• Wpisów: 229
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 42 130 / 2526 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
                  Rozdział 8
                    "Dalej"

Usiadła w pobliskim paku tuż obok jej starego domu. Chciała jak najszybciej wrócić do swojego pokoju ale co powiewie ojcu. Jak wyjaśni to, że wraca po kilku godzinach i fakt, że wygląda jakby zawalił jej się cały świat. Właściwie to czy tak właśnie nie było? Mama, szkoła, chłopak, przyjaciółka w miesiąc straciła wszystko co coś dla niej znaczyło. Siedziała na ławce i przez zamglone oczy zmuszała się by nie rozwalić telefonu o chodnik. W sumie co jeszcze miała do stracenia. Mżawka jaka rano otulała miasto zaczęła się nasilać. Zastanawiała się gdzie może pójść. Nie chciała z nikim rozmawiać, więc odpadali koledzy i koleżanki. Nawet nie chciała słuchać pocieszeń, a jeszcze bardziej nie chciała łudzić się, że kogoś z nich to obchodzi. Taka prawda każdy boryka się z jakimiś problemami i czy naprawdę musimy udawać, że umiemy pomóc innym. Choć może umiemy pomóc innym, a dla nas samych nie wystarcza sił, chęci i krzty starań. Pomóc innym jest łatwo, prosto, a widok ich uśmiechy sprawia, że nabiegamy ochoty na szczęście. Co z tego jak tak cholernie trudno jest je zdobyć. Dlatego podajemy się. Zostajemy gdzieś w tyle i ze spuszczonym wzrokiem stwierdzamy, że przecież nie ma sensu. I później znowu pojawia się nadzieje. Znowu myślimy, że będzie dobrze. Przez mały moment nawet myślimy, że to właśnie jest ta chwila, że właśnie jesteśmy szczęśliwi jednak nie zatrzymujemy się i chcemy czegoś więcej. Pojawia się problem, za nim kolejny i zaczynamy walczy aż coś na nowo podcina nam skrzydła i cała historia powtarza się na nowo. Z czasem nawet się do tego przyzwyczajamy ale gdy tracimy coś naprawdę dla nas wartościowego zaczynamy wariować. Tak trudno jest nam wtedy odejść. A jeszcze trudniej jest starać się przynajmniej udawać, że chcemy tu dalej być.
Tak właśnie się czuła. Nie była pewna czy najmniejszy sens ma siedzenia na tej ławce. Czy cokolwiek teraz ma sens. Było jej niedobrze. Nie jadła nic od wczorajszej kolacji ale nie była głodna. Napiła się trochę wody. Padał już gęsty deszcz. Park w mgnieniu oka opustoszał. Wiedziała, że nie może tu zostać. Zabrała torebkę i udała się na dworzec. Tam zakupiła bilet na pociąg, który miał odjechać za dwie godziny. Usiadła na ławce przy torach. Już nawet nie miała siły by płakać. Z resztą co by to dało. Wyjęła jednego papierosa. Nie mogła się powstrzymać od zakupienia ich w drodze na dworzec. Właściwie mało było takich chwil, gdy nie radząc sobie sięgała po papierosy. Zastanawiała się jak będzie wyglądać teraz to wszystko. Wypuściła dym z płuc. Szkoła pomijając już tego kretyna na karłowatym rowerku i jego kumpli, obiad w domu i odrabianie lekcji. Może grywanie na skrzypcach w wolny czasie. Staranie się układanie nut. Przecież to nie miało najmniejszego sensy. Sama nigdy nie miała szans na szlifowanie pasji. Przecież 3 godziny drogi to wcale nie było tak dużo. Były internaty... Niestety jej ojciec wolał ją uziemić w tej wiosce gdzie nie miała szans na poznanie kogoś normalnego.
Pociąg oczywiście przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem. Dziewczyna wepchała się do środka by zająć miejsce w jakimś przedziale. Uff... otworzyła drzwi. Na siedzeniach po prawej stronie siedziała starsza kobieta i najprawdopodobniej jej nastoletni wnuczek. Po lewej stronie miejsca były wolne. Iza usiadła na pierwszym miejscu od drzwi. Słuchając muzyki i głośnych odgłosów pociągu sama nie wie w którym momencie zasnęła.
Gdy otworzyła oczy starszej pani oraz chłopca już tam nie było. Naprzeciwko niej siedziała za to jakiś mężczyzna ubrany w pobrudzoną bluzkę i bluzę o okropnym kolorze pomarańczu.  
Zdjęła słuchawki.
-No witaj!- wrzasnął nieznajomy zbliżając do niej twarz.
Dziewczyna spytała go jedynie o miejsce w jakim się aktualnie znajdują, tan zaś zaczął jej opowiadać skąd i gdzie jedzie. Później przeszedł na tematy jego rodziny i przyjaciół. Zanudziłby ją na śmierć ale  tak szczerze mówiąc nawet go nie słuchała.
-Wyglądasz na zdołowaną...- stwierdził.
-Ja? Wcale nie.
-Widać to po twoich ustach. Co się stało?
Gapił się na jej usta. Nagle poczuła się zażenowana.
-Długa historia...
-Mamy czas. Opowiadaj.
-Wolałabym nie.
-Jak wolisz.
Nie odzywał się przez góra dziesięć minut, a później dalej ciągnął temat o sobie. Koszmar...
Na szczęście wysiadała dwie stacje dalej.
Gdy prawie wyskoczyła z pociągu. Mężczyzna wychylił się przez okno i z głupim uśmiechem machał jej i życzył powodzenia, ona zaś była szczęśliwa, że nareszcie opuściła ten przedział. Przeszła kilkanaście kroków i gdy stanęła przy schodach nagle znowu to wszystko wróciło.
Nigdy jeszcze tak wolno nie wracała do domu ale po co miała się śpieszyć.



Ciąg dalszy nastąpi.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego