku do niego dobry to i on był dobry dla ciebie. Może dlatego Alek niezbyt go lubił. Chłopak nienawidził reguł i zasad. Cenił sobie w życiu wolność i zaufanie do drugiej osoby. Tato Wioli kilkanaście razy starał się ich poróżnić ale nigdy mu się to nie udało. Co innego myślał o Danielu. Przecież tak ułożony chłopak nie mógł zrobić nic złego jego córce. Mógł zapewnić jej odpowiednią przyszłość. Po ostatnich dniach jej zdanie o nim diametralnie uległo zmianie. Dziwne kontrolowanie i brak jakiegokolwiek zaufania sprawił, że coś co ich łączyło zaczęło powoli pękać.
Dźwięk dzwonka do drzwi ocknął ją z zamyślenia. Podeszła do drzwi spojrzała w judasza. Alek poprawił szelkę pomarańczowego plecaka. Na głowie miał czarną czapkę spod której wystawały kosmyki lekko zakręconych włosów. Otworzyła drzwi mechanicznie zmieniając wyraz twarzy. Ubierając ten jakże tandetny uśmiech, który nosiła każdego dnia poza domem.
-Cześć. Mówiłam, że cię odwiedzę. Myślę, że jesteś przygotowana?- uśmiechnął się łobuzersko.
-Hej. Wejdź. Na co mam być przygotowana?
-Na mój genialny plan dzisiejszego dnia.
-Błagam tylko nie mów, że gdzieś mnie zabierasz...
-Nie. W takim stanie to wykluczone.- dotknął rękaw jej fioletowej koszuli- Udajmy się do salonu. Siadamy na sofie. Otwieramy mój plecak i ... No chodź.- pociągnął ją do salonu- Siadaj.
Wiola opadła ciężko na sofę.
-Co dalej?
-Otwieramy plecak.
Chłopak stał kilkanaście kroków przed nią i mocował się z zamkiem napchanego bagażu jaki ze sobą zabrał.
-I oto jest!- wyciągnął jakąś płytę i paczkę chipsów- Ale to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze cola.
Podał jej jedną butelkę. Otworzył chipsy i włączył telewizor.
-Co to za film?
-Twój ulubiony.
-WCK?
-Tak dokładnie. Pamiętam jak kiedyś oglądałaś kawałek w telewizji i już nie mam pojęcia, który to był raz ale pamiętam jak zasnęłaś na reklamach na moim ramieniu. Ile to już lat temu... Byliśmy jeszcze w liceum.
-To były czasy...
Oboje dziwnie posmutnieli na wspomnienie tamtych dni. Powinni przecież z uśmiechem patrzyć w przeszłość... Jednak oboje już nie byli tym kim byli dawniej. Alek wydoroślał i nabrał dystansu do całego życia, a ona przekonała się, że błędy popełnia się przez cały czas, a życie pełne jest trudnych wyborów, które często stają się najgorszymi błędami.
-No dobrze. A więc „Wszystko co kocham” wyświetlenie kolejne.
Usiadł koło niej trzymając odpowiedzią odległość. Ściągnął czapkę i poprawił mankiet swojej kraciastej koszuli. Minęło około 30 minut. Cisza z jaką chłonęli film została przerwana przenikliwym pytaniem Wioli.
-Dlaczego tak myślisz? Wiesz o co mi chodzi... O mnie i o Daniela, że będzie dobrze. Że pogodzimy się.
-Bo tak będzie. Z resztą powinnaś mu dać jeszcze jedną szansę. On nie jest złym chłopakiem.
-Tak myślisz powinnam się dalej starać?
-Oczywiście, że tak. Oboje wiemy, że bywają dobre i złe chwile. To, że nie jest tak jak kiedyś wcale nie oznacza, że nie ma się już poprawić.
Zastanowiła się nad jego słowami. Chłopak odwrócił twarz ku ekranowi. Zupełnie tak jakby te słowa nie zrobiły na nim większego wrażenia. Może rzeczywiście tak było. Tylko czy to co powiedział nie oznaczało w podtekście czegoś zupełnie innego. Alek chciał by była z kimś innym. Najwidoczniej zdążył opanować emocje i uczucia jakie kiedyś do siebie żywili. Może po prostu nie chciał mieć już z nią nic wspólnego. Może mieli pozostać znajomymi, który z czasem odejdą. On nie zapomni, ona będzie pamiętać każdy etap ich znajomości ale to i tak będzie za mało by wrócić i przeszłość zjednać w całość z teraźniejszością.
-Alek?
-Tak?
-Dlaczego to robisz?
-Co robię?
-Pomagasz.
-Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
-Naprawdę chcesz bym z nim była?
-Tak.
Nie pytała o nic więcej odpowiedź przecież była już na tyle jasna by wszystko zrozumieć.
Kolejną godzinę filmu spędzili milcząc i gapiąc się w ekran. Ona jednak nie skupiła się na scenach. Na niczym innym tylko na tym co powiedział Alek.
Później przy kubku gorącej herbaty powspominali jeszcze stare czasy. Pośmiali się z bieżących spraw. Ze swoich wykładowców, grup, nowych znajomych oraz z tych starych. Temat już nie wrócił do Daniela bo Alek wystarczająco sprecyzował co dziewczyna powinna z tym zrobić. Gdy jej mama wróciła z pracy Alka już nie było. Wyszedł jakąś godzinę wcześniej. Wiola przywitała się z mamą powiedziała o tym co ustaliła z Alkiem i o dziwo matka pokiwała głową i pochwaliła słowa jej przyjaciela. To nie zdarzało się często... cóż tak szczerze to prawie w ogóle. Jeśli jej mama się z tym zgodziła to może to było dobre wyjście. Skoro to miało wyjść jej na dobre. Może miłość też ma swoje humory.

Ciąg dalszy nastąpi
  • awatar fucking_everything: tydzienjezykow.pl/letswin.php/prace/453 Proszę was :* klikajcie codziennie do 17.06 ♥ zajmie wam to tylko chwilkę , a dla nas to jest meega ważne, jesteśmy już na 5 miejscu i wszystko zależy od dalszego głosowania.
  • awatar ω ρσgσиι zα ѕz¢zęś¢ι: świetne : * z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ♥
  • awatar wuwuzellaa ♥: <3 standardowo ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Rodział 13
"Ciche nadzieje."

Jej mama późnym wieczorem przyszła do jej pokoju z kubkiem gorącej herbaty.
-Jak się czujesz kochanie?- spytała odkładając kubek na biurko.
Wiole siedziała oparta o ścianę. Na szczęście mama nie zobaczyła jej w stanie rozsypki w jakim była kilka minut temu. Kobieta usiadła przy niej na łóżku.
-Co teraz masz zamiar zrobić?
Kolejne pytanie ze strony mamy, a Wiola kompletnie nie wiedziała jej ma odpowiedzieć.
-Nie wiem ...
-Jestem pewna, że się pogodzicie.
Cisza... Nie była pewna czy się pogodzą. Nie była pewna co do chłopaka, który w ostatnim czasie zdjął maskę i pokazała prawdziwą twarz. Co się stało z Danielem przyjacielem. Z chłopakami, który był taką indywidualnością. Bała się, że popełniła błąd... Tak cholernie bała się, że pomyliła się co do Daniela. Kim ten chłopak był naprawdę lub co się z nim stało. Nie umiała sobie poradzić z żadnym z tych pytań.
-Wydaje mi się, że źle zrobiłaś...
-Co masz na myśli?- Wiola odwróciła twarz ku matce.
-Daniel maiła racje. Przynajmniej ja tak uważam. Nie powinnaś tak dobrze dogadywać się z Alkiem. Wiem, że nie robiłaś nic złego ale czy był sens tak komplikować życie.
-Alek to przyjaciel. Dobrze wiesz co pomiędzy nami jest. Nie mogę zerwać przyjaźni tylko dlatego, że chodzę z chłopakiem, który jest najwyraźniej zazdrosny.
-A nie powinien być zazdrosny?
-Nie, nie powinien.
Mama pogłaskała ją po ramieniu i kilka minut później wyszła z jej pokoju, rzucając ciche „dobranoc”. Nie mogła spać. Znowu chodziła bez celu po pokoju. Za oknem padał gęsty deszcz. Krople uderzały o rynny, dach, gałęzie drzew dając melodyjne dźwięki. Wiola usiadła do komputera. Nie liczyła, że ktokolwiek będzie teraz dostępny. Właściwie chciała tak bardzo się nie nudzić i pozbyć się tych wszystkich myśli. Było kilka minut po północy. Włączyła facebooka i gadu gadu. Przeglądała nowe wydarzenia, gdy usłyszała dźwięk wiadomości. Wiadomość była od Alka.
„Cześć : ) nie możesz znowu spać ?”
Uśmiechnęła się do siebie. Właściwie pocieszył ją fakt, że chłopak do niej napisał. Bała się skłamać i odpowiedzieć, że była tylko coś sprawdzić. Alek za dobrze ja znał. Pewnie już wiedział co jest grane.
„Tak nie mogę zasnąć... znowu ;p”
Na kolejną wiadomość nie czekała długo. Alek odpowiedział błyskawicznie. Z resztą jak zawsze.
„Coś się stało?”
Co tera miała odpisać. Nie, nic się nie stało. Po prostu ... Pokłóciłam się z Danielem o ciebie. Nie mogła mu tak tego napisać. Kłamstwo choć tak małe nie było też dobrym rozwiązaniem.
„Żyjesz tam jeszcze?
Kolejna wiadomość. W końcu musiała coś odpisać.
„Zadzwoń do mnie”
Wzięła do ręki swój telefon i usiadła na łóżku. Przykryła kolana błękitno szarym kocem. Chłopak zadzwonił jakąś minutę później.
-Cześć. Przepraszam, że kazałam ci zadzwonić ale nie potrafiłam ci tego tam napisać.
-Co się stało? Opowiadaj.
-Pokłóciłam się z Danielem.
-O?
-Właściwie to o ciebie...
Przez chwilę w słuchawce panowała cisza. Słychać było tylko zmęczony oddech Wioli.
-Daniel zobaczył moje rozmowy z tobą. Stwierdził, że nie jesteśmy przyjaciółmi.
-To zwykła zazdrość. Nie masz co się przejmować. Przejdzie mu za kilka dni.
-Zerwaliśmy. Powiedział, że przyda nam się przerwa. Alek co jeśli po jego powrocie nic się nie zmieni.
-Nie mów tak. Wiola nie pisałem ci nic złego. Ty też nie masz się za co obwiniać. Przecież byliśmy i jesteśmy przyjaciółmi. Liczyłem się z tym, że gdy będziecie razem to będzie go to denerwować ale przecież zazdrość też ma swoje granice. Jestem pewny, że wróci do ciebie. Kiedy on wraca?
-Za tydzień.
-No to czym ty się przejmujesz. Tydzień minie on wszystko przemyśli, ty też wszystko przemyślisz i będzie jak kiedyś. Ja bym nie poddał się na samym początku. Nikt nie powinien poddać się na początku. Jeśli on to zrobi to nie będę go podsumowywał kim jest ale Wiola to o czymś będzie świadczyć. A teraz... Gdzie jesteś?
-U siebie.
-No wiem, że jesteś u siebie ale pytam gdzie dokładniej?
-U siebie w pokoju.
-Nie przy komputerze?
-Już nie.
-To marsz do łóżka. Proszę cię nie zastanawiaj się już tak nad tym.
-Postaram się.
-Nie wiem może jak będę miał czas to jutro do ciebie przyjdę. Nie obiecuję. Postaram się zaglądnąć i sprawdzić jak się trzymasz. To do jutra. Dobranoc.
-Dobranoc.
Rozmowa z Alkiem ją trochę uspokoiła. Może rzeczywiście on miał racje. Przecież tydzień to aż siedem dni. Tyle się może jeszcze zmienić. Położyła telefon pod poduszkę. Przykryła się kocem i usiłowała zasnąć. Przecież jutro też był dzień...


Ciąg dalszy nastąpi

  • awatar Kremoweczka1200: Masz tak ogromny talent że niewiem normalnie idż na pisarkę!!! I to jest rozkaz@ !!! poZdrowienia ;) pa
  • awatar Kremoweczka1200: Dziewczyno nie mam słów..
  • awatar -strawberry-: Genialne! Zresztą jak zwykle ;) Jak oczywiście dobrze wiesz czekam na więcej :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Rozdział 12
"Tylko człowiek potrafi zadać taki ból"

Minęły kolejne tygodnie. Wraz z nimi miesiące. Pomiędzy Danielem i Wiolą wiodło się całkiem dobrze. Nie mogła powiedzieć, że było wspaniale. Bo w ostatnich dniach doszło do kilku większych kłótni ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Dziewczyna zakończyła już naukę w liceum. Zaczęły się wakacje. Było naprawdę dobrze. Dalej pisała z Alkiem. Kilka razy nawet się z nim spotkała. Po prostu jak przyjaciele. Nie było w ich spotkaniach nic nadzwyczajnego. Było miło... Czasem po prostu potrzebujemy się komuś wygadać. Pewnie ciekawi jesteście o co chodziło w ich kłótniach. Wiola dowiedziała się o tym jak doszło do wyboru tylko kilku zawodników z ich drużyny. Otóż trener wezwał do siebie po treningu Daniela. Spytał go co sądzi o wzięciu całej drużyny na mistrzostwa. On stwierdził, że nie widzi za dużych szans z kilkoma zawodnikami i lepiej byłoby grać z lepszymi zawodnikami z innego zespołu. Chłopak był przedstawicielem całej drużyny i to dlatego trener pytał jego. Mężczyzna był zachwycony jego pomysłem i to dlatego wybrano tylko kilku zawodników. Dowiedziała się też, że chłopak pokłócił się z resztą graczy, którzy nie załapali się do zawodów. Padło ponoć wiele niemiłych słów. Właściwie była zniesmaczona podejściem Daniela. Nie powinien się tak zachować. Przecież ich drużyna była całością. Tyle razem grali. Przecież byli przyjaciółmi. Zawiedli się na nim... A najlepsze jest to, że dowiedziała się o tym wszystkim z gazety. To znaczy nie konkretnie o wszystkim bo resztą dopowiedział jej Daniel, gdy zła chciała by wszystko jej wytłumaczył. Po rozmowie była na niego trochę zła. Wyszła z domu i jakoś tak wyszło, że zadzwoniła do Alka. Powiedziała mu o wszystkim. Ten przyszedł po nią i poszli razem do parku. Rozmawiali długo o wszystkim. Nawet pośmiali się na wspomnienia o dawnych latach. O tym jak było kiedyś. Pogodziła się z Danielem. Wiedziała, że ta kłótnia nie ma sensu. Z resztą tak też stwierdził Alek.
Kilkanaście miesięcy później Daniel miał wyjechać na mistrzostwa. Mówiąc szczerze i w ogóle nie przesadzając w ostatnich miesiącach znów czuła się szczęśliwa. Weszli na kolejny szczebel. Nie byli już szczeniacką parą. Kochali się i kłócili jak stare małżeństwo. Mieli nawet pomysł zamieszkania razem. Daniel jednak nie wiedział jednego... Wiola nadal utrzymywała znajomość z Alkiem. Gdy chłopak pytał się o Alka ta szybko odpowiadała, że już dawno o nim zapomniała i nie rozmawiali razem od wieków. Sterta kłamstw, która z upływem czasu miała tak czy inaczej wyjść na jaw.
Trzy dni przed wyjazdem Daniel usiadł przed włączonym komputerem. Słychać było dźwięk kolejnej wiadomości. Miał zamiar sprawdzić tylko coś na internecie... Już miał zawołać Wiolę i powiadomić ją o tym, że kot właśnie o niej napisał. Zerknął jednak na nadawcę. Alek. Chłopak, z którym już od wieków nie rozmawiała. Była tak zły faktem, że dziewczyna przez tak długi czas go okłamywała. Otworzył pośpiesznie archiwum rozmów. Alek, Alek, Kamila, Alek, Alek, Alek, Alek, Monika, Alek ... i cała reszta. A on głupi cały czas się łudził, że Alek zniknął z jej życia raz na zawsze. Gdy dziewczyna weszła do pokoju, on już zdążył zamknąć archiwum i swoją stronę.
-Kochanie masz nową wiadomość.- oświadczył.
-O dzięki.
Usiadła do biurka.
-Nie uwierzysz kto napisał... Twój przyjaciel Alek! A może to nie jest przyjaciel tylko ktoś więcej?! Możesz mi to wytłumaczyć!
-Alek? Naprawdę?
-Proszę cię nie udawaj! Dobrze wiem ile z nim piszesz! Sprawdziłem twoje archiwum!
-Jak mogłeś?!
-Widzę, że masz coś do ukrycia.
-Nie tylko dobrze wiedziałam jak na to zareagujesz.
-Możesz mi sprecyzować na co konkretniej zareaguję?!
-Na to, że z nim rozmawiam.
-Tylko rozmawiasz? Nie chce mi się w to wierzyć...
-Tylko rozmawiam. Co ty chcesz mi zarzucić! Myślisz, że cię zdradziłam?!
-Sam nie wiem co mam myśleć! Nie chce mi się słuchać twoich wyjaśnień. Może one też są kłamstwem. Co jeszcze wymyślisz?!
Z jej oczy płynęły strużki łez i nic już nie umiała powiedzieć. Stała patrząc się jak jej chłopak niszczy ich związek i nie umiała niż z tym zrobić. Przecież on i tak nie słuchał.
Wyszedł trzaskając za sobą drzwiami i rzucając ciche, choć wyraźne słowa „zakłamana zdzira”.
Tak właśnie się czuła. To ona wszystko popsuła. Ale przecież właściwie nie zrobiła nic złego. Daniel przyszedł do niej jeszcze wieczorem i oświadczył, że jakiś czas muszą od siebie odpocząć. Przeprosił ją za swoje słowa. Później wyszedł i zostawił ją samą. Właściwie zerwali...

Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Rozdział 11
"Będzie lepiej?"

Kilka dni później zaraz po szkole pojechała na rowerze do Daniela. Zapukała energicznym ruchem ręki w drewniane drzwi. Otworzyła jego mama. Starsza kobieta ubrana w czarną koszulę i sprane szare spodnie. Jej blond włosy sięgały do ramion.
-Dzień dobry. Jest Daniel?
-Jeszcze nie wrócił z treningu.
-Ooo zapomniałam. Rzeczywiście dzisiaj trening. To przyjdę później.
-Nie. Zaczekaj. On powinien zaraz być. Możesz zaczekać u niego w pokoju.
-No dobrze, zaczekam.
Kobieta posłała jej miły uśmiech i pokazała ruchem ręki by weszła do środka. Chwilę później dziewczyna siedziała przy biurku w pokoju chłopaka. Gdyby jego mama nie robiła teraz obiadu, dziewczyna zapewne siedziałaby z nią w salonie i rozmawiała o bieżących sprawach. W tej sytuacji nie chciała przeszkadzać. Minęło chyba z piętnaście minut. Wiola zdążyła rozglądnąć się po całym pokoju. Na parapecie stało kilka zdjąć w ramkach. Na ścianie koło drzwi było kolka dyplomów, a na półkach stały puchary i statuetki z wygranych turniejów. W szufladzie biurka leżała gazeta z artykułem, który czytała wczoraj wieczorem na internecie. Uśmiechnęła się do siebie i zamknęła delikatnie szufladę. Z dołu dobiegła ją rozmowa matki z Danielem.
-Tak mamo!- krzyczał zadowolony chłopak.
-Jestem z ciebie dumna.
Chwila ciszy.
-Na górze? Już do niej idę.
Daniel wbiegł po schodach na górę.
-Cześć kochanie. Mam dla ciebie dobrą wiadomość.
-Cześć. Jaką?
-Dostałem się do kadry!
Chłopak trzymał ją już w swoich objęciach.
-O gratuluję. Cieszę się twoim szczęściem.
-Długo na mnie czekałaś?
-Tylko chwilę.
Chwilę później siedzieli na łóżku.
-Wiesz ale powiedziałeś, że ty się dostałeś do kadry. A co z resztą zespołu? Przecież mieli was wziąć całością. Tak czytałam...
-No tak mieli. Wzięli ostatecznie tylko kilku ludzi od nas.
-Ilu?
-Ze mną trzech.
-To co teraz z resztą?
-Dalej będą się doskonalić.
Gadali tak do późnej pory. Za oknem zrobiło się ciemno i zimno. Za późno już było na jazdę rowerem.
-Odwiozę cię do domu. Zaczekaj jeszcze muszę ci coś dać.
-Co takiego?
Chłopak podszedł do szafy i otworzywszy ją spojrzał na nią z dziwną miną.
-No dobra. Ja się na tym nie znam. Chodź i wybierz sama?
Podeszła do niego niepewnym krokiem. Daniel objął ją od tyłu.
-Wybierz sobie kolor bluzy bo ja nie mam pojęcia jaki będzie ci dzisiaj odpowiadał.
-Oj głuptasie.
Chwyciła jego ramiona swoimi dłońmi.
-Niech będzie ta szara.
-Wedle życzenia.
Pocałował ją w policzek i wyjął bluzę z szafy. Pomógł jej ją założyć i gdy ta już na niej leżała wyglądała na niej jak duży worek na ziemniaki. Bluza zakryła krótkie spodenki dziewczyny. I było widać z pod niej tylko jej długie lekko opalone nogi.
-No to chodź.
Poszli do garażu po samochód i już kilka minut później byli już pod jej domem.
Wyłączył silnik samochodu.
-Nie mówiłaś dzisiaj o Alku...
-Nie odezwał się jeszcze.
-Pewnie napisze.
-Pewnie tak. Ale nie rozmawiajmy o tym.
-Masz racje.
Pocałował ją w policzek.
-Do jutra?
-Tak, do jura.
Pocałowała jego usta i wyszła z auta.
Była zadowolona dzisiejszym dniem. Cieszyła się, że jej chłopak dostał się do kadry. Nie mogła jednak doczekać się wejścia do domu. Tej chwili, gdy włączy komputer. Kiedy napisze Alek. Chłopak nadal był jej przyjacielem i już nie mogła doczekać się opisania mu wydarzeń dzisiejszego dnia. Wiedziała, że w jakiś sposób oszukała Daniela bo przecież była pewna, że Alek napisze tej nocy. Wczoraj też pisali. Cóż była trochę zdziwiona. Przecież normalny przyjaciel po takich słowach by się odwrócił. Odszedł albo zapomniał. Alek okazał się być inny niż myślała. Okazał się być prawdziwym przyjaciele. Było jednak coś dziwnego w ich przyjaźni. Czy tak naprawdę Alek spokojnie odpierał opowieści o Danielu. Jak jej były chłopak, jej pierwsza miłość mogła słuchać o jej nowej miłości. Jak się im razem układa, co się dzieje, jakie podejmuje decyzje... Może nie powinna myśleć o tym w tak samolubny sposób ale przecież była jago dziewczyną. Przecież to on nie całe dwa dni temu ją całował i to on chciał do niej wrócić. To Alek miał o nią walczyć do końca i tak robił. Tylko, że to najwidoczniej nie wystarczyło...


Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 10
"Pamiętaj o DZISIAJ"

Gdy wróciła już do świata żywych. Starła w łazience resztki tuszu do rzęs i nałożyła nowy makijaż. By ukryć zmęczenie ostatnimi dniami pomalowała kości policzkowe różem w kolorze fuksji. Na usta naniosła cienką warstwę różanej pomadki i wysłała wiadomość do Daniela. O treści :„Przyjedź do mnie”
Już dziesięć minut później chłopak był u niej w domu. Nie usłyszała nawet dzwonka. Pewnie jej mama widziała jak przyjechał i otwarła drzwi wcześniej. Wiola leżała na łóżku w swoim pokoju. Nagle drzwi się uchyliły.
-Cześć.
Poderwała się do góry.
-Cześć.
Podszedł do niej i schylił się by pocałować jej policzek.
-Coś się stało?
-Mam dla ciebie wiadomość.
-Słucham.
-Zerwałam z Alkiem.
-Jak zareagował? Krzyczał?
-Nie powiedział, że mogę na niego zawsze liczyć...
-Więc co teraz?
-Chyba nie powinniśmy, żyć w taki sposób. Ostatnie dni mają nastrój pogrzebowy. Nie chcę by tak było. Musiałam podjąć decyzje i to zrobiłam. Wybrałam ciebie.
Chłopak przerwał jej chaotyczny monolog namiętnym pocałunkiem. W końcu oddalił się od niej. Klęczał przed nią na kolanach, cóż tylko w taki sposób mógł się zrównać z nią wzrostem.
-Od teraz masz czystą kartę. Wszyscy powinniśmy zacząć od nowa.
-Tak masz racje powinniśmy zacząć wszystko od podstaw.
-Razem.
-Tak razem.
Z jednej strony czuła ulgę bo wiedziała, że cały zgiełk dobiegał końca, z drugiej strony nadal miała wyrzuty sumienia i nie czuła się tak jakby szybko miały one zniknąć. Sprawa niby dobiegła końca. Wszystko zostało rozwiązana. Daniel był zadowolony z jej wyboru. Alek odszedł na drugi plan. Ona miała przed sobą maturę i studia, a on karierę sportowca. Żyć nie umierać. Tej nocy miała już spokojnie zasnąć w swoim łóżku nie obawiając się nadejścia problemów. Daniel pojechał jakąś godzinę później. Przez cały ten czas śmiali się i żartowali. Układali nowe plany. Właściwie spokojnie mogła stwierdzić, że jest szczęśliwa. Nie mogła na nic narzekać. Miała wszystko. Kochających rodziców, dom, chłopaka, który zrobi dla niej wszystko i przyjaciół. Nie miała już sił by myśleć o kolejnych dniach. Dzisiaj jest dzisiaj. Co przyniesie jutro nikt nie wie i w to lepiej się nie zagłębiajmy.


Ciąg dalszy nastąpi
 

 

Rozdział 9
"Proszę weź mnie też..."

Około godziny 10 zadzwoniła do Alka.
-Halo?
Głos chłopaka brzmiał jakby od dawna czekała na ten telefon.
-Cześć. Możemy się spotkać?
-Tak, oczywiście. Przyjdę za 15 minut.
-Dobrze.
Tak bardzo bała się tej rozmowy. Wiedziała, że to co ma mu do powiedzenia może ostatecznie zniszczyć to wszystko. Była pewna, że Alek nie będzie chciała po tej rozmowie utrzymywać z nią jakiegokolwiek kontaktu. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego podjęła taką decyzję. Bała się, że Alek może zawieść ją jeszcze raz. Daniel był kimś zupełnie innym. Jego słowa nie miały w sobie tyle niepewności.
Ten kwadrans upłynął tak wolno, że Wiola omal nie odgryzła sobie ze stresu nadgarstka. Chodziła po kuchni dobierając słowa jakich powinna użyć. Tak czy inaczej próbowała sobie wmówić, że jeśli pomyśli nad tym co powie to całą sytuację będzie można jakoś złagodzić.
Jeszcze przed dzwonkiem do drzwi zdążyła otworzyć drzwi przed chłopakiem. Jego twarz była jeszcze taka pełna radością. Zdjął z głowy swoją szarą czapkę i wsadził ją do tej samej kieszeni co wczoraj.
-Cześć piękna.
-Hej.
Poszli do jej pokoju. Mijając salon dziewczyna wymieniła przerażone spojrzenie ze swoją mamą. Jej mina dodała jej trochę otuchy. Alek usiadł na łóżku, a ona zamknęła cicho drzwi.
Stała przed nim i zupełnie nie wiedziała od czego zacząć. Ze strachy miała spocone dłonie, a w ustach miała istną Saharę. Wszystkie słowa jakie miała wcześniej przygotowane poszły momentalnie w niepamięć. Chłopak obserwował ją badawczo.
-Jaką podjęłaś decyzję?- spytał niepewnym tonem.
Usiadła koło niego, żeby zyskać na czasie.
-Alek. Proszę nie bądź na mnie zły. Dobrze wiesz ile dla mnie znaczysz. Mówiłeś, że nigdy się na tobie nie zawiodę. Boję się zaufać drugi raz.
-A więc Daniel...- uśmiechnął się smutno- Nie przepraszaj. Mogłam wcześniej zastanowić się co robię.
-Proszę powiedz mi, że jeśli stąd wyjdziesz nie będziemy wrogami.
-Nie będziemy. Możesz na mnie zawsze liczyć. Z resztą chyba jeszcze pamiętasz moje słowa z liceum? „Przyjaciele zawsze”. Nic i nikt tego nie zmieni. Skoro jego wybrałaś akceptuję to. Na pewno podjęłaś słuszną decyzję.
Oparła głowę na jego ramieniu. Wiedziała, że traci kogoś kto odgrywa dużą rolę w jej życiu.
-Najwidoczniej to nam nie było pisane. Może tak ma zostać. Najwidoczniej mamy być przyjaciółmi i nic więcej.
Czuła jak z jej oczy uciekają pierwsze łzy. To co mówił było tak cholernie smutne i tak strasznie prawdziwe.
-Daniel wie?
-Nie... Je...szcze... nie.
Alek objął ją swoim ramieniem. Już nic nie powiedział. Siedzieli racząc się ciszą i swoja bliskością, która już nie miała się za szybko powtórzyć.
-Będę już iść. Czeka cię jeszcze rozmowa z Danielem. Nie będę wam przeszkadzał...
-Dobrze wiesz, że nigdy mi nie przeszkadzasz.
Ucałował ją w czoło wstał z łóżka i wyszedł z jej pokoju. Odwrócił się jeszcze raz. Spojrzał na nią za ramienia. Jego oczy były tamtego dnia dziwne obce. Nieobecne. Puste.
Chłopak zrobił kilka kolejnych kroków i zamknął za sobą drzwi. Wiola siedziała bezruchu i teraz do jej głowy przyszły słowa piosenki „Odchodząc” – Republiki. Teraz już nie było odwrotu. Choć tak bardzo chciała by chłopak wziął chociaż kawałek jej ze sobą. Już nie mógł. Zastawił po sobie tylko ciszę i setki wspomnień, które jeszcze nie raz miały zranić równie mocno jak ona zraniła dzisiaj jego.

Ciąg dalszy nastąpi
  • awatar Nanuśka .♥: świetne ;D zapraszam do mnie ;-)
  • awatar Gość: jak piszesz to nie zwracaj się bezpośrednio do czytelnika, niszczy klimat ;)
  • awatar Anissa: cudowne opowiadanie od pierwszego rozdziału <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Rozdzał 8
"Potrzebuję wczoraj"
Gdy jego samochód zniknął za zakrętem, weszła powoli do domu. Jeden i drugi tak bardzo się starali o kogoś takiego jak ona.
-Kochanie, możesz przyjść na moment?
Jej mama była nadal w kuchni. Wiola podeszła do stołu.
-Tak?- spytała.
-Bardzo miły ten twój Daniel.
-Wiedziałam, że go polubicie.
-Nawet twój ojciec go polubił.
-Mamo... Masz coś na myśli mówiąc o Danielu?
Musiała się upewnić. Wolała być pewna co do przemyśleń rodziców.
-Ja niczego nie chciałam ci sugerować. Ale skoro już spytałaś... Moim zdaniem on jest lepszy od Alka. Sympatyczny, dojrzały, utalentowany, z dobrymi manierami. Naprawdę nie dostrzegasz tego jak bardzo się o ciebie stara? Widać to było w każdym jego geście. Ja nie podejmę decyzji ale mówię ci to co czuję.
-Rozumiem. Też widziałam to jak bardzo się stara. Jak bardzo chciał wam czymś zaimponować.
-Udało mu się. Ojciec był wniebowzięty jak wspomniał o siatkówce.
-Tak. Omal z emocji nie zleciał ze stołka.
Zaśmiały się.
-Kto nie zleciał ze stołka?
Do kuchni wszedł jej ojciec. Przecierając kawałkiem swojej koszuli okulary.
-Nie, nie ważne.
Obie nadal rechotały.
-No wiecie. Pewnie znowu mnie obgadujecie.- zaśmiał się, nie był urażony jakoś tym faktem- A tak w ogóle Daniel to całkiem fajny chłopak. Polubiłem go.
-To dobrze. Mama też właśnie mi o tym mówiła.
-No, no.
-Ja idę do siebie. Muszę jeszcze trochę posprzątać.
Wyszła na górę i choć skłamała o sprzątaniu nie mogła inaczej wyjść z kuchni. Zmęczyła ją ta rozmowa. Daniel był taki wspaniały. Co z Alkiem? On już nie był dla jej rodziców tak idealny. A dla niej? Może rzeczywiście Daniel miał w sobie coś więcej. Nie umiała odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Siedziała do późna czytając to jedno archiwum to drugie. Kiedyś miała usunąć te wszystkie rozmowy z Alkiem ale nigdy nie dała rady. Czasem do nich wracała. Dzisiaj czytała znowu te wszystkie wspomnienia. Przeżywała to na nowo. Otwarła też wiadomości od Daniele. Niby tak krótki czas, a ich rozmów nie było tak mało. Włączyła stronę gazety24. Nie szukała długo. Już jako trzeci widniał nagłówek związany z zespołem siatkarskim Daniela. „Widzimy duże szanse do tytuł Mistrza.” Na kilku zdjęciach było dobrze zbudowana sylwetka chłopaka. Pewnie nie jedna dziewczyn oglądając myśli jak fajnie by było mieć takiego chłopaka. Nie była pewna co do swojej decyzji. Mijała kolejna noc, a ona znowu nie zmrużyła oka. Ten wieczór był jednak inny, ponieważ nie ciągnął się tak wolno.
Rano już wiedziała jaką podjąć decyzję. Myślała o zaproszeni Daniela i Alka do siebie ale stwierdziła, że to zły pomysł spotkania ich obu naraz. Jeden z nich będzie miał złamane serce, a drugi poczuje się zwycięzcą.
Zeszła na dół. Zrobiła sobie miętową herbatę. Siedziała przy stole mieszając w niej łyżeczką to w jedną, to w drugą stronę. Nie po to by ją ostudzić. Po prostu jeszcze kilka minut temu miała na nią naprawdę ochotę. Słyszała jak jej mama schodzi po schodach.
-Cześć.- rzuciła gdy kobieta ją minęła.
-Cześć. Jak noc?
-Szczerze? Beznadziejnie.
-Słyszałam jak chodzisz po pokoju.- pogłaskała ją po głowie- Ale już podjęłaś decyzję?
-Tak.
-Powiesz mi teraz?
-Daniel.
Matka czekała na dalszą wypowiedź córki .
-Zostaję z Danielem.
-To dobra decyzja.
-Oby...

Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Rozdział 7
"To nasze wybory tworzą przyszłość"

W salonie siedziała mama i gdy tylko Wiola weszła do domu ta ściszyła telewizor.
-I jak było?
Dziewczyna usiadła naprzeciwko mamy.
-Dobrze.
-Pogodziliście się?
-Tak.
Kobieta wyłączyła telewizor i odwróciła się do córki.
-Kochanie widzę, że coś jest nie tak. Możesz powiedzieć. Postaram się pomóc.
Wiola opowiedziała jej o całej historii związanej z Alkiem i Danielem.
-Cóż to trudna sytuacja. Chcesz mojej rady?
-Tak.
-Nie powinnaś ich dłużej zwodzić. Obaj czekają z niecierpliwością na twoją decyzję, którą tak czy inaczej będziesz musiała podjąć. Wiem, że to nic dobrego zranić któregoś z nich. To musi być twoja decyzja. Zdaj się na swoje serce.
Dziewczyna przytuliła mamę.
-Masz rację. Muszę podjąć decyzję jak najszybciej ale nie pochopnie. Zaczekam z tym do jutra.
-To dobra decyzja.
Wiola udała się do swojego pokoju. Załączyła radio i zaczęła sprzątanie. Robiła to w każdą sobotę. Właściwie nie było to aż tak męczące. Lubiła mieć wszystko na swoim miejscu i starała się do tego dążyć. Pościeliła łóżko, poukładała książki na półki. Posmutniała jak tylko skończyła, ponieważ dobrze wiedziała, że nie ma nic innego do roboty. Mogła tylko bezczynnie siedzieć i zastanawiać się co zrobić z tym całym chaosem. Usiadła na fotelu na którym jeszcze kilka minut temu były rozrzucone jej ubrania i z głośników wydobyły się delikatne akordy piosenki Adele – Someone like you. To dziwne ale tego dnia słuchała tej piosenki jak zahipnotyzowana. W jej kieszeni nagle zawibrował telefon. Wyciągnęła go pospiesznie z myślą o Alku jednak dzwonił ktoś inny. Odebrała.
-Cześć Wiola mógłbym wpaść do ciebie na moment?- głos Daniele przez telefon miał dużo gorsze brzmienie, już nie tak głębokie jak w rzeczywistości.
-Tak. Mógłbyś.
-To będę za kilka minut.
-Dobrze.
Jeśli mieli udowodnić jej, że się starają to mieli na to czas jedynie dzisiaj. Był ciekawa co powie jej Daniel. Minął kwadrans, a ona nadal siedziała w swoim pokoju ze wzrokiem wbitym w podłogę. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Wiedziała kto właśnie przyjechał.
Drzwi otworzyła jej mama i powitała ciepło chłopaka. Weź się w garść- pomyślała. Wstała wyłączyła radio i wyszła zostawiając uchylone drzwi. Daniel powiedział coś śmiesznego jej mamie bo ta rechotała tym swoim śmiesznie piskliwym śmiechem. Jej ojciec też śmiał się chyba w salonie. Zeszła po schodach.
-Cześć.- powiedziała chyba nieco za cicho.
-Kochanie może zaprosisz Daniela na obiad? Zaraz będzie gotowy?
-Zostaniesz na obiad?
-Mogę zostać jeśli chcesz.- uśmiechnął się łobuzersko.
-Chcę. Ale na razie chodźmy na górę.
-Dobrze już idę. Przepraszam państwa.
-Mamo zawołasz nas?
-Tak oczywiście.
Gdy tylko znikli z pola widzenia jej rodziców. Chłopak załapał ją w pasie.
-A więc? Czujesz się lepiej niż wczoraj?
-Tak lepiej. O wiele.
-To dobrze.
Usiadł na fotelu. Miał na sobie bluzkę w kolorze niebieskim, a na niej czerwoną bluzę.
-Spotkałam się dzisiaj z Alkiem.
-Co ci powiedział.
-Przeprosił mnie za wczoraj. Chce do mnie wrócić.
Chłopak przyciągnął ją do siebie i usadził na kolanach.
-Dalej nie jesteś pewna?
-Tak.
Wtuliła się w jego pierś.
-Cóż nie będę ci niczego obiecywał bo dobrze wiem, że nie lubisz obietnic. Nie będę też osądzał tego Alka bo nie wiem kim on jest. Nie znam go tak jak ty. Może i jest ode mnie lepszy. Wiem, że cię już raz zranił. Nie wiem czy jest w stanie zranić cię jeszcze raz. Chcę tylko powiedzieć, że ja bym tego nie zrobił. Nie zostawiłbym kogoś takiego jak ty. Sama widzisz co ze mną robisz. Kurcze z każdym dnie chcę spędzać z tobą więcej czasu. Uzależniam się od ciebie. Nie wiem co do mnie czujesz. Nie wiem też co czujesz do niego. Pogodzę się z twoją decyzją. Dobrze wiem, że będzie ona słuszna.
-Jesteś dla mnie ważny. Bardzo ważny. Zawsze tak będzie.
-Ty dla mnie też. Kocham cię coraz mocniej.
Pocałowali się.
-Obiad!- dobiegł ich głos mamy Wioli.
Zeszli na dół. Stół był już przygotowany. Na beżowym wyciętym po bokach obrusie leżały cztery nakrycia, a na środku postawiona była waza z gorącą jarzynową zupą. Usiedli do stołu. Kobieta z już lepiej wyglądającym warkoczem nalała każdemu zupę.
Wiolę zaskoczyła płynność rozmowy Daniela i jej rodziców. Jej tato nigdy tak z nikim nie żartował. Wszyscy śmiali się i trzeba szczerze przyznać dobrze się bawili w swoim towarzyskie.
-A czytali państwo już ostatnie wydarzenia?
-Nie a co się stało?- jej ojciec uniósł teatralni jedną brew.
-Za tydzień rozgrywki o tytuł „Mistrza Polski”. Mamy duże szanse. Powiedziałbym, że bardzo duże.
-Mówisz o siatkówce?
-Tak.
-Słyszałam, że mamy uzdolnionych siatkarzy ale nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę siedział przy wspólnym stole z jednym z nich. To gratuluję. Będę trzymał za was kciuki.
-My też. Prawda Wiola.- jej mama posłała jej spojrzenie o treści „obudź się”.
-Oczywiście.
Siedzieli przy stole jeszcze dobre pół godziny. Rozmawiając to o czymś niej lub bardziej istotnym.
-Trochę się zasiedziałam. Naprawdę muszę już iść. Dziękuje za pyszny obiad.
Chłopaka wstał od stołu.
-Liczę na to, że nas jeszcze odwiedzisz niebawem.- stwierdził starszy mężczyzna o siwych włosach z dużymi zakolami i okularach na czubku nosa.
Najwyraźniej jej tato naprawdę polubił Daniela.
-Tak, obiecuję. Do widzenia.
-Trzymaj się.- dobiegł ich już prawie za drzwiami głos jej mamy.
Stali na schodkach. Ona ze wzrokiem zagubionym gdzieś w oddali, a on wpatrzony w nią jak w największy skarb.
-Masz bardzo miłych rodziców.- stwierdził przerywając ciszę.
-Tak, są wspaniali.- uśmiechnęła się i spojrzała niepewnie w jego oczy.
Żadne z nich nie podjęło tematu rozmowy. Po prostu stali tak patrząc w swoje źrenice. Tak jakby wspomnienie tej chwili miało trwać wiecznie. Tak jakby zaraz mieli odejść na zawsze.

Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Rozdział 6
"Wybacz"

Już o 10;30 Wiola spanikowana chodziła po domu. Z nerwów nie mogła przełknąć ani jednego kęsa kanapki, którą wcześniej sama zrobił. Jej mama zeszła na dół w czerwonym dzianinowym szlafroku. Jej brązowe włosy były zaplecione w niezbyt starannego warkocza sięgającego do pasa. Kobieta podeszła do szafki wyjęła z niej mały talerzyk i czarny kubek w pudrowe kropki. Usiadła przy córce i nakładając na talerzyk bułkę i plasterek szynki, spytała z pogodnym wyrazem twarzy.
-Jak było?
-Bardzo fajnie.
-A kim był ten przystojny chłopka, który na ciebie czekał?
-To Daniel.
-Może go przyprowadzisz na obiad na przykład jutro? Będzie miło.
Wiola wiedziała, że jej mama nie ma zamiaru ją z nikim swatać. Po prostu chciała poznać jej przyjaciele ale chyba myślała, że jest on kimś wiej niż przyjacielem.
-No nie wiem. Jeszcze zobaczę.
-Dobrze.
Chwilę później dziewczyna wstała od stołu i spojrzała na swój telefon.
-Dobra, ja idę.
-A gdzie?
-Jeszcze nie wiem.- zmusiła się do uśmiechu.
-Z... Danielem?
-Nie z Alkiem.
-Alek wrócił?
Jej rodzice znali Alka. W końcu był jej chłopakiem. Nigdy niczego nie ukrywała przed swoimi rodzicami. Cóż chyba, że wagarów... Jej mama lubiła Alka choć po jego przeprowadzce jej nastawienie do niego nieco się zmieniło. Jej ojciec zaś od samego początku był do niego uprzedzony. Gdy pytała dlaczego go nie lubi nie umiała odpowiedzieć ale nie robił jej prze to za wielu problemów. Jak sam jej kiedyś powiedział „to twoje życie” i tu wcale nie chodziło o to, że jej rodzice byli obojętni bo tacy nigdy nie byli po prostu uczyli ją być odpowiedzialnym i samodzielnym człowiekiem. Zawsze służyli jej pomocą i radą i za to właśnie ich kochała.
-Tak wrócił.
-Na stałe?
-Tak.
-Chce dalej z tobą być?
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Chyba tak... Nie wiem. To skomplikowane. Z reszta opowiem ci później.
-Dobrze więc idź. To zapewne on.
-No to do później.
-Tak.
Przed drzwiami poprawiła swoje krótkie włosy i nie zastanawiając się długo otworzyła je.
Na schodkach stał Alek. Właściwie przez ten czas, gdy go nie widziała nie zmienił się tak bardzo. Miał tylko nieco dłuższe włosy, bardziej umięśnione ramiona, poza tym dalej było jak dawniej. Nadal ubierał się w koszule i trampki za kostkę. Tym razem buty miał koloru czerwonego. Koszula zaś była w barwach szarości, czerni i bieli. Rękawy podwinięte przed łokieć, a z bocznej kieszeni wystawała grafitowa czapka.
-Cześć.- powiedział pierwszy.
-Hej.
Zamknęła za sobą drzwi. I zeszła po schodkach omijając go.
-Gdzie idziemy?
-Do parku. Chyba, że chcesz gdzieś indziej?
Odetchnęła z ulgą. Po tym właśnie pytaniu była pewna, że jego osoba nie uległa większej zmianie. Zawsze liczył się z jej zdaniem i nadal tak było.
-Dobrze, chodźmy do parku.
Po drodze opowiadał jej jak bardzo mu się nie podobało w tamtejszej szkole. O tym jak bardzo mu jej brakował. Przeprosił ją też za wczorajszą noc. Stwierdził, że nie powinien się tak zachować.
-Zdziwiłbym się gdybyś nadal była sama... Liczyłem się z tym, że będzie ktoś inny ale uwierz gdy go zobaczyłem emocje wzięły górę. Nadal czuję to co kiedyś. Gdy cię zobaczyłem poczułem ulgę. Choć...- zaśmiał się zakrywając dłonią usta- Wolałem cię dawniej.
-Co to znaczy?
-W długich włosach wyglądałaś ładniej. Choć nadal jesteś śliczna.
-Dzięki.- pokazała mu język.
Byli już w parku i przeszli jeszcze kilka metrów by znaleźć jakąś wolną ławkę. Po tej stronie jednak wszystkie były zajęte. Przeszli wiec jeszcze kawałek i przystanęli nad jeziorem.
-Może usiądziemy tutaj?- spytał wskazując miejsce.
-Dobrze.
Usiedli koło siebie. To może dziwne ale nadal czuła się koło niego tak... bezpiecznie.
-Więc kto to?
-Daniel...
-Długo już ze sobą jesteście?- spuścił wzrok chyba po to by ukryć wyraz twarzy.
-Cóż... Właściwie to nie tak długo. To bardzo, bardzo krótko i właściwie nie wiem czy jesteśmy razem.
-Jak to? To kiedy to się zaczęło?
-Kilka tygodni temu. Miał być moim wyjściem awaryjnym na studniówce ale stało się nieco inaczej.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę. Dlatego tam się pojawiłam.
-To była niespodzianka. Naprawdę.
-Wiola... Ja wiem jak się zachowałam. Przemyślałem to wszystko. Nie będę naciskał. Dobrze wiesz co do ciebie czuję. Nadal uważam cię za „moją Wiole” to się nigdy nie zmieni. Zawiodłaś się na mnie. Dobrze o tym wiem... Proszę cię jednak o wybaczenie. Przecież nie mogłaś zapomnieć tego co między nami było. To nie była szczeniacka miłość. To coś więcej, to dużo więcej. Wiedz jedna ja się nie poddam. Za wiele dla mnie znaczyłaś, znaczysz i będziesz znaczyć.
-To było już tak dawno... Jak możesz twierdzić, że zapomniałam. Każdego dnia żyłam tymi wspomnieniami. Myślisz, że zmieniłam się tak bo się sobie nie podobałam. Patrz ile przez ciebie zrobiłam.
-To znaczy? Co zrobiłaś?
-Włosy obcięłam kilka tygodni po tym jak przestałeś pisać. Wyrzuciłam nasze rolki. W mojej szafie nie ma żadnych ubrań z tamtych czasów. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam zapomnieć. Przyrzekałam sobie, że nigdy ci nie wybaczę...
-Rozumiem.
-Ale nie umiem odejść z myślą, że cię stracę...
Nic nie powiedział. Dziewczyna powstrzymywała się od łez, a on po prostu przytulił ją tak jak kiedyś.
-Możesz na coś przymknąć oko?- spytał trzymając ją wtuloną w swoje ramiona.
-Na co dokładniej?
Pocałował ja w czoło, w nos i w usta. Nie tak jak na studniówce. Zupełnie inaczej. Pocałował ją tak jak wtedy gdy widzieli się ostatni raz. Siedzieli objęci jeszcze dobrą chwile.
-I co teraz będzie?- spytała.
-Nie mam pojęcia. To ty musisz podjąć decyzję. Jeśli chodzi o mnie to pogodzę się z każdą twoją decyzją. Musisz wiedzieć jedno, że od tej pory zawsze możesz na mnie liczyć.
Te słowa doprowadziły do tego, że jeszcze bardziej bała się podjęcia złej decyzji.
Później Alek odprowadził ją do domu i na koniec przytulił. Wiedziała, że tak jak Daniel chłopak nie podda się bez walki. Obaj mieli na celu udowodnienie jej jacy są wspaniali. Nie musieli tego pokazywać Wiola dobrze wiedziała, że tacy są. Obaj... No właśnie... Obaj.

Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Rozdział 5
"Nie powiem jak mi ciebie brak bo nie ma takich słów"

To była jedna z tych nocy, w które nie można zasnąć. Jeszcze przed wschodem słońca włączyła swojego laptopa. Przymrużyła oczy, gdy otworzyła stronę główną. Otworzyła komunikator gadu. Pojawiła się jedna wiadomość. Od „Alek”.
Zamknęła oczy... Dopiero po chwile wzięła się na odwagę i otworzyła wiadomość.
„Spotkajmy się. Jutro. Przyjdę po ciebie o 11.”
Przypomniała sobie te wszystkie momenty, gdy chłopak nie pisał, a ona ustawiała te wszystkie opisy. Te piosenki, które mówiły więcej niż słowa. Nie mogła już nawet zliczyć ile razy płakała przy „Pezet – Spadam, Gdyby miało nie być jutra”, „Myslovitz – Dla ciebie, Nienawiść, Kraków, Alexander” było też wiele innych ale to te najczęstsze. Nigdy więcej nie chciała tak bardzo przez kogoś cierpieć. Nie była pewne czy jeśli wybaczy Alkowi ten nie zrani jej po raz drugi. W życiu powinniśmy ryzykować ale czy tak naprawdę lubimy ten nagły przypływ adrenaliny, moment przyspieszenia serca... starach. Czy to jest aż tak ważne. Nie każdy umie postawić wszystko na jedną kartę. Nie wszyscy jesteśmy do tego stworzeni. Nie musimy tego lubić. Musimy to po prostu zrobić.
Leżała jeszcze kilka godzin zastanawiając się co mu powie. Była ciekawa czy Alek się zmienił. Może już nie był tym samym pokręconym buntownikiem. Nic z życiu nie mamy na stałe. Nic nie jest na zawsze. Może i Alek jest kimś innym. Kogo próbowała oszukać. To nie tego się bała. To ona się zmieniła. Już nie była tą samą Wiolą. Prawdziwą twarz kryła pod maską. Przez tyle czasu ukrywała przed wszystkimi, że jest zadowolona ze swojej obecnej sytuacji. Nikt nie wiedziała co czuje. Co myśli, gdy płacze po nocach. Dlaczego tak naprawdę ścięła włosy. Dlaczego wywaliła wszystkie swoje ubrania i zmieniła swój styl. No i dlaczego rozkręciła swoje rolki. Dwie pary. Wywaliła je później do kosza i gdy zobaczyła to jej mama to była niezła awantura. Tato jednak załagodziła całą akcję bo stwierdził, że jeśli coś było z nimi nie tak to mógł je naprawić. Przestrzegł ją tyko żeby więcej tak nie robiła i następnym razem przyszła do niego. Przyjęła ze spokojem te słowa ale dobrze wiedziała, że następnego razu ma nie być już nigdy. To już nie była ta sama osoba. Wszyscy polubili kogoś kim nie była ale czy tak naprawdę ona sama była tego świadoma. Może w życiu są potrzebne takie zmiany. Może przechodziła tylko okres buntu. Ale czy to oznaczało, że miłość do Alka była tylko rodzajem terapii. Okresem przejściowym. Testem? Możliwe, że właśnie go zdała, a życie ma się toczyć dalej bez tej osoby. A jeśli on jej takiej nie zaakceptuje. Jeśli dawnej Wioli nie da się zastąpić tanią przeróbką...

Ciąg dalszy nastąpi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Rozdział 4
"Serce nie sługa"

Była godzina 2;40. Daniel zatrzymał się samochodem tuż pod jej domem. Dziewczyna ze wzrokiem utkwionym w podłodze nie odzywała się prawie od chwile wyjścia ze sali. Cóż tam też za dużo nie mówiła. Rzuciła tylko kilka słów „idziemy”, „bawiłam się dobrze” i kilka innych, które już teraz nie były aż tak istotne. Daniel dotknął jej policzek wierzchem swojej dłoni.
-Możesz mi dokładniej powiedzieć kto to był?- spytał cicho dobierając dokładnie każde słowo bojąc się najwidoczniej jej reakcji- To twój były ale reszty nie rozumiem... Skoro zerwaliście to dlaczego przyszedł?
Wiola wzięła głęboki wdech i poprawiła się na siedzeniu. Spojrzała mu bez słowa w oczy. Dobrze wiedziała, że powinien wiedzieć. Należały mu się wyjaśnienia. Karmelowe oczy chłopaka w ciemnym aucie nabrały bursztynowego kolory i błagalnie prosiły o słowa „on już dla mnie nie istnieje” albo coś w tym stylu. Niestety tak jednak nie było. Gdy dziewczyna zobaczyła Alka jej serce waliło jak młotem. Uderzenia były tak intensywne i ostre, że gdyby podłączyć ją pod kardiogram to pewnie wyszłoby, że dziewczyna ma napad arytmii. Jedno było pewne nadal coś do niego czuła, a żeby tego było mało czuła też coś do chłopaka, który siedział teraz tuż obok niej. Beznadziejna sytuacja ale co poradzić takie jest już nasze życie...
-Bo widzisz... To był Alek mój były chłopaka. Poznałam się z nim w liceum. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Oboje lekko zbuntowani.- ze spuszczonym wzrokiem opisywała wydarzenia, które tak bolała ale i cieszyły, tak że uśmiechnęła się na samo ich wspomnienie- Później wyjechał. Straciliśmy ze sobą kontakt. Ale właściwie nigdy nie zarwaliśmy. Teraz wrócił... Sama nie wiem mam mentlik w głowie. On myślała, że nic między nami się nie zmieniło, a przecież minęło tyle czasu. Ja właśnie starałam się ułożyć to wszystko... i ułożyłam. Mam ciebie... Ale wrócił.
Zamilkła. Wypowiedzenie jeszcze jednego słowa sprawiłoby, że z jej oczu wylałyby się stróżki łez. Wiola czuła na sobie spojrzenie Daniele. Nie miała odwagi poparzyć mu prosto w oczy. Wiedziała, że w tej chwili pewnie są one przepełnione smutkiem i strachem... Strachem przed utratą kogoś kogo serce zdobył tak nie dawno.
-Czyli nadal coś do niego czujesz...
-Tak. Nie wiem... Chyba tak. Przepraszam.
-Nie przepraszaj.
Objął ją i pocałował.
-Masz mnie. Ja mam ciebie. Nie chcę cię stracić. Nie poznałem jeszcze kogoś takiego. Jeśli będzie trzeba będę o ciebie walczył do końca i udowodnię ci to co dla mnie znaczysz.
Chłopak powiedział jej to prosto w oczy i w żadnym z tych słów nie było ani trochę kłamstwa. Przytuliła go. Wiedziała, że jutrzejszy dzień będzie już zupełnie inny, kolejne tygodnie zmienią się diametralnie. Możliwe, że popełni najgorszy błąd swojego życia albo jego przeciwieństwo. Bała się podjęcia decyzji ale niestety została przyparta do muru.
-Muszę iść.- ucałowała chłopaka- Dobranoc.
Wyszła z samochodu i zamknęła drzwi. Pomachała mu jeszcze na pożegnanie i ruszyła do drzwi domu. Gdy tylko je za sobą zamknęła opadła z bezgłosem na ziemię i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili wzięła kilka głębokich wdechów. Zmusiła się do zdjęcia butów. Wstała i wyszła po schodach kierując się do swojego pokoju. Tam rzuciła się od razu na łóżko. Była za bardzo zmęczona by zmyć makijaż, przebrać się w piżamę czy zrobić cokolwiek innego. Od natłoku wydarzeń bolała ją głowa. Spod jej powiek wypływały duże łzy. Rozmywały jej tusz, plamiły jej beżową pościel, sklejały jej ciemne włosy... ale czy to teraz było ważne. Nie dla niej. Panicznie bała się kolejnego dnia. Tego co z nim nadejdzie. Wiedziała, że będzie musiała się spotkać z Alkiem. Jeśli nie jutro to w kolejne dni. Była pewne, że on przyjdzie do jej prędzej czy później. Nie tylko po wyjaśnienia. Będzie przekonywał, prosił, krzyczał, błagał. To zapewne doprowadzi ją do łez. Najgorsze jednaka jest to, że nie wiedziała kogo bardziej kocha. To może głupie pokochać kogoś, kogo zna się tylko kilka tygodni. Kogoś kogo pocałowało się pierwszy raz dopiero teraz. Jak można pokochać kogoś kto miał być tylko wyjściem awaryjnym i w najlepszym wypadku przyjacielem. Cóż prawda jest taka, że „serce nie sługa” !

Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Rozdział 3
"Życie może jeszcze zaskoczyć"

Nudnawe przemówienie. Zatańczenie tradycyjnego poloneza i zabawa zaczęła się rozkręcać. Tańcząc kolejne wygibasy z Danielem bawiła się wspaniale. Nagle z głośników wydobyły się pierwsze akordy jakiejś wolniejszej piosenki. Poczuła się trochę głupio i już miała schodzić z parkietu gdy chłopa objął ją w tali i wyszeptał do uch „mała nie uciekaj mi proszę”. Jego warga dotknęła górnej części jej ucha. Przyprawiło ją to o ciarki na placach. Już tak dawno się tak nie czuła- pomyślała. Nie wiadomo kiedy na parkiecie zaczęły wirować różne myśli. Już od kwestii czasu zależało to czy się pocałują. Widziała wyraz jego twarzy. Jego spojrzenie mówiło samo za siebie. Piosenka dobiegała końca, a usta chłopaka z każdym ułamkiem sekundy były coraz bliżej. Nie oddaliła się jednak. Byłą przekonana, że za długo sama się obwiniała. Za długo czekała... A teraz właśnie całowała się z chłopakiem, do którego najwyraźniej coś czuła. Przez następne godziny zabawa jak dla niej ucichła. Tylko na kilka minut usiadła przy stoliku, gdzie siedziała Kamila jej chłopak oraz Justyna, która w rozpuszczonych włosach prezentowała się oszałamiająco. Siedziała lekko zgarbiona trzymając na nodze obolałą stopę.
-Nigdy więcej tych butów.- mruknęła pod nosem.
Wiola oparła się o miękkie siedzenie. Daniel i Michał (chłopak Justyny) wyszli na chwilę na zewnątrz.
-Ej dziewczyny kto to taki?- zapytała Kamila wskazując na kogoś w drzwiach.
Wiola obróciła się szybko i była pewna, że zobaczy tam jakiegoś rodzica jednak tam był ktoś inny. Ktoś kogo nie miała już nigdy zobaczyć.
-O Boże...- wyszeptała.
Żadna z dziewczyn tego nie usłyszała. Wiola wstała od stołu i ruszyła w stronę ALKA. Czuła się jak ostatnia zdzira z myślą, że przed chwilą całowała się z innym. Wzięła głęboki wdech.
-Co ty tu robisz?- spytała o dziwo bardzo spokojnie.
-Wiola!- wyksztusił objął ją swoimi ramionami.- Tyle cię nie widziałem.
Odsunęła się od niego.
-Wróciłeś?
Chłopak spoważniał.
-Tak. Nie cieszysz się?
-Cieszę. Tylko ....
-Co tylko?
-Wszystko się zmieniło. Myślisz, że wróciłeś po tak długim odstępie czasu, a ja rzucę ci się na szyję.
-Czyli nie cieszysz się? Rozumiem dużo się zmieniło i naprawdę przykro mi, że nie pisałam ale stwierdziłem, że to nie ma sensu cały czas się kłócić. Widziałam, że to nam dobrze zrobi. Zrozum tak było lepiej.
-Lepiej dla kogo!?
Chłopak złapał jej roztrzęsione ręce, przyciągnął ją bliżej siebie i pocałował. W pierwszych sekundach stawiła opór ale dobrze wiedziała, że nie da rady mu się oprzeć. Za dobrze ją znał. Widziała co musi zrobić w danym momencie. Gwałtownie się oswobodziła bo właśnie do niej dotarło co robi i jakie mogą być tego skutki.
-Nie wiem czy jestem w stanie zapomnieć o tym co się działo.- powiedziała oschłym tonem.
-Przecież nic się nie działo.
-Może dla ciebie.
W tym właśnie momencie podszedł do niej Daniel. Złapał ją od tyłu w tali.
-Coś nie tak?- spytał spokojnie.
Alek spojrzał na niego wzrokiem mordercy.
-No to teraz widzę, że u ciebie to się działo!
-Alek zostawiłeś mnie i to na długo...
-Co on ma być niby w czymś ode mnie lepszy?- jego głos drgał ze złości.
-Przestań!
-O co ci chodzi koleś? Masz jakiś problem?- Daniel podszedł do niego o krok.
Wiola wiedziała, że jeśli nic nie zrobi to cała impreza skończy się bójką jej byłego i obecnego chłopaka.
-Przestańcie!- wrzasnęła.
Nie wiedziała, do którego z nich czuje większe uczucie. To właśnie stało się jej przekleństwem.
Na szczęście emocje zostały opanowane i Alek wyszedł z lokalu rzucając słowa „czeka nas długa rozmowa KOCHANIE”. Daniel zaoferował dziewczynie swoją pomoc w tej sprawie ale wiedziała, że to musi załatwić sama. Wiedziała, że czeka ją rozmowa z Alkiem ale sama nie była pewna co mu powie. Dalej coś do niego czuła. Zawsze coś do niego czuła. Za wiele dla nie znaczył, żeby teraz stał się jej wrogiem. Cóż niestety w miłości nie można iść na ugodę. Szczególnie w takiej sytuacji. Nie może podjąć decyzji nie raniąc któregoś z nich. W MIŁOŚCI JAK NA WOJNIE... To albo zaleto albo przekleństwo całej sytuacji.


Ciąg dalszy nastąpi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

Rozdział 2
"I need you... ?"

Mijały dni i miesiące. Nie mogła na nic narzekać. Pisali, rozmawiali. Była prawie tak jak dawniej. Niestety prawie robi ogromną różnice. Dziewczyna tęskniła. Za jego dłońmi, które tak idealnie splatały się z jej palcami, za jego uśmiechem, za pocałunkami, które były tak wspaniałe, za bliskością jego ciała. Wraz z nowym rokiem zaczęły się kłótnie, wyrzuty i żale. Jednak wciąż było dobrze. Każda kłótnia po krótszym czy dłuższym czasie kończyła się zgodą. Jej życiem zawładnęła zwykła rutyna. Pobudka, szkoła, rozmowa z Alkiem, zadanie, komputer... Cóż nie było w tym nic nadzwyczajnego. Ale już niebawem Wiola miała za tym właśnie tęsknic. Minęły kolejny miesiąc, a ich rozmowy były coraz rzadsze. Gdy chłopka dzwonił to jego głos brzmiał jakoś inaczej. Coraz częściej w słuchawce zapadała cisza, aż w końcu nawet ciszy zabrakło. Kontakt się urwał. Płakała bo wiedziała, że nic już nie wróci do normy. Już nic nie było takie jak dawniej. Wszystko się zmieniło. Brakowało nawet tej cholernej ciszy w telefonie. Pewniej nocy wbiegła do łazienki cała zapłakana. Tak bardzo chciała wrócić czas. Jednak człowiek choć rozumny to tak słaby i bezsilny. Na swoje ramiona musi wziąć to co mu da los. Wzięła do ręki ostre nożyczki, spojrzała w lustro, otarła nasycone tuszem krople łez i rozpuściła włosy. Brązowe pasma opadły kaskadą na jej ramiona. Wzięła głęboki wdech i ucięła je tuż za uchem. Ścięła też prostą grzywkę. Gdy wyrównała końce czuła się w jakiś sposób wyzwolona ale i pusta. Nie powinna robić głupstw, a jednak dała się ponieść pokusie. Zmyła resztki tuszu. Założyła szarą czarną czapkę i wyszła do swojego pokoju. Siedziała prawie cały wieczór płacząc i zastanawiając się co o tym wszystkim sądzić. Wiedziała, że miedzy nie będzie już dobrze. Przecież był jakiś powód... Musiał być. Tak sobie to przynajmniej tłumaczyła.
Nie było proste wmówić sobie, że on już nie wróci. Nie tak łatwo było zrozumieć, że to koniec z osobą, która znaczyła dla nas wszystko. Obiecała sobie jedno: że nigdy więcej nikomu już tak bardzo nie zaufa.
Dobrze jednak wiemy jak to bywa z obietnicami... Nie możemy rozkazywać własnemu sercu. Minęło kilka lat i powoli zbliżała się matura. Koniec liceum. Ostateczne wkroczenie w dorosłość. Cóż wszystko to poprzedzała studniówka na którą nie miała się z kim wybrać. Wyszła z sali po lekcjach ze swoją najlepszą przyjaciółką Justyną i kilkoma innymi dziewczynami.
-Wiec z kim idziecie?- spytała któraś z nich.
Wszystkie odpowiedziały jednocześnie :Michał, Janek. Kacper, Łukasz itp. Ona sama czuła się okropnie zażenowana faktem, że najwyraźniej pójdzie sama.
-A ty Wiola?
-Jaaa... Nie wiem...
-Jak to?
-Eeee... Nie mam za bardzo z kim iść.
-Wiem, wiem! Mam genialny pomysł. To wspaniałe!- zaczęła piszczeć Kamila- Nie masz się o co martwić mój chłopak ma fajnych kumpli. Oni są naprawdę na poziome. Załatwię ci jednego. Zgodzi się jestem nawet bardziej niż pewna.
-Nie no nie wie...
Po długich namowach zgodziła się. Wieczorem Kamila podesłała jej numer do Daniela. Właściwie od samego początku był dość sympatyczny. Był wysokim brunetem o karmelowych oczach. Był od niej starszy o dwa lata. Nie był zajęty. Uwielbiał grać w siatkówkę. Należał do klubu sportowego, który reprezentował ich województwo. Zadziwiająco szybko się polubili. Jednak dala trzymała dystans. Minęły kolejne dni i coraz bliżej była studniówka. Wiola spotkała się między czasie z Danielem i było oczarowana jego urodą i ogólnie całą jego osobą. Życie podrzuciło jej kogoś kto rozumiał ją jak stary przyjaciel. W kilka dni przed „wielkim dniem” widywali się prawie każdego dnia. Nie można oszukiwać stali się dobrymi kumplami.
Wieczorem ubrana w czarną sukienkę z białym, koronkowym kołnierzykiem i w wysokich czarnych szpilkach nawet nie musiała na niego czekać. Był pod jej domem nawet przed czasem. Czekała na nią w granatowym BMW mini z czarnym dachem. Wsiadła do środka.
-Robi wrażenie. Twoje?
-Nie mojego ojca ale jak mu pomogę w zakładzie przy naprawianiu aut to mi go pożycza.
Uśmiechną się i dopalił silnik samochodu.
-Bardzo ładnie wyglądasz.- powiedział odjeżdżając.
Dziewczyna zaśmiała się pod nosem i chyba z lekka zarumieniła. Kilka godzin przed lustrem doprowadziło ją do wyglądy pięknej dziewczyny o fryzurze Martyny z filmu „Leon zawodowiec”. Do tego mocniej pomalowane oczy. Cóż wyglądała całkiem dobrze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział 1
"Przyjaźń, a może coś więcej?"

Co byście zrobili gdyby wasza sympatia was zostawiła? Odeszła, wyjechała, porzuciła. Nie dlatego, że nie kochała lecz dlatego, że musiała. Jak bardzo boli tęsknota? Ile trzeba poświęcić by zapomnieć. Szerzę mogę stwierdzić, że zapomnienie całkowite nie istnieje. Zawsze coś nam się przypomni. Nie możemy zniszczyć wspomnień, możemy tylko starać się aby nie były one dla nas aż tak ważne. No właśnie ... „starać się”.
Wiola była dziewczyną spokojną i skrytą. Wszystko co ją bolało, cieszyło czy raniło przeżywała wyłącznie sama. Nie miała wielu przyjaciół od zawsze była typem samotnika. No i w końcu pojawił się on. Zbuntowany chłopiec, który tak samo jak ona nie umiał odnaleźć się w całej tej szkole. Poznali się jakieś dwa tygodnie po jego przyjściu. Zeszła na dół do szatni. Trwała jedna z dłuższych przerw. Wiola zeszła po stromych wyłożonych grafitowymi płatkami schodach. Wyskoczyła za zakrętu i potknęła się o coś leżącego na ziemi. Straciła równowagę i upadła na ziemię. Upadek stłumiło coś leżącego w okolicy jej brzucha i klatki piersiowej. Wsparta rękami poderwała się do góry. Miała zamiar krzyknąć na coś albo kogoś kto sprawił, że doprowadziła się do stanu zdenerwowania. Odwróciła się do ściany... Przed nią stał chłopak o blond kręconych włosach i oliwkowych oczach.
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że ktoś tutaj przyjdzie o tej porze.- tłumaczył się nerwowo.
Poprawiła torebkę na ramieniu i odeszła bez odpowiedzi do swojej szatni. Zgarnęła swoją czarną skórę i wyszła. Zatrzymała się po kilku krokach.
-Co tutaj robiłeś?
-Siedziałem.
-Sam?
-Tak.
Odwróciła się i podeszła do niego. Chłopak siedział przy grzejniku. Miał na sobie zielono czarną koszulę w drobną kratkę. Na nogach miał czarne converse, a po jego prawej stronie leżał plecak oklejony naklejkami z nazwami zespołów. To na niego Wiola upadła.
-Nie lubię swojej klasy...- stwierdził.
Gestem głowy wskazał na jej kurtkę.
-Gdzie idziesz?
-Właściwie to jeszcze nie wiem...
-Znam jedno fajne miejsce.- uśmiechnął się tajemniczo i wstał- Idziemy?
-Niech będzie.
Po piętnastu minutach byli na ławce przy placu zabaw na małym osiedlu, które widziała pierwszy raz. Siedziała właściwie przy chłopaku, którego w ogóle nie znała. Nie wróżyło to nic dobrego. Była pewna, że i on okaże się dupkiem. Tak jak wielu innych ludzi, którym zaufała i na tym polegał jej błąd.
-Dlaczego poszłaś z lekcji?- spytał.
-Sama nie wiem. Chyba dlatego, że od dawna tego nie robiłam. A ty?
-Bo wydajesz się być spoko.
Uśmiechnęli się do siebie.
-Po czym tak wywnioskowałeś?
-Na większości przerw siedzisz sama. Jak z kimś gadasz to widać, że chcesz z nim rozmawiać. Wyglądasz lepiej niż dziewczyny z różnych klas.
-Dlaczego?
-Bo widać, że jesteś w stu procentach sobą. Nie biegniesz za modą. Widać, że czujesz się w tym dobrze.
-Racja.
Zapadła cisza, a dziewczyna głupio się czuła bo wiedziała, że wzrok chłopaka jest skupiony na jej osobie.
-Pominęliśmy ważny fakt.- powiedziała po chwili. Jestem Alek.
Podał jej rękę.
-Wiola.
Tak właśnie wszystko się zaczęło. Od tamtej pory znikali wszędzie razem. Chłopak nieuchronnie stawał się jej dobrym przyjacielem. Po kilku miesiącach spotykali się po lekcjach. On zapraszał ją do siebie i na odwrót. Zaczęły się wypady na miasto. Dziewczyna nawet nie odczuwała mocno faktu, że chłopak był od niej starszy o rok.
Pewnego letniego popołudnia zaprosiła go na spotkanie z niespodzianką. Chłopak przyszedł jak zawsze pod jej dom.
-Cześć.- powitała go biegnąc z dużą torbą treningową na ramieniu.
-Cześć piękna. Co tam masz?
-Chodź, chodź.
Na chodniku położyła torbę i usiadła.
-Siadaj!- nakazała.
Dziewczyna rozsunęła torbę.
-Oto moja niespodzianka.
-Rolki!
Wilka podwinęła rękawy swojej czerwonej bluzy i zebrała swoje długie, czarne włosy w koński ogon.
-Nie umiem jeździć... – skwitował.
-Nauczę cię. Ubieraj!
-Do czego ty mnie zmuszasz kobieto.
Oboje się zaśmiali.
Na rolkach Alek trzymała się jak staruszka, która natychmiast potrzebuje wózka inwalidzkiego. Na szczęście w jakiś sposób dojechali do końca jej ulicy gdzie mało kto jeździł autem.
-Tyle ja już nie dam rady...
Usiedli na chodniku. Chłopak objął jej swoim ramieniem.
-Słuchaj mała to nie dla mnie.
Pokręcił głową.
-Poddajesz się?
-Chyba tak.
-Jeśli tak to musisz zrobić jedno...
-Co takiego?
-Złap mnie!
Podniosła się i odjechała na drugi koniec drogi. Śmigała na rolkach i robiła najróżniejsze figury, a Alek jedynie patrzył na nią jak zahipnotyzowany. Kusił go jej promienny uśmiech, jej gładka, jasna szyja, jej różowe usta, jej wzrok tak beztroski. Odpiął szybko rolki i na boska podbiegł do uciekającej dziewczyny.
-Nie ma tak! To nie fair!- wrzeszczała.
Alek złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Była na tyle silny by podnieść ją do góry.
-No i co teraz?- spytał głośno się śmiejąc.
-Puszczaj!
-Podajesz się?
-Poddaje.
-Jeśli tak o zostaje nam jedno...
-Co takiego?
Powoli opuścił ją na ziemię. Nie oddalił się ani trochę. Stykali się klatkami. Wiola była niższa od niego prawie o pół głowy... teraz. W rzeczywistości bez rolek byłą o wiele mniejsza. W końcu miała tylko metr sześćdziesiąt pięć. Chłopak dotknął jej policzka. Ich wargi były coraz bliżej i bliżej. I tak oto wierni sobie przyjaciele znaleźli się w swoich ramionach, rozkoszując się smakiem pierwszego pocałunku. Od tamtej pory byli parą. Pasowali do siebie jak mało kto...
Minęły wspaniałe dwa lata. Alek był na ostatnim roku liceum. Ich miłość kwitła. Z każdym dniem było jeszcze piękniej. Oboje wiedzieli, że mają przed sobą wspólną przyszłość. Po prostu jedno potrzebowało drugiego.
Szkołą dobiegła końca. Kilka dni po zakończeniu roku szkolnego do domu Alka przyszła Wiola. Miała na sobie fioletowa sukienkę, jego białą bluzę i krótkie białe converse. Tuż za drzwiami obdarowała chłopaka namiętnym pocałunkiem. Przeszli do jego pokoju. Śmiali i droczyli nawzajem.
-Alek.- zawołał ojciec- Pozwól na chwilę.
-Poczekaj minutkę.
Wyszedł zostawiając uchylone drzwi.
Ściany pokoju były w kolorze granatowym. Nad łóżkiem wisiały plakaty takich zespołów jak; Queen, The Beatles, Aerosmith itp. Po drugiej stronie pokoju stało biurko a na nim laptop i lampka, obok szafa w ciemnym odcieniu brązu. Z pokoju słychać było ... kłótnie.
-Nie! Co to w ogóle jest za pomysł?!- krzyczał chłopak.
-Nie obchodzi mnie to! Co ja ci na to poradzę...
-Odwołaj to wszystko!
-Nie mogę. Mamy jeszcze trochę czasu. Zdążysz wszystko załatwić.
-Załatwić?! Niczego nie będę załatwiał!
Wiola zaniepokojona stała nieruchomo. O co mogło chodzić. Co Alek miał załatwić. Co się działo.
Chłopak wpadł zły do pokoju. Usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach. Podeszła do niego przytuliła go i usiadła na jego kolanach.
-Co się dzieje?
-Mój ojciec. Mamy się wyprowadzić.
-Gdzie?
-Do innego miasta. Ale nie wyprowadzimy się nie martw się. Nie zostawię cię.
Pocałował ją w czoło i mocno przytulił.
Po dwóch tygodniach temat przeprowadzki wrócił i już miał nie zniknąć...
Alek przyjechał do niej na rowerze.
-Cześć.
Zaprowadziła do salonu i usiadła na sofie.
-Słuchaj nie mam dobrych wiadomości. Pamiętasz całą tą kłótnię z moim ojcem?
-Tak...
-Przenieśli do fabryki w innym regionie. Musimy się przeprowadzić.
-Na pewno nie będzie aż tak źle. Przecież są autobusy i inne środki transportu.
-Wiola to miasto jest oddalone o 200 kilometrów.
Spuścił wzrok i dziewczyna była pewna, że wyraz jego twarzy opanowała rozpacz.
-To ponoć jest tymczasowe przeniesienie bo tu ma być remont. Wrócimy... Za jakiś czas.
-Jaki czas?
-Nie mam pojęcia. Oby jak najszybciej. Nie wiem jak ja tam sobie dam radę bez ciebie.
Przytulili się i długi czas tak przesiedzieli w ciszy.
-Kiedy?
-Jutro.
Jutro to jakiś żart!- pomyślała. Miała chęć się rozpłakać. Nie, nie możesz!- wmawiała sobie. Jednak po jej bladym policzku spłynęły łzy.
-Hej. Nie płacz mi tutaj. Popatrz na mnie.- otarł jej łzy wierzchem swojej ręki- Wrócę. Najszybciej jak to możliwe.
Następnego dnia pożegnali się na dworcu pociągowym. Jego rodzice siedzieli już w przedziale, a on nie mógł rozstać się z nią przy wejściu.
-Dobrze już musze iść. Zaraz odjazd.
-Tak.
-Do zobaczenia mała. Napisze do ciebie wieczorem.
-Do zobaczenia.
Pocałowali się i chłopak odwrócił się by odejść. Zrobił kilka kroków i nagle odwrócił się gwałtownie. Podbiegł do niej i pocałował ją tak jak nigdy. W tym pocałunku było tyle jego, tyle chęci zostania przy niej, tyle pożądania. Trzymał ją w objęciach jeszcze chwilę.
-Idź. Już idź.- ponagliła go bo koła pociągu drgnęły, a maszyna była gotowa do odjazdu.
Ucałował jej czoło i zniknął za drzwiami.
Pociąg ruszył i jego machająca dłoń za szybą szybko znikła jej z oczu, które napełniały się coraz szybciej łzami.
Wróciła do domu i już czułą silną chęć zobaczenia się z nim ale wiedziała, że od jakichś 40 minut jest to już niemożliwe.

Ciąg dalszy nastąpi
 

 
Spojrzenie, które dla mnie znaczy tyle co cały świat dla ciebie jest jedynie kolejnym nic nie znaczącym przypadkiem.- m.
 

 
Każdy dobrze wie, że w życiu wraz z upływem czasu niektórych rzeczy żałujemy... Zawracamy sobie głowę myśleniem dlaczego to zrobiliśmy. Zazwyczaj to są drobne sprawy. Lecz nie zawsze... Czasem z tymi chwilami słabości wiążą się pewne skutki. Możemy nawet nazwać to pamiątkami. Jednym z przykładem jest okaleczanie się. Tak, na samym początku osoby to praktykujące czują ulgę. Nareszcie przez mały moment mogą zapomnieć o całym świeci. W tym ułamku sekund liczy się tylko ból i skaleczenie... oczywiście przyśpieszone bicie serca i drżące dłonie, a później wszystko wraca... Blizny jednak zostają i są jak pamiętniki z których możemy odczytać całe życie tej osoby.
Wszyscy w młodości narzekamy na swoich rodziców. Nie, nie oszukujmy się. Jedni się z tym nie kryją inni tłumią to w sobie. Czasami rodzice doprowadzają nas do granic wytrzymałości wtedy wchodzimy do swojego pokoju trzaskamy drzwiami, mamy napad złości i często rzucamy czymś co nam się wtedy złapie w rękę. Zeszyt, telefon, piórnik długopis i takie tam inne. Czasem wbiegamy też do swojego pokoju zamykając cicho drzwi i krzycząc w myślach, opadamy z bezgłosem na podłogę i zalewamy się łzami. Rodzice <3 A jednak ich kochamy i nic ani nikt tego nie zmieni.
Tak właśnie było w przypadku pewnej dziewczyny. Miała na imię Emilia. Chodziła wtedy do klasy pierwszej liceum. Nowi ludzie, nowe znajomości. Czas trudny dla każdego ale jak miło to przeżyć. Była jednym z prymusów. Jako druga była zapisana na liście przyjęć do najlepszego liceum biol.-chem. w mieście. Jej rodzice byli lekarzami. Mama onkolog, a ojciec ortopeda. Mieli niesamowity dom, który nie jednej osobie zaparł dech w piersi. Była też wielka kupa pieniędzy, która nie raz była wydawana bez najmniejszego namysłu.
Tak, spokojnie można stwierdzić, że Emilia była dzieckiem, które mogło pozwolić sobie na każdy kaprys. Nowe buty, nowe ubrania... chcesz nowe meble? Już się robi. – to na tej podstawie działał ich dom. Zatrudniona była nawet służka. Ktoś powiedziałby „żyć nie umierać”, a jednak...
Pod koniec pierwszej klasy dziewczyna poznała miłego chłopaka- Janka.
Nie chodził z nią do szkoły. Poznała go przez jedną z koleżanek. Chłopka chodził do pobliskiego liceum i był na trzecim roku. Co prawda nie była to szkoła o takim samym poziome ale czy to ważne? Dla niej na pewno nie. Początkowa przyjaźń zaczęła znaczyć dla niej coś więcej. Chłopak o dziwo dogadywał się z nią jak z żadną inną dziewczyną. Grał na gitarze akustycznej ale nie był żadnym zapaleńcem. Gdy siedziała u niego w domu i słuchała jak melodyjnie uderza w struny jednocześnie rozpływała się w tych dźwiękach ale z drugiej strony wiedziała co się stanie jeśli jej mama dowie się gdzie naprawdę jest i co ważniejsze z i kim jest! Nie mogła jej powiedzieć. „Kochanie w życiu najważniejsze jest wykształcenie nic więcej pamiętaj”- to właśnie było jej motto życiowe, które wpajała jej od dzieciństwa. Szkoła też była jej wymysłem. Presja jaką na nią wywierała była o trzykroć większa niż innych rodziców. Co z ojcem. Był zbyt zajęty swoimi sprawami. Praca, wspólny obiad, praca, praca i to by było na tyle. „Nie mów tak do matki!” jedyne słowa gdy stawiła opór.
Dziewczyna jednak nie cofała się przed niczym. Wmawiała sobie, że nie boi się nadchodzącej kary. Nie zdążyła się obejrzeć, gdy ona i Janek stali się parą. Chłopak nauczył ją grać na gitarze. Gdy dziewczyna uderzała w struny czułą jak odpływa na moment w stan całkiem niemożliwy do opisania. Pewnego dnia gdy wyszła na strych po swój stary podręcznik niespodziewanie znalazła w rogu chyba całkiem już zapomnianym, zakurzoną gitarę. Nie wiedziała skąd ona się tam wzięła. Dobrze, że miała jeszcze kilka szafek o dużej zawartości starych książek. To właśnie w jednej z nich znalazła notatnik jej ojca. Jego piosenki! Okazał się, że kilka z nich było nawet zaadresowanych do jej mamy. Nie spodziewała się, że którekolwiek z tych starych zrzędów może być zdolna do takich szczerych wyznań.
Od tamtej pory gdy jej rodziców nie było w domu uciekała na górę i zamykała się w wyłącznie swoim świecie. Tylko ona i gitar. Nikt nie mógł jej odebrać tego stanu w jaki wprawiał ją ćwiczenia.
Któregoś dnia przy obiedzie wyrwała się bez namysłu z tekstem;
-Tato co by się stało jeśli zaczęłabym grać na gitarze?
Jej matka momentalnie zamieniła się w posąg z zniesmaczoną miną pełną złości.
-Chodzisz do najlepszej szkoły biologiczno chemicznej nie po to by być pożal się Boże jakiś nieokrzesanym samograjem lecz człowiekiem sukcesu mocno stąpającym po ziemi. Nie wiem czy o tym pamiętasz moja droga?!
-Mamo, pamiętam... Ale tylko chciałam zapytać. Czy jest coś złego w tym żeby robić w życiu coś co się kocha.
-Dobrze wiemy, że dziewczynki w twoim wieku same nie są pewne co tak naprawdę kochają.
-A może ja po prostu nie kocham tego co teraz robię.- mruknęła pod nosem.
-Nie robisz tego dla nas tylko dla siebie. Jeśli chciałaś w życiu zajmować się czymś innym no nie wiem może pokochałabyś inną pracę. Może to latarnia byłaby dla ciebie odpowiedniejszym miejscem! Zastanów się co ty mówisz...
-Myślisz, że bez ciebie bym sobie nie poradziła?!
-Dziecko jednego dnia byś beze mnie nie wytrzymała.
-Przestańcie proszę!- wrzasnął ojciec, który chyba teraz zorientował się o narastającej kłótni.
-Mylisz się... Już nie jestem głodna.
Emilia poderwała się do góry i odeszła od stołu. Jedno wiedział na pewno życie już miała ustawione. Jego przebieg był już od dawna napisany. Przez kogo? Przez jej matkę od co!
Jedyne co mogła teraz zrobić to zamknąć na strychu i wypłakać do telefonu Jankowi.
„Nie przejmuj się. Będzie dobrze kochanie.”
Słowa które były jakże dobijające ale wypowiedziane przez niego. Działały jak balsam.
Kilka dni później powiedziała rodzicom, że idzie na kółko matematyczne dla uzdolnionych. Zgodzili się czemu by nie? Wszystko związane z nauką było niemal święte w jej rodzince.
Zadowolona zaraz po lekcjach pojechała spotkać się z Jankiem. Na mieści na chwilę zapomniała o tym całym zamieszaniu jakie teraz panowało w jej domu. Szli za rękę całując się i przytulając. Ruchliwa ulica nie byłą dla nich niczym strasznym... a chyba powinna jeśli związek miał być tajemnicą.
Gdy wróciła do domu. Jej matka siedziała odwrócona tyłem do niej przy wyłączonym telewizorze. Nawet nie zdążyła powiedzieć jej „cześć”.
-Możesz mi powiedzieć w co ty z nami pogrywasz?!- wrzasnęła.
-W nic nie pogrywam.
Stała niemal wmurowana w posadzkę. Jej twarz spowił strach. Bała się tego co teraz się tu wydarzy.
-Gdzie byłaś?!
-Na kółku przecież ci mówiłam.
-Nie kłam!
-Nie kłamie.
-Dzwoniłam do twojej nauczycielki matematyki. Kółko jest w piątek, a nie w środę! Co to ma znaczyć?!
-Byłam na mieście... Przepraszam Mariola poprosiła mnie o pomoc w doborze sukienki na ślub jej siostry.
-Dalej kłamiesz! Nie byłaś z żadną dziewczyną. Byłaś na mieście z jakimś chłopakiem.
-Tak, to jest Janek jej moim kumplem. Chyba mogę mieć przyjaciół?
-To nie jest twój kumpel to jest twój chłopak! Przyznaj się. Dobrze widziałam jej się z nim całowałaś! Co to w ogóle miało być! Co ty sobą reprezentujesz!
-Jak miałam ci o nim powiedzieć jak sama widzisz jak na to reagujesz! Zostaw mnie nie mam zamiaru ci o tym mówić!
-Zaczekaj!- szarpnęła jej ramieniem- Masz z tym skończyć słyszysz!
Emilia parsknęła.
-Jeszcze masz zamiar mi dyktować co mam robić! To moje życie.
-Jak możesz!
-Mogę.
Wyrwała się i uciekła do swojego pokoju.
Kilka tygodni po tym zajściu jej matka całkiem ze świrowała na punkcie jej chłopka. Wdarła się na jej konto komunikatora gadu gadu, które nie było zabezpieczone hasłem bo po co? Nie wiedziała, że jej matka będzie do tego zdolna.
Gdy tylko pojawiła się na dostępnym doszła wiadomość od Janka.
„Hej kochanie już nie mogę się doczekać jutra ; ) cały czas myślę o tym co mi powiedziałaś. KC.
Matka przeczytała wiadomość i nie mogła powstrzymać się od napisania czegoś co powinna napisać jej córka już na samym początku tej znajomości.
„nie spotkamy się, to nie ma sensu nie psujemy do siebie. Nie pisz do mnie więcej.”- wyślij.
Z satysfakcją i uśmiechem na twarzy czytała co odpisała zrozpaczony chłopka.
„Jak to?! Ty chyba sobie żerujesz! Dlaczego”
Nie odpisała. Usunęła jedynie ich krótką rozmowę i wyszła z jej pokoju.
Następnego dnia Emilia pośpiesznie zaraz po szkole udała się do kawiarenki, w której byli umówienie. Czekała... Dzwoniła jednak bez jakiekolwiek rezultatu. Pisała do niego w kolejnych dniach ale nie dostała żadnej odpowiedzi. Kilka tygodni później spotkała go na mieście z kumplami i kilkoma dziewczynami chyba od niej starszymi. Jedna z nich przytuliła się do Janka. Nie mogła się dłużej na to patrzyć podeszła do nich.
-Mogę wiedzieć co ty robisz?!
-A co robię?
-Przecież jesteśmy razem!
-Sam zerwałaś?!
-Coo?! Ja!?
-No przecież nie ja.
-Kiedy niby?!
-W jeden dzień przed spotkaniem.
-Tym na które nie raczyłeś przyjść!
-Po co miałem przyjść jak skończyłaś nasz związek!
-Nie skończyłam go!
-Zastanów się... Sama to napisałaś, a teraz masz do mnie pretensje. Nie wiem czy jest o co się starać w takich gierkach.
Te słowa były niczym spoliczkowanie. Jednak to co Janek zrobił chwilę później powaliło ją na kolana. Ujął twarz jednej z dziewczyn i delikatnie pocałował jej ust.
Chwilę później ściekła szła do domu i nawet nie chciała wiedzieć jak wygląda. Wystarczyły jej spojrzenia przerażonych przechodniów. Na jej policzkach czarne krople łez malowały dziwaczne wzory... rozpaczy.
Wpadła do domu.
-Jak mogłaś to zrobić! Nienawidzę cię! – wrzeszczała.
Jej matka odwróciła się spokojnie na pięcie.
-Nie krzycz na mnie. Tak będzie lepiej. Kochanie pamiętaj nie miłość jest w życiu najważniejsza.
-Nawet się nie wypierasz! Bezczelna! Cudowna matka ... Nie kariera i pieniądze stoją na pierwszym miejscu zrozum!
Nie słuchała co głupiego odpowie jej jeszcze matka wybiegła na górę. Nie było jej bezpiecznie w pokoju zabrała się na strych i tam powstrzymywała się od rozwalenia gitary taty. Tak bardzo ją to bolało. W życiu nie ważne jest to ile zarabiamy ale to na ile jesteśmy kochani. Na całe sto procent ona czuła się kochana zaledwie na dziesięć. Nie miała pojęcia co myśleć o tym co dzisiaj zrobił Janek. Tak bardzo pragnęła sama pisać scenariusz swojego życie. Niestety nie mogła. W rozpaczy do głowy przychodzą najgłupsze pomysły. W jednej z szafek na strychu była położona zastawa porcelanowa. Piękna, biła zabytkowa ale to przecież bez znaczenia. Ważne jest to, że dziewczyna drżącą dłonią wyciągnęła małą filiżankę i celowo upuściła ją na posadzkę. Małe odłamki rozproszyły się po dużym obszarze pomieszczenia. Emilia wyciągnęła największy z nich i cicho płacząc wysłał do Janka ostatniego sms-a „ Kochałam cię do końca nie obwiniaj za to siebie”. Na zakurzonym parkiecie małymi koślawymi literkami wypisała słowa „NAUCZCIE SIĘ KOCHAĆ”. I zwinnym ruchem nadgarstka podcięła sobie lewy nadgarstek dość mocno żeby krew pulsowała ciągłym strumykiem. W kilkanaście minut straciła przytomność, a gdy do jej domu wpadł Janek...
-Gdzie ona jest?!
-Kto?- spytała mama Emilii.
-Emilka.
-U siebie. A kim ty jesteś?
-Nie czas na wyjaśnienia.
Staranowała jej matkę i wbiegł do jej pokoju.
-Nie ma jej!- krzyknął.
-Jak to nie ma.
Pośpiesznie przeszukali wszystkie pokoje. Nie było jej.
-A strych?- spytał zaniepokojony ojciec.
Janek wbiegł na piętro wyżej.
-Nieeeee! Dzwońcie po karetkę.
Gdy matka zobaczyła ciało Emilii znajdujące się w dużej kałuży krwi zbladła natychmiast.
-Coś ty jej powiedziała?- spytał oniemiały ojciec.
Nie odezwała się. Przyglądała się tylko tępo na wypisany tekst „nauczcie się kochać” i już wiedziała o co chodzi. Obraz chłopka zwijającego się przy jej ciele i stwierdzenia braku pulsu było najgorsza rzeczą jaką kiedykolwiek przeżyła.
Słowa wypowiedziane na pogrzebie władnej córki jej byłemu chłopakowi prosto w twarz.
-Przeprasza.
To bolało ale czy nie tacy właśnie jesteśmy. Pochopni. Najpierw mówimy później myślimy. Najpierw robimy później się nad tym zastanawiamy. Nie tak powinno być, a jednak jest. To nie jest jedna jedyna taka historia to dzieje się koło nas. Nie pieniądze i władza czynią nas ludźmi tylko właśnie Miłość. To bez miłości nie potrafimy sobie poradzić, bez miłości i niczego innego. Więc dajmy, a będziemy dostawać i nie przestańmy wierzyć w moc jaką daje nam Miłość.
Koniec.
  • awatar `pasztecik: świetne, aż na koniec zaczęły mi łzy lecieć mimowolnie ;]
  • awatar ♥ demo me ♥: ehhh.. fajne ;) zapr.
  • awatar zakochana♥realistka: Ciekawa fabuła, wkradło Ci się pare literówek, z tego co zauważyłam ;* Piszę też opowiadania, jak masz czas wpadnij poczytać ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (36) ›
 

 
Miłość uczucie, które sprawia, że lewitujemy... Miłość stan w jakim coś takiego jak „trzeźwe myślenie” nie istnieje. Gdy nadchodzi miłość należy przygotować się na błędy jakie będą przez nią popełniać...
Maj. Rak 2009. Jedno z gimnazjów.
Młody, wysoki chłopak z kasztanowymi włosami wchodzi do szkoły. Nie jest tu nowy. Wręcz przeciwnie. Jest już na ostatnim roku. Nigdy nie miał problemów z ocenami. Jest lubiany nie tylko przez uczniów co i przez nauczycieli. Poprawia czarny placek poruszając energicznie wysportowanym ramieniem. Ma na imię Rafał. Jeśli chcecie znać już jakieś szczegóły to ten oto chłopak ma zamiar zostać siatkarzem. Hmm... i trzeba przyznać, że niesamowicie się do tego nadaje. Wysoki, wysportowany, inteligentny i co najważniejsze wie czego chce od życia i nigdy się nie poddaje. Tak w zupełności ma wszystko co jest potrzebne.
Chłopak pcha szklane drzwi i pewnym krokiem przekracza próg szkoły.
Siedzący na ławce młodsi o rok chłopcy natychmiast witają swojego dobrego kolegę.
Schodząc po schodach na Rafała wyskakuje najlepszy kolega z klasy.
-Witaj mistrzu.- mówi Krzysiek.
-Hej. Co tam?
-Eee... ogólnie nudy ale słyszałem, że coś się szykuje na wieczór. Ognisko klasowe. Taka mała balanga przed tym całym komersem.
-Już widzę to twoje „małe” ognisko.-
Obaj zaczęli się śmiać.
-No dobra, dobra może troszkę większe niż „małe” ale Bóg wie jakie też nie będzie.
Chłopcy weszli do szatni. Rafał zdejmował szarą bluzę i poprawiał swoje zielone conversy.
Przewiesił bluzę przez plecak.
-Dobra idziemy.
-Tylko wiesz nie mamy jeszcze kilku rzeczy. Może mógłbyś gdzieś między lekcjami np.; na długiej przerwie podjechać po jakieś przekąski i napoje do sklepu? To przecież nie tak daleko...
-W sumie. – powiedział obojętnie Rafał.
Obaj zbliżali się do sali gimnastycznej bo tam właśnie mieli się wstawić na pierwszą piątkową lekcję.
Za wąskiego korytarza wychyliła się dziewczyna. Ania.
-Cześć.- podbiegła do Rafała i ukradła mu jednego całusa.
Dlatego właśnie tak za nią szalał. Była jak narkotyk. Gdy ją miałeś chciałeś jej coraz więcej i więcej. Chciałeś się dowiedzieć o niej wszystkiego. Chciałeś wiedzieć o czym myśli, czym się zajmuje i co tak naprawdę dla niej znaczysz.
Kochał ją za to, że jest po prostu sobą. Tą dziewczyną która od pierwszej klasy doprowadza go do obłędu.
Chłopak przyciągnął ją do siebie.
-Co tam ma mi do powiedzenia moje słońce?- wyszeptał jej do ucha.
-Właściwe nic ciekawego. Będziesz dzisiaj wieczorem?
-Na ognisku. Raczej tak.
-Dobra gołąbeczki kończcie te pieszczoty bo zbliża się pan dyrektor. Wiecie co on myśli o szkolnych związkach.- nadawał z boku Krzysiek.
Rafał ucałował Anię w usta i wypuścił ją ze swoich objęć.
-Ja idę się przebierać Rafał dzisiaj mamy gimnastykę.
-To my pewnie pójdziemy na boisko.- zrobił smutną minę- A szkoda bo pooglądał bym cię...
Dziewczyna już sporo od nich oddalona posłała mu zalotne spojrzenie.
-Doba chodź stary.- ponaglił go Krzysiek.
-Już idę.
Lekcje tamtego dnia mijały dziwnie szybko. I już po piątej lekcji uzbierano pieniądze na zakupy. Sklep nie był daleko. Wystarczyło przejechać tylko kilkadziesiąt metrów. Nic nadzwyczajnie trudnego. Zwykła przerwa. Nie wyróżniała się od minionych przerw.
-Dobra jadę. Jakby ktoś o mnie pytał to powiedzcie proszę, że pojechałem po jakiś projekt, zeszyt, zadanie czy coś w tym stylu. Ok.?
-Dobra, nie ma sprawy. Pośpiesz się.
Krzysiek klepnął go w plecy.
Kto wiedział, że to stanie się tamtego dnia... Nikt nie przewidział, że życie potrafi nam tak idiotycznie spieprzyć wszystkie dotychczasowe plany. Kto by przypuszczał, że to trafi na Rafała.
Wracał z zakupami. Odpalił silnik i wyjechał z zakrętu. Tak jak zawsze. Jadąc wzdłuż chodnika stracił panowanie nad motocyklem. Spadł... Uderzył o chodnik głową.
Co było z nim dalej...?
W szkole gdy nie pojawił się na kolejnej lekcji zaczął narastać niepokój.
Może spotkał kogoś znajomego, może ktoś zadzwonił, może stało się coś w sklepie? No właśnie MOŻE... Nikt nic nie wiedział. Zniecierpliwiony Krzysiek wyszedł z lekcji niby do toalety. Wyciągnął telefon, wybrał numer... Dziwne sekretarka. Rafał zawsze odbierał. Nigdy nie wychodził bez telefonu, a już tym bardziej nie wyłączał go. Co się mogło stać?- zastanawiał się chłopak.
Na kolejnej lekcji klasą szarpała panika. Gdy dzwonek zadzwonił wszyscy wypadli z sali zadając sobie tez same głupie pytania.
Ania odebrała jakiś telefon. Oddaliła się od nich na moment.
-Tak... Rozumiem... Dziękuję.
Wyłączyła telefon.
Nagle po jej policzkach zaczęły spływać potoki łez. Jęki jakie wtedy.
-Co się dzieje?
Momentalnie przy dziewczynie zgromadziła się cała klasa.
Jedna z koleżanek pomogła jej usiąść na pobliskiej ławce. Ania przez ten ułamek sekund niesamowicie zbladła wyrównując swój koloryt cery ze ścianami budynku.
-Rafał... Rafał... miał... wypadek.- wymówiła w końcu przez łzy.
Jednak to Krzysiek omal nie wywrócił.
To był właśnie ten dzień, w którym wszystko miało się diametralnie zmienić.
Najgorsze było to, że Rafał był po wypadku w śpiączce, a lekarze dawali mu 20% szans na wybudzenie. Organizm młodego chłopaka tak szybko nie zamierzał się poddać.
Co prawa minęło dość czasu zanim Rafał się wybudziła ale jednak to się stało.
Lekarze nie powiedzieli mu jeszcze jednego... Takim osobą nie można takich rzeczy mówić. Nie tak wcześnie.
Chłopak miał już nigdy więcej nie stanąć na nogi. Co miało się stać z jego planami? Co maiło się stać z nim samym?!
Tak to był niesamowity szok gdy w końcu go o tym powiadomiono.
Ból, złość, nienawiść, bezradność nie wiadomo jak określić to coś co człowiek w takich momentach odczuwa. Wiecie dlaczego bo to co wtedy odczuwamy to jest to wszystko ze sobą pomieszane. Istny chaos. Plątanina. Wojna z samym sobą. Ale to co jest najlepsze to, to , że nawet dowiadując się czegoś tak strasznego nadal mamy nadzieję i nikt nie jest w sanie nam jej odebrać...
Chłopak miał powoli trać to na co tyle pracował. Nikt nie dał mu tego za darmo.
Gdy już był przybity do wózka i minęła już trochę czasu od tamtego dnia, nawet wrócił do domu... Jakaś część jego przyjaciół zaczęła się wykruszać. Jednych przybywało drugich ubywało. To w takich sytuacjach człowiek dowiaduje się kto tak naprawdę jest naszym przyjacielem, a kto wrogiem.
Pewnego dnia do jego domu przyszła zasmucona Ania.
-Cześć. Coś się stało?- spytał zaniepokojony Rafał.
-Nie nic.
-Przecież widzę...
Dziewczyna usiadła naprzeciwko niego. Na zielonym łóżku.
Skryła twarz w dłoniach. Jej czarne kosmyki sypały się kaskadą, otulając jaj nagie ramiona. Zasłaniając cienkie czerwone ramiączka jej leniej sukienki.
-Już nie jest jak dawniej...
-Wiem ale przecież dajemy sobie radę.- odpowiadał mechanicznie chłopak.
Słyszał już to nie jeden raz. Co miał odpowiadać już nigdy nie miało być jak dawniej...
-Nie rozumiesz mnie. To już nie jest to samo. Dawniej było całkiem inaczej. Nie chodzi tu o wózek. Po postu...
Chłopak podjechał do niej bliżej i załapał ją z rękę.
-Proszę nie mów tak... Straciłem już o wiele za dużo.
Dziewczyna już nie ukrywała swoich łez.
-Ale ja już tak dłużej nie mogę. Zrozum nie daję rady... Gdybyś wtedy...
-Co gdybym wtedy... nie pojechał tam.- odsunął się- Mam zacząć obwiniać i siebie? Myślisz, że tego nie robię. Nawet nie wiesz jak często mnie to dręczy. A ty chcesz odejść co najlepsze zostawiając mnie z poczuciem winy!
-To nie tak... Wszystko się zmieniło.
-Tak też to zważyłem. Tylko nie wiedziałem, że najbliższa mi osoba może teraz tak po prostu mnie zostawić.
-Nie obwiniaj mnie! Dobrze wiesz, że nikt cię tamtego dnia do niczego nie zmuszał. Nie musiałeś jechać...
-Nie musiałem...To prawda.
-Zakończmy to. Oboje wiemy, że to nie mam teraz już sensu. Przestałam czuć to co było pomiędzy nami na samym początku... Przestałam. Nie wiń mnie za to. To nie jedynie moja wina.- posłała mu znaczące spojrzenie.
Chłopak milczał. Do oczu napływały mu łzy. Ania wstała i zatrzymała się jeszcze na moment w drzwiach.
-Uwierz mi tak będzie lepiej...- wyszeptała.
Nie miało być lepiej... przynajmniej nie dla niego. Co jeszcze miało go dobić?
Czy coś jeszcze mogło go dobić, a może już było dobity, może właśnie to wydarzenie miało sprawić, że miał się ostatecznie złamać.
Każdej nocy zastanawiał się czy nie lepiej by było, żeby już nigdy nie wybudził się x tej cholernej śpiączki albo co gorsze jeszcze mocniej uderzył się o tamten chodnik. Czy tak nie byłoby lepiej?! Dla jego rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, kolegów... Dla samego siebie?
Ale nie poddawał się. To było w nim najlepsze. Nigdy się nie poddawał. I choć życie nie wiadomo za co go tak ukarało nie podawał się.
Rafał do końca był wspierany przez swoich prawdziwych przyjaciół min. Krzysiak. No cóż „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” ktoś kto to powiedział musiał być naprawdę mądry.
Pamiętamy, że czasem lepiej się ugiąć niż dać załamać.
Życie choć tak gorzkie, to nie jest aż tak złe jak mówią... Na prawdę życie to dar i każdy się o tym przekona. Prędzej czy później. Przecież spadając na dno zawsze można się sprytnie od niego odbić... i właśnie tak powinniśmy zawsze robić. Nie podajmy się nie warto. Udowodnijmy innym, że nigdy się nie podamy tak jak Rafał. Pamiętajmy, że podnosząc białą flagę zawiedziemy nie tylko siebie ale i naszych bliskich. Nie patrzmy na innych. Nie zadawajmy sobie głupich pytań „Gdybym był np.; nim...” bo w życiu to jest najważniejsze, żeby być sobą. Gdy życie podstawia nam nogę to pokazujmy, że to nas nie niszczy tylko jeszcze bardziej mobilizuje do dalszych kroków. Życie jest jak pusty notes i to my zapisujemy w nim każdy dzień. Nie podajmy się!

Koniec...

  • awatar Szaalonaaa: zajebiste !!
  • awatar nando's™: Ta historia zdarzyła się na prawdę... Chodzi o twoje życie, cb, kolegę czy koleżankę bo trochę nie rozumiem. Super historia ze złym zakończeniem, z sadendem :/
  • awatar Born to be bad.: bożee... to jest boskie !!! <333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
W pociągu numer 3 siedziała młoda dziewczyna. Miała na imię Zosia. Droga z Warszawy do Krakowa była długa i męcząca. Dziewczyna była zajęta pochłanianiem kolejnych stron książki jaką zakupiła na dworcu po to by się nie nudzić. W przedziale siedziało starsze małżeństwo i najprawdopodobniej ich mały wnuk mający tak na oko 10 lat. Zosia nigdy nie lubiła podróżować, pech chciał, że nawet krótkie trasy pokonywane autobusem doprowadzały ją do szału. Wracała jednak od swojej babci co sprawiało, że droga nie była aż tak nieprzyjemna jak zakładała.
Pociąg ostro wyhamował na kolejnym z przystanków. Dziewczyna odłożyła na bok książkę i wstała, żeby niepewnym krokiem udać się do obskurnej toalety. No cóż była już do tego zmuszona.
-Przepraszam.
Staruszek przysunął do siebie nogi.
-Proszę, proszę. To pani przystanek?- spytał nie zbyt zainteresowany całą sytuacją.
-Nie ja tylko do toalety.
-Aha.
Silnie pociągnęła za odsuwane drzwiczki przedziału, a te z impetem uderzyły o ściankę.
Wychyliła się i.... Bummm!!
Ktoś z ogromną siłą wpadł na nią uderzając ją w głowę. Zakręciła się dziwacznie i upadła na ziemie. Przycisnęła dłoń do twarzy. Zaciskając oczy by nie doprowadzić do wypływu łez.
-Nic ci nie jest. Boże przepraszam nie chciałam ale biegłem, a ty tak szybko się pojawiłaś...- młody męski głos zalewał ją licznymi przeprosinami.
Wysoki chłopak podał jaj swoją dłoń by pomóc jej wstać.
-Możesz na przyszłość bardziej uważać!- zignorowała jago rękę i sama wstała.
-Tak, tak zrobię.
Zosia minęła nieznajomego bez większego zainteresowania jego osobą.
Gdy wracała była pewna, że już więcej go nie spotka. Hmm... chyba, że jak będzie wysiadać.- pomyślała.
Drzwi do jej przedziału były uchylone co ją znacznie uspokoiło bo nie musiała się z nimi niepotrzebnie szarpać. Pchnęła je o wiele lżej niż za pierwszym razem. Ku swojemu zdziwieniu na miejscu obok jej bagaży siedział ON. Ten idiota, który przed chwilą omal ją nie zabił... Podirytowana zignorowała jego uśmiech. Opadła na swoje miejsce i była szczerze nie zadowolona faktem, że siedzieli koło siebie tak blisko.
Otwarła książkę na odznaczonej zagięciem kartce i wzięła się za dalsze czytanie.
-Co czytasz?- chłopak dźgnął jej przedramię.
Przymknęła na chwilę swoją książkę by pokazać mu na moment tytuł i autora książki.
-O fantastyka. Też czasem czytam. Najbardziej podoba mi się „Władca Pierścieni”.
-Suuuuper.- mruknęła w dość zniechęcający sposób.
Chłopak siedział cicho przez następne dziesięć marnych minut.
-Skąd wracasz?
Dziewczyna się nie odezwała.
-A państwo skąd wracają?
Starsza kobieta uśmiechnęła się do niego pogodnie, a jej wnuczek głośno oświadczył;
-Byliśmy nad morzem. Całe siedem dni.
Chłopak uśmiechnął się pogodnie.
-To ciekawie.
-A ty?- zwrócił się do niej i dziewczyna czuła teraz na sobie nie tylko jego spojrzenie.
-Wracam od babci z Warszawy.
-Aaa.
Czytała jeszcze jakąś chwilę swoją książkę gdy blondyn znów zwrócił jej uwagę.
-Jesteś za to zła. Nie chciałem cię tak mocno walnąć...
-Miałeś zamiar przywalić mi lżej?- nie oderwała oczu z nad książki.
-Nie no... przecież wiesz o co mi chodzi. W ogóle mnie chciałem tego zrobić.
-No rozumiem. Sprawy nie ma.
-Na pewno?
Zamknęła ciężko książkę bo wiedziała, że już nic nie wyjdzie z jej czytania.
-Na pewno.
Siedziała przez moment przysłuchując się rozmowie prowadzonej przez nieznajomego chłopaka i wnuczka starszego małżeństwa, aż w końcu zapadła cisza. Mały chłopiec zajął się rozwiązywaniem rebusu.
-Tak właściwe to ci się nie przedstawiłam. Jestem Dawid. A ty jak masz na imię?
-Zosia.
Podał je rękę do uścisku.
Jego twarz z profilu wyglądała na dziwnie zmęczoną co bardzo ją zaciekawiło. Jak tak młody chłopak mógł być czymś aż tak zmęczony...
Kilka minut później przeszukiwała swoją torbę w poszukiwaniu mp3. Znalazła jedynie słuchawki.
-Szlak!- ukłuła się czymś szpiczastym.
-Czego szukasz?
-Mp3.
-A czego słuchasz?
-To zależy jaki mam nastrój.
-A jaki masz teraz nastrój?
-Hmm... taki o.
-Możesz posłuchać moich piosnek?
Pomachała jej swoimi słuchawkami. Dziewczyna zawahała się przez moment.
-Czemu nie.
Parę minut później siedziała blisko niego z jedną słuchawką w uchu.
-Kult, Coma, Green Day. Też czasem słucham.- powiedziała.
-Lubię rock.
-Ja też.
-Sam gram na gitarze.
-Elektryk, bas, akustyk?
-Elektryczna.- uśmiechnął się patrząc jej w oczy.
Jego źrenice były duże i idealnie okrągłe. Ciemność ich barwy niemal przykrywała niebieski kolor jego tęczówki.
Siedzieli słuchając muzyki...
-Budzimy się.- chłopak delikatnie otrząsał jej ramieniem.
Boże nie mogła w to uwierzyć naprawdę zasnęła. Podniosła powolnie zaspaną głowę i nagle zobaczyła, że co najlepsze zasnęła na jego ramieniu. Zawstydzona zapuściła buraka.
-Przepraszam.
-Za co?- spytał zaskoczony chłopak- Aaa. Nie przejmuj się przysnęłaś tylko na chwilę.
-Ale zasnęłam na twoim ramieniu.
-Nic się nie dziej.- posłał jej kuksańca.
Starszej pary i ich wnuczka już nie było w przedziale.
-Gdzie jesteśmy? Nie przejechaliśmy przypadkiem Krakowa?
-Nie nic się nie martw. Też tam wysiadam.
-Skąd wiedziałeś, że nie wysiadam wcześniej? Co jak bym przez to przespała swój przystanek?
-Zapytałam się tamtej staruszki czy wspominałaś gdzie wysiadasz.
-A no tak...
-Może kiedyś się jeszcze spotkamy?
Dziewczynę zaskoczyła bezposieredność chłopaka.
-Eeee... Może. Nie wiem.
-Może mógłbym ci wynagrodzić nasz nie za dobry początek znajomości?
-W jaki sposób?
-Może najpierw pójdziemy po prostu na zapiekanki?
Chłopak zmrużył oczy.
-Zgoda.
Nie znała go zbyt długo ale trzeba było przyznać, że coś ją dalej w nim ciekawiło.

***

Po tamtym popołudniu ich znajomość zaczęła się zawężać.
Coraz częściej zaczęli ze sobą pisać i nawet kilka razy się spotkali...
Z czasem byli już omal nierozłączni. Ale to co było naprawdę ważne miało dopiero nadejść. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej byli sobą zafascynowani.
Kolejne dni przynosiły coraz to nowsze zainteresowania...
Pewnego dnia Dawid zaprosił ją na próbę ich małego zespołu. Było świetnie prawie tak jak na koncercie. Tylko z dużą różnicą ten koncert był zupełnie dla niej.
-Wiesz, że tak naprawdę od początku mi się podobałaś?
Siedział koło niej z gitara w ręku którą właśnie teraz starał się nastroić.
-A ty mnie na początku strasznie wkurzałeś.- zaśmiała się.
Pocałował ją w policzek, czym była lekko zaskoczona. Ich przyjaźń powoli zaczęła się przekształcać w coś więcej.
-A teraz coś zupełnie z innej beczki, specjalnie dla ciebie.
Zeskoczył ze scenki i stanął przy mikrofonie i zaczął grać piosenkę Perfektu.
-„Kochaj mnie. kochaj mnie, kochaj mnie nieprzytomnie, jak zapalniczka płomień jak sucha studnia wodę. Kochaj mnie namiętnie, jakby świat się skończyć miał.”
Gdy skończył grać. Ona oniemiała i oszołomiona doborem piosenki niemal nie mogła zapanować nad rytmem swojego serca. Chłopak podszedł do niej, a ona rzuciła mu się w ramiona. Przewiesił gitarę na plecy i zaczął ją namiętnie całować.
Spędzili niesamowita popołudnie. Gdy wracała razem z nim do domu, była pewna, że to jeden z jej najszczęśliwszych dni. Do czasu...
Gdy byli już blisko jej domu chłopak ujął jej dłoń.
-Słuchaj jest jeszcze coś. Coś co jest bardzo ważne, a ty tego nie wiesz... Muszę ci o tym powiedzieć.
-Co takiego?
-Przejdźmy na tamten przystanek.
Tak tez zrobili i już kilka minut później siedzieli na przeciwko siebie. Oko w oko, żeby zmierzyć się z nadchodzącymi komplikacjami.
-Słuchaj to jest trudne... – chłopak zmagał się z doborem odpowiednich słów i widać było, że narasta w nim strach.- Nikt z nas nie jest idealny prawda? Ty, ona, on... – wskazywał na przechodniów- Mamy wady. Ja też nie jestem ideałem. Nie jestem bohaterem o jakim na pewno marzyłaś...
-Co ty próbujesz mi powiedzieć?
-O tym, że walczę z nałogiem...
-Papierosy, alkohol... Cóż co drugi nastolatek to robi...
-Nie mówię to tym.
-To o czym.
Skulił się.
-Brałem narkotyki. Staram się z tym walczyć ale to czasem bywa silniejsze ode mnie...
Zakryła sobie usta. Nie wiedział czy bardziej jej przerażona, zła czy po prostu zawiedziona.
Chłopak zakrywał twarz zupełnie tak jakby wstydził się każdego wyrazu, każdego jej szczegółu.
Przez długi czas żadne z nic nie mówiło. Topiąc się nawzajem w ciszy.
-Pomogę ci. Dasz sobie radę. Będę cię chronić przed tym czego chcesz. Słyszysz nie możesz się podać. Zrobisz to dla mnie?
Objęła go i szeptała do ucha.
Widziała spływające łzy jakie starał się przed nią ukryć.
Siedzieli w swoich objęciach tak jakby co najmniej świat zaraz miał ich od siebie oderwać.
-Chroń mnie... Chroń mnie przed samym sobą.
Te słowa wywarły na niej to czego nikt nie wywołał u niej nigdy. Czuła, że w jego życiu odgrywa ważną rolę. Cieszyła się, że go odlazła.
W kolejnych miesiącach było całkiem dobrze i spokojnie.
Aż nie zobaczyła go na oddziale toksykolog...
To uczucie gdy dostała sms-a „Jest źle. Przepraszam. Jestem w szpitalu.”
Gdy jechała autobusem cicho płacząc bała się widoku Dawida. Pierwszy raz bała się go zobaczyć. Nie wiedział czego się spodziewać. Zupełnie nie wiedział.
Wparowała na oddział. Spytała o niego i pielęgniarki wskazały jej drogę.
Szła niepewnie, a nogi jej się trzęsły. Otwarła drzwi.
Na żelaznym łóżku leżał Dawid. Okryty i zgięty wpół pod zielonawym kocem.
-Dawid? Cześć.
Chłopak wstał wolno.
-Witaj.
Jego twarz była szara. Oczy wyłaziły mu do wierzchu Istny wrak człowieka.
-Przepraszam.- wymamrotał.
Cienka rozmowa jaką wtedy usiłowali prowadzić była nie dość, że żenująca co i przerażająca. Wiedziała, że zapamięta ją na długo.
Kolejne parę tygodni minęło dość szybko i dziewczyna niemal starała się zapomnieć o ostatnich przeżyciach. Niestety bezskutecznie.
Pewnego dania Dawid znowu nie odbierał jej telefonów. Bała się, że coś się mogło stać. Udała się do jego domu przygotowana na najgorsze... Jednak to co miała zobaczyć miała ją dobijać jak żyletka w żołądku boleśnie przez długi czas. To miało ją zjadać o środka.
Na drzwiach był przybity mały list zaadresowany do niej.

„Kochanie jeśli to czytasz to wiedz, że ja jestem już daleko. Daleko do ciebie. Co wcale nie oznacza, że nie mam cię przy sobie. Nie chcę byś więcej na mnie patrzyła. Wiem, że na tym świece jest ktoś o wiele lepszy dla ciebie. Niż taki marny ja. To jakim mnie ostatnio widziałaś sprawiło, że postanowiłem odejść by nie męczyć cię już dłużej. Wiem, że bez ciebie umrę albo z własnej głupoty albo po prostu z tęsknoty ale nie chce byś widziała jak robię to na twoich oczach. Wiedz, że nigdy cię nie zapomnę i być może jak tylko się z tym cholerstwem uporam wrócę do ciebie. Tak będzie lepiej. Nie zapomnij o mnie. Całuję. D.”

Ten list sprawił, że przez długo nie mogła się unieść. Opadła na dno.
Wiedziała, że jedynym czego chce od życia jest zwrócenie JEGO.
Czemu los zabiera nam osoby tak dla nas ważne. Czy to rzeczywiście są ich decyzje czy ktoś inny za nich decyduje. Tego się chyba nigdy nie dowiemy.
Może ktoś chce żebyśmy wiedzieli, że nigdy nie może być DOBRZE. Może ktoś lubi bawić się naszymi uczuciami bo na pewno nie my sami. Przecież osoba nas tak kochając nie może zrobić nam czegoś perfidnego.
Prawda jest taka, że zawsze inwestujemy we frajerską miłość, a później sami na tym cierpimy.
To czas miał pokazać czy Zosia jeszcze raz zobaczy twarz o której śniła każdej nocy. Czas i ten dziwaczny przypadek który tak manipuluje naszym kruchym życiem.
Koniec.
  • awatar ` Lena: bardzo mi sie podoba to opowiadanie. znam to, jestem w 'temacie' że tak powiem
  • awatar ...<33: Zajebiste..! Dziewczyno masz talent....! <33
  • awatar wuwuzellaa ♥: Więcej happy end' ów ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (37) ›
 

 
Jechała w jego samochodzie. Było coś koło godziny 20. Dziewczyna wsparta o rękę uciekała od przeżyć dzisiejszego popołudnia. Pokłóciła się z ojcem. On nigdy nie popierał jej związku z Mateuszem. Chłopak był od niej starszy o pięć lat. Jego ramiona, ręce i klatkę piersiową zdobiły liczne tatuaże. Może to to go tak bolało, może to tego nawet nie próbował zaakceptować. Hmm... A może tego, że chłopak nie miał pięknej przeszłości. Omal nie trafił do poprawczaka gdy miał 16 lat. Wdał się w bójkę. W sumie to nie on sam. Było tam jeszcze kilka jego kolegów, którzy najpierw dolewali oliwy do ognia, a później zwiali i nawet nie raczyli zeznawać w sądzie. Tyle musiał unieść... W jego domu też nigdy się nie przelewało. Dostał w końcu nadzór kuratora. Później wszystko zaczęło się poprawiać. Sylwia została kiedyś zaproszona na imprezę do swojego kumpla z liceum. Poszła do jego domu i przywitała się z przyjacielem koło którego stało pięciu kolegów. W tym ON. Początkowo nie przykuł jej uwagi. Dopiero później się poznali i z upływem czasu zaczęli być dla siebie kimś więcej. Byli już ze sobą dobre trzy lata. Nie raz razem robili tak głupie rzeczy... ale cóż z miłości robi się wiele głupstw. Dziewczyna nawet zrobiła sobie tatuaż na miednicy (z jego inicjałem ;p).
Teraz pędzili wąską polną drogą.
-Gdzie jedziemy?- spytała.
-Znam takie jedno miejsce.-uśmiechnął się i zerknął w jej stronę- Spodoba ci się.
Tak, podobało jej się. Gdy wysiadło z samochodu, znajdowali się nad małym jeziorem. Po prawej stronie w oddali piętrzył się las, zaś po lewej stronie łąka zdawała się nie mieć końca. Brzeg jeziorka był pokryty drobnym piaskiem.
Chłopak przytulił ją od tyły i delikatnie bujał. Sylwia nie mogła powstrzymać uśmiechu jaki malował się na jej twarzy. Powoli zaczęło się zmierzchać. Słońce zaczęło zachodzić za las, rzucając ostatnie pomarańczowe promienie. Mateusz pocałował ją w policzek.
-Kocham cię, wiesz o tym prawda?
-Tak, wiem.- zaśmiała się.
Chwilę później chłopak wyciągnął z auta swoją skórzaną kurtkę.
-Proszę. Prowizoryczne okrycie. Usiedli na jeszcze ciepłej ziemi nad jeziorem. Dziewczyna wtulona w jego pierś okryła się jego kurtką.
-Wiesz miałem ci to powiedzieć wcześniej ale nie miałem pojęcia jak to zrobić...- powiedział przerywając ciszę.
-Co takiego masz mi do powiedzenia?
-Bo widzisz...- poprawił ją tak, że teraz widziała jego oczy- Dostałem pewną propozycję. Propozycję pracy.
-To cudownie.- dziewczyna pocałowała go pełna radości, która za moment maiła zniknąć...
-Tylko widzisz ta praca... Muszę wyjechać.
-Co takiego?!
-To praca zagranicą ale to tylko na pół roku.
-Zagranicą, tylko pół roku!- wrzasnęła i wyrwała się z jego objęć.
-Sylwia, chcę dla ciebie znaczyć coś więcej. Chciałbym zacząć coś od siebie dawać. Rozumiesz?
Dziewczyna poderwała się do góry.
-Właśnie o to chodzi, że nie rozumiem... Dalej mi siebie i to starczy. Po co od razu wyjeżdżać zagranicę!
-Dobrze chciałem ci to tylko powiedzieć. Myślałam, że zrozumiesz, że to już nie jest szczeniacka miłość. To ma wyglądać... Poprawka to ma być dojrzały związek.
Sylwia stała odwrócona do niego plecami. Słuchając jego słów omal nie doprowadziła się do łez. Chłopak zaszedł ją od tyłu i objął ją swoimi ramionami. Czuła się w nich tam dobrze... Jak mogła wytrzymać rozłąkę jaka miała niebawem nadejść. Dłonią odgarnął jej długie, ciemno brązowe włosy na lewy bark. Pocałował jej szyję. Siedzieli tam razem, aż zrobiło się ciemno. Wrześniowe powietrze zaczęła spowijać lekka mgła, która delikatnie unosiła się nad ziemią. Dziewczynę przeszedł dreszcz.
-To co wracamy, zaczyna być zimno Księżniczko.
Ubrana w jego kurtkę siedziała na siedzeniu pasażera. Nadal przerażona pomysłem Mateusza. W aucie panowała paniczna cisza, której oboje z nich bało się przerwać. Jechali dużą autostradą, która była dziwnie opustoszała. Chłopak wykorzystał sytuacje i przyciągnął Sylwie do siebie całując ją namiętnie. Auto jechało prosto gdy nagle za mgły wychylił się tir. Dziewczyna wrzasnęła z przerażeniem w oczach. Mateusz usiłował gwałtownie skręcić ale na to było już na późno...
Cisza...
Z wraku auta przewróconego do góry nogami wydostawała się męska sylwetka. Mateusz... Miał rozbitą głowę i liczne otarcia. Dopiero po chwili dotarło do niego, że wiózł ze sobą Sylwię.
Pośpiesznie zaczął ją wyciągać z auta. Dziewczyna była nieprzytomna. Wyciągną ją na pobocze.
-Sylwia, kochanie słyszysz mnie?- spanikowany dotknął jej policzka, który oblany był krwią.
Jej jasne powieki uchyliły się delikatnie.
-Mateusz? Niedobrze mi... spać mi się chce. Strasznie...- wymamrotała.
-Nie śpij, zaraz zwołamy pomoc. Tylko nie zasypiaj... Słyszysz nie zamykaj oczu.
Podniósł się do góry, trzymając ją w ramionach. Nie wiedział dokąd iść.
-Nie zamykaj oczu.
Ale już było za późno dziewczyna zamknęła powieki i odleciała w błogi wieczny sen.
Mateusz zaczął głośno płakać wzywając jej imię ale dziewczyna już go zostawiła. Już odeszła.
Każdy z nasz rodzi się żeby umrzeć... ale niektórzy zbyt szybko nas opuszczają. Pozostawiając po sobie stertę wspomnień, pustkę, ból i tą okropną ciszę jak zapada po jego odejściu... Zupełnie jak cisza w telefonie po zakończonej rozmowie, która w niektórych sytuacjach jest PRZEKLEŃSTWEM.
KONIEC.
  • awatar Księżniczk@ Mroku: fajne :) pozdro zapraszam do mnie ! ;D
  • awatar ...<33: Popłakałam się jak to czytałam..;( Ale świetne..<333
  • awatar wuwuzellaa ♥: Siedze teraz, w kuchni i czekam tylko, aż mój tata wejdzie i każe mi schodzić z kompa. Ale nie ! Ja uwielbiam wszystkie te Twoje historie. ! <3 Oby było ich jak najwięcej. Każda podoba mi sie coraz to bardziej ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (43) ›