• Wpisów: 229
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 42 130 / 2526 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
                Rozdział 2
          "Czy może być gorzej?"

Jechali już od 3 godzin. Nie mogła ani zasnąć ani skupić się na jakiejkolwiek sensownej wiadomości podawanej w radio. Ponownie założyła słuchawki na uszy i włączyła na fula piosenkę Pezeta i Małolata. Przypomniało jej się jak wyglądała pierwsza mina Łukasza, gdy mówiła o muzyce. Taki stereotyp jak ktoś chodzi do szkoły muzycznej i gra na takich instrumentach jak fortepian, skrzypce, wiolonczela to niby słucha muzyki klasycznej na okrągło. Pamięta słowa „to, że się tym interesujesz nie oznacza, że musisz pasjonować się wyłącznie tym”. To właśnie tymi słowami zyskał pierwszy uśmiech i pierwsze plusy u niej.
Później niby kumple nie za często rozmawiali ze sobą w czasie wolnym, aż do czasu jej pierwszego przesłuchania. Decyzja pani Renaty, nauczycielki muzyki sprawiła, że widzieli się prawie cały czas. Otóż mieli zagrać razem. Repertuar dowolny. Wszystko zależało od ich inwencji twórczej. Przez całe dwa tygodnie chodzili po szkole do parku i ustalali jak zagrać coś by wyszło dobrze. Uwierzcie dwa tak różne instrumentu nie brzmią dobrze w czymkolwiek. Gdy byli już tym znudzeni rozmawiali o swoich rodzicach, o tym jak trafili do szkoły, jak zaczęła się ich pasja i o wieli innych rzeczach, które w żaden sposób nie związane były z tematem ich pracy. W końcu wybrali utwór i gdy któregoś dnia w sali muzycznej po lekcjach Iza pracowała nad brzmieniem skrzypiec do sali wparował Łukasz z wielkim obwieszczeniem, że za 3 godziny dziewczyna idzie z nim na koncert. Jej początkowa niewzruszona mina.
-No to miło. Udanej zabawy.- dodała i znów zaczęła kreślić nuty.
-Ale...
-No dobrze. Powiedz mi jak ma na imię. W sumie mogę posłuchać co to za jedna.
Odwróciła krzesło i usiadła kierując na niego przenikliwe spojrzenie. Policzki chłopaka zrobiły się bladoróżowe, a jego wzrok skierowany był na puste okno. Podrapał się po głowie.
-Iza. Chodzi tu do szkoły. Jest na pierwszym roku. Nie zbyt wysoka. Ma niebieskie oczy i długie rude włosy, które niesfornie się falują. Ma jasną cerę i ciemno różowe usta. Fajna jest. Gra na skrzypcach i wiesz powiem ci tak między nami z deka się chyba przepracowuje ostatnio bo pracuje nad projektem z takim jednym typem. Ale może to tylko pozory może on jest po prostu obibokiem.
Dziewczyna lekko zawstydzona patrzyła mu prosto w oczy i gdy kąciki jej ust zaczęły unosić się ku górze twarz chłopaka uspokoiła się jednoznacznie. Po chwili obije zaczęli rechotać.
-Jaki to koncert?
-O.S.T.R. Myślisz, że nadal jest zainteresowana?
-Zainteresowana! Ona go uwielbia.
-To w takim razie przyjdę po nią o 19;40.  
-Będzie gotowa.
Na koncercie bawili się wspaniale. Nie zapomni tego nigdy. Późnym wieczorem wrócili pieszo choć droga była długa, a było to zimą. Pod jej domem Łukasz zatrzymał się i spytał czy jej się podobało. Oczywiście wiadome jaka była odpowiedź.
-Myślę, że to nie ostatni nasz koncert.
Iza popatrzyła na niego badawczo. „Nasz”?
Chłopak otulił jej twarz dłońmi i delikatnie się przysunął. Pierwszy pocałunek daje tyle niepewności ale i tyle zadowolenia. Następnego dnia nie dali po sobie nic poznać. Żadne z nich nie podjęło tematu o tamtej nocy. Dopiero w trzy dni po koncercie Łukasz oświadczył jej, że nie może przestać o tym myśleć. Chciał by byli razem i tak też się stało. Dopracowali później projekt do perfekcji i dostali najwyższą notę na przesłuchaniu, a to nie lada wyczyn.
Zosia dopiero po pół roku wygadała się, że to ona podsunęła pani Renacie pomysł na połączenie ich sił. No, a później minął rok. Wszystko dziwnie straciło ostatnio barwę. Nikt z nas w takich momentach nie ma plakatówek. Nic nie możemy zrobić. Po prostu spadamy wraz z ciężkim problemem, który został nam doczepiony do nogi.
-Izabelo.
Usłyszała stanowczy głos kobiety. Zdjęła słuchawki.
-Już prawie jesteśmy. Jeszcze jakieś 10 minut drogi.
Dziewczyna była przerażona widokiem jaki rozpościerał się za szybą. Doliny i nizinne tereny nawet niezagospodarowane. Kilka domów. Jakieś stajnie, lasy. Co o miało być?! A gdzie szkoła, sklepy i ruchliwe ulice przez które czasem trudno przejść. Jej serce waliło jak młot. Czuła jak drgają jej wargi, a obraz robi się zamazany. Wzięła kilka głębokich wdechów. Myślała tylko ile by dała by znów zobaczyć mamę. Tak bardzo niedoceniała tego co ma.
-Jesteśmy na miejscu.
To tu! Wyjrzała z pogardą. Mały domek z jakimś budynkiem gospodarczym, przy którym pałętał się ubrany jak wieśniak mężczyzna. Miał na sobie kraciastą koszulę, gruby, zielony pulower, płócienne spodnie i wysoki, czarne buty przypominające glany. Spojrzał w ich stronę.
-Wysiadaj pomogę ci wypakować walizki.
Otworzyła niepewnie drzwi. Wzięła ze sobą walizkę ze skrzypcami i swoją „szkolną” torebkę.
Mężczyzna udał się ich stronę. Otworzył bramkę, rozłożył ręce.
-Witaj w moim domu córeczko. Ile to już lat cię nie widziałem? 13 prawda?
-16...- skwitowała.
To nie mogło być rzeczywistości wmawiała sobie. Była pewna, że ten facet tu tylko pracuje, może pomaga. Łudziła się, że w domu czeka na nią ktoś ciut lepszy. Nie, żeby oceniała ludzi po wyglądzie ale tego każdy by się przestraszył. Ale może jej reakcja była taka bo nie widziała go aż tyle lat. Dobrze radziła sobie bez ojca, a teraz narzucało się pytanie czyi tak dobrze poradzi sobie bez mamy.
Ojciec pomógł jej wnieść walizki do środka. Pokazał jej skromny pokoik, w którym miała zamieszkać. Ściany były pomalowane na łososiowy kolor. W oknie wisiały zżółknięte firanki. W lewym rogu pokoju stało rozkładane łóżko, a po drugiej stronie stało biurko, szafa i mała toaletka.
-Możesz go urządzić jak chcesz. Od dziś jest do twojej dyspozycji.- powiedział cichym głosem, wycofując się do tyłu- Tu jest łazienka. Tu mój pokój. Tam kuchnia i jeszcze tam salon. To tyle. Aaa tu jest wejście na strych, a w kuchni są drzwi do spiżarni. Wypakuj się spokojnie, a później zjemy kolację kolacje i porozmawiamy.
Zniknął za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz.
Iza opadła ciężko na łóżko i kompletnie przerażona była tym co się właśnie działo z jej całym życiem. Czy kolejne dni miały wyglądać tak jak te, czy może jeszcze bardziej tragicznie.
Przecież zawsze może być gorzej...

Ciąg dalszy nastąpi ;]

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego