• Wpisów: 229
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 42 130 / 2526 dni
 
nellka3598
 
an!mek:                
                Rozdział 3
                "Może..."

W pokoju nie było nawet radia. Włączyła muzykę na telefonie i zaczęła od wpakowania ubrań do szafy. Otwarła drzwi i odskoczyła wystraszona ponieważ w jej ciemnym wnętrzu kryło się coś dużego. Po chwili dopiero wychyliła się kudłata głowa kundla. Pies miał długą, sianowatą sierść szaroczarnej maści. Lewe ucho miał oklapnięte, a język przez cały czas wywalony na wierzch. Nie wyglądał na dość młodego. Więc od razy odrzuciła myśl o zakupieniu go z myślą o niej.
-Cześć.- wyszeptała głaszcząc go po pysku.
Pies zrobił kółko wokół niej merdając przy tym radośnie ogonem. Dziewczyna pogłaskała go jeszcze raz i wzięła się do roboty. Rzeczy same się nie poukładają.
Wieszaków było zaledwie kilka. Więc była zmuszona do władowania na nie po kilkanaście koszul, które w inny sposób byłyby fatalnie wymięte. Wyjęła z torby swój notes i zaczęła zapisywać rzeczy, które potrzeba było zakupić. Wiedziała też, że kolor tego pokoju niebawem będzie musiał zostać zmieniony. Minęła niecała godzina jak rozpakowała prawie wszystkie walizki. Wyjęła niewielki, puszysty, szary koc ozdobiony wielkimi, miętowymi kropkami. Dostała go od mamy kilka dni po jej pierwszym przesłuchaniu. Właściwie to jej i Łukasza.
Przytuliła się do niego i nadal nie mogła uwierzyć jak niewiele czasu minęło od tamtego wydarzenia. Położyła go na łóżku tuż obok poduszki w różowym kolorze. Znowu zapisała coś na liście. I wypakowywała się dalej. Dobiegł ją dźwięk wiadomości. Podeszła szybko do telefonu i odczytała „numer ... próbował się skontaktować o godzinie 21;02.” Spojrzała na zasięg. No pięknie nawet tego tutaj nie było. Z uniesioną ręką szukała choć jednaj kreski.
Obeszła prawie cały pokój. W końcu otworzyła okno i wychyliła się delikatnie. Jest! Puściła sygnałka i nie musiała czekać długo na telefon.
-Cześć kochanie nareszcie można się dodzwonić. Jak tam jest? Cały czas jesteś poza zasięgiem.
Jak miło było usłyszeć znów jego głos. Zacisnęła mocno oczy.
-Cześć. Wiem, wiem ale już znalazłam miejsce gdzie jest zasięg. Jak jest? Emm... Szczerze to źle to nawet marne określenie. Zaraz idę na jakąś kolacje i będę miała rozmowę z ojcem. W moim pokoju brakuje wielu rzeczy, a to dopiero początek bo widok za oknem mnie jeszcze bardziej przeraża.
-Ojć... To słabo. Dasz sobie radę mała wierzę w ciebie. Czeka cię pewnie rozmowa o szkole. Wszyscy później się mnie pytali co się stało. Mało osób wie o tym, że już nie jesteś uczennicą naszej szkoły. Przepraszam do mnie to dalej nie dociera.- słychać było jak przejechał dłonią po twarzy- Grunt żeby ci się tam jakoś ułożyło. Już za tobą tęsknię!
-Ja za tobą też.
-Iza skończyłaś już?- jej ojciec chyba zbliżał się do jej pokoju.
-Wybacz, muszę kończyć. Napiszę później.
-Dobrze. Znikaj.
Zamknęła okno. I podniosła w pośpiechu jakąś chustkę, którą zapomniała jeszcze schować.
Drzwi otworzyły się.
-Zjedzmy coś. Widzę, że jeszcze trochę ci zostało. Dokończysz to za chwilę. Dobrze?
-Tak, już idę.
Odłożyła kawałek materiału w pastelowych kolorach na biurko i udała się za ojcem.
Kuchnia była urządzona w ciepłych barwach. Białe i pudrowe kafelki pod szafkami. Pastelowy odcień żółtych ścian. Srebrny sprzęt kuchenny i niewielki stół w kolorze jasnego dębowego drewna z dużymi słojami. Na nim ustawione były dwa małe talerzyki, na środku chleb, pomidory, ser biały i poplasterkowana wędlina. Usiedli naprzeciwko siebie. Iza położyła na stole listę.
-Będzie możliwość, zakupienia tych rzeczy?
Mężczyzna przeczytał zapisany przez nią kawałek papieru.
-Radio? Coś się wykombinuje.
-A internet?
-Masz swój komputer?
-No tak.
-Coś się wymyśli... Odnośnie szkoły...
-No właśnie. Kiedy i gdzie? Trzeba będzie zgłosić instrument by można było wykupić szkolny.
-Co? Jaki instrument? Co wykupić?
-No... Skrzypce. Nie wiesz, że gram na skrzypcach?
-Nie wiedziałam. Przykro mi nic nie będziemy kupować.
-Jak to?
-Tutaj jest tylko jedno liceum.
-Jaki ma profil?
-Ogólny. A ty możesz jedynie wybrać jaki dział chcesz. Jest miejsce na humanistycznym i ogólnym. Zaczynasz od pojutrza ale jutro musimy iść tam razem. Tak dla sprostowania pracuję na parkingu jakieś trzy kilometry od liceum. Przy markecie.
-Nie ma tu gdzieś dalej szkoły muzycznej? Czegokolwiek? Mogę dojeżdżać codziennie.
-Niestety nie.
-To tyle? Czy coś jeszcze?
-Pies ma na imię Freddie.
Wstała od stołu i zrobiła dwa kroki.
-Nie będziesz jeść?
-Nie jestem głodna.
Zamknęła drzwi swojego pokoju. Opadła na łóżko i przycisnęła twarz najsilniej jak mogła do poduszki. Nie ma szkoły!!! Skrzypce były dla niej wszystkim. Jeśli nie będzie dalej się szkolić to może zapomnieć o przyszłości związanej z instrumentem. Dlaczego tak się stało?! Trafiła do jakiejś przeklętej wioski zabitej dechami i... Ehh!
Gdy już w miarę się uspokoiła  napisała do Łukasza.
„Beznadzieje! Nie będę chodzić do szkoły muzycznej.”
Kilka minut później dostała wiadomość.
„Jak to dlaczego? Zosia kazała cię pozdrowić i przekazać, że napisze jak doładuje konto.”
Napisała „Normalnie!”. Była wściekła. Skasowała to jednak.
„Nie ma tu szkoły muzycznej. Pozdrów ją też.”
„Oj biedaku! Nie martw się. Napiszę jutro bo muszę jeszcze napisać zadanie. Śpij dobrze misiu.”
Już nie odpisała. Usłyszała jakiś huk za drzwiami. Podeszła i otworzyła je. Do pokoju wdepnął Freddie. Zamknęła za nim drzwi. Psiak siedział już na jej łóżku.
Usiadła koło niego.
-Oj Freddie... Widzisz jak jest.
Pogłaskała jego grzbiet, ten zaś polizał ją po policzku, dając najwyraźniej sygnał by nie płakała.

Ciąg dalszy nastąpi :)

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego