• Wpisów: 229
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 43 466 / 2609 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
                  Rozdział 7
         "Tak łatwo stracić WSZYSTKO"

Jeden i pół tygodnia. Tyle dokładnie upłynęło od tamtej środy. Był piątek, godzina popołudniowa. Siedziała z ojcem w salonie przed telewizorem. Już od kilku dni starała się powiedzieć mu o planie jaki miała na sobotę. Czas naglił więc musiała to kiedyś zrobić.
-Tato?
-Tak?
-Słuchaj bo jutro jest sobota, a ja już odrobiłam pracę domową.
-Co w związku z tym?
-Czy mogłabym odwiedzić moich starych przyjaciół? Wrócę jeszcze w ten sama dzień.
-No sam nie wiem...
-Proszę to dla mnie bardzo ważne.
-Czym zamierzasz się tam dostać?
-Pociągiem.
-Skoro to tak ważne.- uśmiechnął się- O której masz pociąg?
-O 6;00.
-To obudź mnie rano to cię podwiozę.
-Dzięki tato!
Co chciała zrobić? Wiedziała, że jeśli będzie siedzieć bezczynnie to wszystko zawali się jak domek z kart. Potrzebowała spotkać się nie tylko z Łukaszem co i z Zośką. Niestety kontakt z chłopakiem pomimo faktu zakończenia prób nad występem to nic się nie polepszyło. Musiała z nim jak najszybciej porozmawiać w cztery oczy. By naprawdę dowiedzieć się co się dzieje.
Wieczorem spakowała do torby butelkę wody, portfel, słuchawki i telefon. Przygotowała sukienkę w kratkę, czarne zakolanówki i martensy. Rano pomalowała starannie oczy, nałożyła na chudawy nadgarstek pudrową bransoletkę, która idealnie współgrała z kolorem swetra i czarno pudrowej kratki w jaką była sukienka, ubrała na głowę melonik i wyszła.
-Masz wszystko?- spytał zaspany mężczyzna.
-Tak.
-Czekaj tylko zabiorę kluczyki i portfel.
-Dobrze czekam przy samochodzie.
Już po kilkunastu minutach stała trzymając w ręku bilet. Pomachała jeszcze na pożegnanie ojcu, a chwilę później siedziała już w zatłoczonym przedziale. Pociąg zatrzymywała się co 20 minut. Z każdym postojem robiło się coraz tłoczniej. Dziewczyna nie mogła się już doczekać. Wyobrażała sobie jak to miło będzie się rzucić ukochanej osobie na szyję i uściskać przyjaciółkę. Spotkać się ze znajomymi i oczywiście odwiedzić ... szkołę. W końcu doczekała się właściwego przystanku. Wprost wybiegła z pociągu. Dobrze znała miasto więc bez problemu wiedziała gdzie ma wyjść. Nikt nie wiedział o jej przybyciu. To miała być niespodzianka. Najpierw postanowiła pójść do domu Łukasza. Podekscytowana maszerowała wąskim chodnikiem. Minęła bloki i mały rynek na przedmieściach. Stała właśnie przy skrzyżowaniu, a naprzeciwko niej była kawiarenka do której często chodzili z Łukaszem. Uwielbiała tamtejszą kawę. Kilka przecznic dalej w mniej ruchliwej części miasta był dom chłopaka. Za rogu wyłoniła się postać ubrana w niebieską bluzę. Tak to chyba on! Miła kaptur na głowie, ponieważ lekko mżyło. Z niecierpliwością czekała na zielone. Chciała już się do niego przytulić. Dobrze znała nawet zapach tej bluzy, gdyż często jej ją pożyczał. Osoba zdjęła kaptur i... Pojawiły się długie blond włosy?! Jej serce biło dużo głośniej. Co jakaś blond lala robiła w bluzie jej chłopaka. Zielone. Przeszła pospiesznie na druga stronę. Niczego nie świadoma dziewczyna weszła właśnie do kawiarenki. Iza była niesamowicie ciekawa kto to jest. Podeszła do okna. Przy ladzie siedział Łukasz. Jego włosy były niesfornie zmierzwione tak jak zawsze. Miał na sobie granatowo białą bluzę. Blondynka rzuciła mu się na szyje i dała mu słodkiego buziaka w usta. Chłopak uśmiechnął się do niej i podał jej kubeczek kawy na wynos. Dziewczyna odwróciła się bokiem i odgarnęła włosy za ucho. Iza zamarła. Wiedziała kto to jest. Niemal zmuszała się do oddechów, które stawały coraz płytsze. Łukasz i Zośka?! Nie to nie mogło być prawdą. Miała wejść do środka ale... No co niby miała zrobić. Nie mogła też nic nie zrobić. Udała się pod jego dom. Siedziała przy blokowej klatce. Ciekawa była jakie będę jego wyjaśnienia. Jak wytłumaczy jej tą chorą sytuację do jakiej doprowadził on bo przecież nikt inny. Ale w sumie to ona wyjechała to ona zostawiła to wszystko. Może to była jej wina. Sama już nie była tego pewna. Otarła krople spływającą po jej policzku. Czekała tam jakieś 20 minut aż zobaczyła zbliżającego się Łukasza. Niestety nie samego... Chłopak trzymał za rękę kogoś kto miał czelność być jej przyjaciółką. Dziewczyna w jednej ręce nadal trzymała kawę. Tuliła się bezwstydnie do chłopaka śmiejąc się głośno. Nawet nie miała siły by wstać, by krzyczeć. Łukasz ją zauważył i odruchowo odsunął się od Zośki. Ta zrobiła jeszcze kilka niepewnych kroków i została w tyle może bojąc się tego co się stanie. Miała usta pomalowane ciemno różową szminką. Dłonie ukryła w bluzie i czekała niepewnie na o co się wydarzy. Chłopak udał się w stronę Izy. Obserwował ją badawczym wzrokiem.
-Cześć kochanie.- schylił się by ją pocałować jednak ta odsunęła się- Co się stało?
Wstała. Teraz była od niego wyższa.
-Co się stało? Nie no nie wiem. Może ty mi powiesz co się stało?
-O czym ty mówisz?
-Chciałam zrobić ci niespodziankę! Przyjechałam nie mówiąc ci o tym. Byłam pewna, że będziesz się cieszył. Myślałam, że to moja wina, że to ja wszystko spieszyłam. Musiałam się wyprowadzić i zostawić to wszystko ale prawda jest taka, że to nie była moja decyzja. Starałam się jak mogłam by wszystko było dobrze. Ufałam ci i łudziłam się aż do dzisiaj, że to przez szkołę. Myślałam, że masz za dużo na głowie. Przestałeś dzwonić. Wiedziałam, że coś jest nie tak ale, gdy pytałam mówiłeś, że tylko mi się wydaje! A tobie? No podejdź! Powiedziałaś mu o mnie? O moich przypuszczeniach. Dobrze grałaś dobrą przyjaciółkę. A, przecież zapomniałam ty też starałaś mi wmówić, że nic się nie dzieje. Liczyłam, że choć trochę wam na mnie zależy. Myliłam się!
-Przestań! Nic się nie dzieje! Byłem z nią w kawiarence na kawie. Czy to coś znaczy?
-Tak się składa, że widziałam was. Miałam tam iść. Dałeś jej swoją bluzę. Nieźle jeśli dla ciebie to nic nie znaczy. Pocałowałeś ją! To niby nic nie znaczy?
Chłopak zamilkł. Zapewne był pewny, że dziewczyna nic nie widziała. Brakowało mu już pomysłów na kolejne kłamstwa.
-Nie chcę mi się na was patrzyć!
Minęła ich oboje i poszła prosto przed siebie.
-Ej zaczekaj! To nie tak.- krzyczał chłopak.
Nawet się nie odwróciła. Już nie mogła. Kolejne łzy napłynęły jej do oczu. Otarła je rękawem swetra nie dając po sobie poznać jak trudno jest jej odejść.
To właśnie jest najtrudniejsze nie powroty lecz bezlitosne zostawienie za sobą osób, które kiedyś były dla nas wszystkim.

Ciąg dalszy nastąpi...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego