• Wpisów: 229
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 41 067 / 2435 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
              Rozdział 5
              "Istny fart."

Minął weekend. Dwa zbyt krótkie dni. Właściwe to chyba nie dziwne, że nie chciała tam wracać. Ale jednak rano trzeba było zczołgać się z łóżka i iść do tej „szkoły”. Zaczęła doceniać swoje stare muzy, na które tak narzekała ale przecież każdy docenia coś dopiero wtedy, gdy to straci. Ona straciła nie tylko mamę, przyjaciół i szkołę ale i nadzieje, że może być lepiej. Tkwiła dosłownie w bagnie.
Rano ojca już nie było w domu nawet jej  nie powiedziała na którą chodzi do pracy ale to szczegół. Zalała trochę kawy i cukru mlekiem i wypiła na szybko. Spakowała nowe książki i zeszyty do torebki w czarno białą kratkę zapinaną na dużą klamrę, zgarnęła jeszcze rozciągnięty sweter koloru lawendowego i wybiegła na przystanek. Autobus przyjechała o czasie aż co dziwne. Siedziała na samym tyle, przyparta do szyby właśnie  napotkała na piosenkę Ostera „nie lubię poniedziałków”. Ona ich nienawidziła! Pogłośniła by wsłuchać się w intro. Nie było zbytniego tłoku i bez trudu dostała się na miejsce. Przekroczyła próg szkoły i już poczuła, że to był błąd.
-Witamy!- powitał ją ten sam szpanerski ton Kamila. – Dobrze się spało?
Liczne grono stojące przed wejściem. Już nie wliczajmy pozostałej piątki jaki ostatni raz widziała w piątek, policzmy pozostałą 30 gapiów, którzy krzątali się smętnie po korytarzach.
Przeszła ze spuszczoną głową przez cały korytarz. Czuła, że spojrzenie chłopaka i wielu innych nastolatków dosłownie ją przeszywa. Wyszła na górę i usiadła pod salą. Chwilę później zabrzmiał dzwonek i pod salą zgromadziła się chmara uczniów, która najwyraźniej była jej nową klasą. Wchodziła jako ostania i ktoś trącił ja nagle ramieniem. Oboje się odwrócili. No nie! Ironia będzie jeszcze z nim chodzić do klasy?! Kamil stał koło nie z równie zniesmaczoną miną.
-Możesz bardziej uważać?- spytał podirytowany.
-Ja? To ty nie patrzysz jak chodzisz!
-Jasne.
Poprawił daszek czapki i sprostował grymas na swojej twarzy. Wszedł do sali jako pierwszy zostawiając w tyle wkurzoną dziewczynę.
Na każdej z przerw znikał najprawdopodobniej do swoich kumpli. Szczerze zastanawiała się jak taki pajac mógł ich mieć. Szkoła nie była aż tak zła nie licząc faktu, że materiał był o wiele skąpszy niż w jej szkole. Na matematyce rozwiązywali banalne przykłady, a na polskim czytali wiersze jakie ona brała w pierwszym miesiącu. Po ośmiu lekcjach w końcu mogła udać się do domu. Oczywiście nie obeszło się bez pożerających spojrzeń całej kompani Kamila. Autobus chyba na złość wlekł się niemiłosiernie. Gdy już prawie była pod domem poczuła, że ktoś do niej dzwoni. Wyjęła telefon z ulgą.
-Cześć kochanie.
-Cześć Iz. Jak tam u ciebie. Ja mam teraz przerwę. Dobrze w szkole?
-Ujdzie.- otworzyła drzwi- Wiesz...
-Co?
-Ja chcę do domu! Chce wrócić do starej szkoły.
-Uwierz ja również wolałabym żebyś wróciła z resztą nie tylko ja. Ale coś się musiało stać skoro aż tak bardzo chcesz wrócić.
-Ludzie... Bardzo, bardzo denerwujący.
-Jacyś konkretnie czy ogólnie?
-I tak i nie.- zgarnęła z blatu wodę i nalała odrobinę do szklanki- Jest taki chłopak najchętniej bym go rozdarła! Ale spokojnie jeszcze tego nie zrobię.
-Jakbyś sobie nie radziła to dzwoń i zabiorę jeszcze Zośkę i jakiś kumpli. Coś się na pewno wymyśli.
Zaśmiała się i wychylił kilka łyków wody.
-A jak u ciebie?
-Raczej nic nowego, pracuje nad projektem do przesłuchania. To już niebawem. A poza tym no raczej po staremu.
-No to dobrze. Będę kończyć bo głodna jestem.
-Ano, to do później. Pa.
-Pa.
Odłożyła na blat telefon i rozglądnęła się po szafkach. Kompletne pustki. Zaglądnęła do lodówki. Nic... Chwyciła za telefon.
-Cześć tato.- nadal trudno jej było przyzwyczaić się do słowa „tato”- Co będzie na obiad? Co zazwyczaj jesz? Tutaj nic nie ma.
-Pizza. Ja będę za chwilę to zamówimy.
-I tak codziennie?
-Masz lepszy pomysł? Są jeszcze bary.
-Porozmawiamy w domu.
Już wolała by można było cokolwiek ugotować niż stołować się w barach.
Pół godziny później długo nad tym debatowali i jej ojciec stwierdził, że jeśli ma taką ochotę to zakupi jakieś produkty. Jak mówił sam do gotowania nie miał kompletnie talentu a z czasem nawet chęci. Nie pytał nawet o szkołę poszedł się jedynie położyć do salonu przed telewizor. Iza zaś udała się do swojego pokoju i siedząc przy książce on biologii czekała na zamówioną pizze. Gdy tylko powracała do niej myśl, że już jutro znowu idzie do tej świetnej szkoły to niedobrze jej się robiło. Ci ludzie, ta atmosfera. Coś pięknego. Przycisnęła głowę do książki i chciała po prostu uciec gdzieś daleko. Jak można mieć takie szczęście! Ten fart losu to chyba żart od życia!

Ciąg dalszy nastąpi...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego