• Wpisów: 229
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 43 466 / 2609 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
                 Rozdział 11
                    "Źle"

Następny tydzień... Plotki ucichły. Zawdzięczała to Kamilowi. Niby nie prosiła o pomoc, a jednak ją otrzymał. Szczerze to dziwnie się z tym czuła. Nie lubiła, gdy coś komuś zawdzięczała. W jakiś sposób stała się zależna. Choć było coś o wiele gorszego. Zaczynało jej się robić ciężko. Jeszcze większym ukrywaniem. Nie jadła. Nadal. Wciąż... Cały czas znikała do toalety. Poranki robiły się męczące. Otwieranie ciężkich powiek i branie oddechu, który sprawiał więcej wysiłku niż można by sobie wyobrażać. Podniesienie się z łóżka też wcale nie najeżało do prostych. Najdziwniejsze w tym wszystkim jednak było to, że od pewnego momentu przestała myśleć nie tyle o kimś kto tyle dla niej znaczył ale i o dawnej miłości, która z każdym kolejnym dniem wydawała się być coraz bardziej odległa. Granie już nie było jej równie bliskie co dawniej. Już nie gapiła się w nuty. Nawet nie próbowała pisać dalszego ciągu melodii. Niby szła do przodu jednak gdzieś po drodze zagubiła... Siebie. Nie było już dawnej Izy. Zmieniła się. Najgorsze było to, że zaczęła się przyzwyczajać do bólu który sama sobie zadawała, każdego dnia. Wszystko wydawało być się takie monotonne. Rano często nawet nie chciała wstawać no bo po co? Przeżyć kolejny taki dzień... Była bezradna na to co robiła. Z kolejnymi tygodniami zakładała coraz grubszy sweter. Wiosna rozkwitała, a jej było coraz zimniej. Czuła się tak słaba. Wyglądała bardzo niewyraźnie. Ciepły ubiór sprawiał, że nikt o nic się nie pytał. Przynajmniej jak na razie... Żywy kościotrup z wyczerpanym limitem energii dziennej. Duże, fioletowe podkowy pod oczami i problemy ze spaniem. Jeśli już udało jej się zasnąć to budził ją jakiś koszmar. Najwyraźniej nie widziała, że sobie nie radzi. Jej ojciec coraz częściej patrzył się na nią z troską. Nie pytał się więcej co się dzieje, gdyż jednaj nocy tak bardzo się pokłócili, że dziewczyna widziała napływające łzy w oczach starszego mężczyzny. Wypomniała mu mamę. Powiedziała, że gdyby nie on nic by jej się nie stało. Gdyby był i tamtego dnia odwiózł by ją do pracy ona by nie zginęła. Izabela stawała się coraz bardziej zagubiona. Tak to dobre słowo. Nie była potworem choć właściwie sama była sobie przecież winna ale jedyne czego potrzebowała to pomocnej dłoni. Pewne było jedno długo tak nie wytrzyma. Balansowała nad granicą samozniszczenia.

Ciąg dalszy nastąpi.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego