• Wpisów: 229
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:01
  • Licznik odwiedzin: 41 067 / 2435 dni
 
nellka3598
 
an!mek:
                 Rozdział 12
            "Dogonić marzenia"

Czwartkowe lekcje trały całe wieki. Nudne wywody nauczycieli niemal uśpiły większą połowę klasy. Iza wsparta na chuderlawych rękach wpatrywała się za okno. Wiedziała, że Kamil ostatnio zbyt bacznie jej się przygląda. Z resztą nie tylko on. Dziewczyna była już niemal cieniem osoby. Większość przechodziła z obojętnością. Jej ojciec w ostatnim tygodniu rzucił pomysł o internacie. Może staruszek nie wytrzymywał już tego wszystkiego. Tak dobrze przecież dla niej chciał... Tak jest przecież zawsze. Każdy z nas chce być idealny w oczach bliskich nam osób, jednak to w ich oczach wypadamy najsłabiej. Cóż, że dostajemy miliony szans. Przecież i tak zawodzimy i ranimy. Lekcje dobiegły końca. Schodziła schodami prowadzącymi do wyjścia ze szkoły.
-Co ty robisz?- Kamil poprawił plecak i spojrzał w jej stronę.
-O co ci chodzi?
-Właściwie to o całość.
-To znaczy?
-Wyglądasz jak kościotrup! Nie widzisz tego?
Zamilkła.
-Myślałam, że to przejściowe... Nie chciałem ingerować w troją prywatność. Wiem kim jesteś i co stało się z twoją matką. Skrzypce, szkoła muzyczna, wypadek i wyprowadzka. Nie wiem może jest coś pomiędzy ale to co robisz teraz z sobą jest nie do pojęcia. Rozumie, że źle się działo. Sam przecież nie byłem dla ciebie zbytnio sympatyczny na początku ale to wszystko się zmieniło. Wiem ile przeszłaś i z czym musisz sobie nadal radzić ale czy to co robisz ma jakiś cel? Wiesz gdzie jest twój cel? Zapewne pomoc do niego leży teraz w zakurzonym futerale. Przecież nauczyciele pisali o tobie na stronach internetowych. Miałaś wywiad w gazecie. To już nic nie znaczy?- zatrzymał ją gestem ręki-  Nie mam pojęcia po co ja ci to wszystko mówię skoro i tak mnie nie chcesz słuchać.
-Przecież cię słucham. Tylko... Dlaczego ty?
Chłopak spojrzał niepewnie jej w oczy i nachylił się w jej stronę. Pocałował ją niemal niewyczuwalnie jakby bał się, że zaraz ulegnie destrukcji. To wiele wyjaśniało, ale i zadawało równie dużo pytań. Odprowadził ją do samego domu opowiadając jak to dawniej postrzegany był jej ojciec. Wielki dziwak, jednak mający ogromne serce. Gdzie potrzebowano pomocy tam się pojawiał. Kamil mówił też o sobie i chyba z tysiąc razy przepraszał za początek. Prosił też by on nowa zaczęła normalnie funkcjonować, by nie porzucała pasji.
-Teraz idź i z nim porozmawiaj.- skwitował na koniec stojąc już pod jej domem.
-Mam przeprosić?
-Nie wiem. Porozmawiaj z nim. Na pewno się martwi.
-Dobrze.
Przytulił ją na pożegnania i zniknął za rogiem sąsiedniego domu.
Bała się tej rozmowy. Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć i czego się spodziewać. Ojciec siedział w kuchni nad kubkiem herbaty.
-Cześć tato.
-Usiądź. Widzisz...
-Przepraszam.- wyszeptała przerywając mężczyźnie- Nie wiem jak do tego doprowadziłam. Początkowo to przecież było takie niecodzienne ale z czasem zaczęło robić monotonne. Nie umiała sobie z tym wszystkim poradzić. Boje się, że nadal sobie nie poradzę.
-Poradzisz. Pomogę ci. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdyby nie on chyba nigdy bym się nie dowiedział. Wiedz jedno. Taki przyjaciel to skarb.
-Ale o kim mowa?
Przyjaciel? Kto? Był u jej ojca?
-Kamil.
-Kamil?
To dlatego chciał by porozmawiała z ojcem.
-Tak. Nie wiedziałem, że taki jest. Spójrzmy prawdzie w oczy nie wygląda na takiego.- uśmiechnął się blado- Dzwoniłem tam i pytałem. Byłaś świetna. Nie zdawałem sobie sprawy jak to dla ciebie jest ważne. Obdzwoniłem prawie cały Kraków. Udało się! Wracasz! Będziesz miała stypendium. Przynajmniej jakąś część resztą jakoś się pokryje. Tylko chyba nie zapomnisz o staruszku?
-Tato!- siedziała niemal jak wryta, miała świeczki w oczach- Oczywiście, że nie zapomnę.
Poderwała się ze stołka i rzuciła się ojcu na szyję. Ten przycisnął ją do siebie i powiedział:
-Skończ z tym głodzeniem! Masz misje do spełnienie i nie możesz nas zawieść!
-Kocham cię tato!
-Ja ciebie też.
Przez kolejne dwa dni był naprawdę ciężko przełamać plan dotychczasowego dnia ale jakoś dawała radę. Może nie jadła zbyt wielkich porcji ale był to już jakiś krok na przód. Kamil przyszedł w południe i pomógł spakować jej rzeczy. Dobrze wiedziała, że może na niego liczyć. Na nich. Pragnęła dogonić swoje marzenia i nie popełnić prostych błędów. Dostała drugą szansę której nigdy by nie przewidziała. Nigdy nie możemy wiedzieć co spotka nas kolejnego dnia. Nigdy nie zakładajmy, że nie damy razy przejść kolejnej przeszkody danej przez los. Walczmy o swoje marzenia do końca bo te rodzą się w naszych sercach. Nie patrzmy z pesymizmem na życie. Przestańmy bać się jutra...
Rano stała już na dworcu. Pożegnała się z tatą i Kamilem. Dobrze wiedziała, że to nie koniec. To był dopiero początek...
Nie przestajmy marzyć!
Nigdy się nie poddawajmy.


                     Koniec

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego